Zagadki Wyspy Mgieł - Co jest szybsze od wiatru? (Myśl)

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Lato. Sam gorący początek, pełen oczekiwań, nadziei i tęsknot. Oczywiście założyła swoją najlepszą sukienkę. Niebieską, o której mówił, że jest w kolorze jej oczu. Pociąg toczył się wolno, bo dojazd do miasteczka był kręty. Gdyby nie eleganckie pantofelki na obcasach, wysiadłaby już teraz i biegiem pokonała ostatnie kilometry, żeby przyspieszyć chwilę spotkania z ukochanym.

 

Tak bardzo się myliła.

Po schodach zeszła powoli, bez żadnego dźwięku mogącego zdradzić łzy znaczące wilgocią jej policzki. Potem, na ulicy, pośród nocy i sztucznego światła latarni, pozwoliła sobie na krótki szloch, który zaraz stłumiła w szybkim marszu w kierunku dworca. Wiatr dmuchnął zalotnie w jej włosy. Nerwowy stukot obcasów zbyt głośno rozdarła senność wieczoru.

Nie była pewna swoich uczuć. Usłyszała, że powinna wrócić do domu, że wcale na nią nie czekał. Podziękował za wspólne noce, wspólny czas. Upokorzenie. Urażona duma. Jak śmiał sprowadzić to wszystko, co razem wyczarowali do banalnego stwierdzenia?

Dziewczyna nie wiedziała jeszcze, że w jednym zdaniu można zamknąć czyjeś życie.

Pewnie, że pójdzie sama na dworzec. Przez obce miasto, w noc. Nie potrzebuje jego uprzejmości i troski, skoro on nie potrzebuje jej. Żal. Rozpacz odrzuconego uczucia. Utrata naiwności i wiary, że świat spełnia pragnienia. „Jesteś spełnieniem marzeń” - tak powiedział, przyciskając policzek do jej nagiego brzucha. Wszystkie miejsca, których dotykał, paliły wstydem, pulsowały bólem rozdartej brutalnie namiętności. Przystanęła, żeby dłońmi obetrzeć mokre policzki. Podmuch wieczornego powietrza wpadł pod niebieską sukienkę, przypominając o chłodzie wiosennych wieczorów i gorących dłoniach kochanka.

 

Ktoś za nią szedł.

Zdała sobie z tego sprawę, a obawa i niepokój momentalnie przywołały strach.
Z oddali usłyszała buczący sygnał pociągu. Ruszyła biegiem, chcąc pokonać zdradzieckie myśli, uciec domniemanemu napastnikowi. Był tuż za nią. Krzyknął coś, ale wiatr zatkał jej uszy. Bała się. Przyspieszyła, wpadła na dworzec. Wyczekiwała bezpieczeństwa i schronienia. Światła lokomotywy już wjeżdżały na stację.

Biegła tuż przy krawędzi peronu, a wtedy zawiodły te cholerne obcasy. Potknęła się, poślizgnęła, wykręcona kostka zapulsowała bólem. Oślepiona jadąca na nią huczącą toną żelastwa, spadała na tory, prosto pod koła. Wiatr ucichł, porywając krzyk biegnącego za dziewczyną chłopaka.

 

Myśl jeszcze trwała chwilę, nim zgasła.