Na przekór

Ocena: 
8.4
Average: 8.4 (5 votes)

Palce miała lodowate i sztywne. Ostrożnie stąpała przed siebie. Zakradała się na jedno z pastwisk, by znów pooglądać konie. Pod gołymi stopami czuła wilgotną od rosy trawę. Było w tej chudej istotce coś ulotnego, eterycznego. Wątła buzia, kosmyki nijakich włosów, zgaszone spojrzenie – wszystko to nadawało jej wygląd kogoś, kto miał zaraz przeminąć.

Gdy z oddali dobiegły podwyższone głosy kłócącej się o wykonywanie obowiązków służby, dziewczyna skuliła ramiona i rozejrzała się na boki w poszukiwaniu dogodnej kryjówki. Wiedziała, że jeśli zostanie złapana, nie uniknie dotkliwej kary. Jednak strach przed bólem nie wystarczał, by uwolnić myśli żebraczki od widoku stada koni w biegu. Kiedy tętent kopyt niemal ją ogłuszał, wokół śmigały długie pasma ogonów i zaplecionych ozdobnie grzyw. W porywającym kurz tańcu kolorów: od śnieżnej bieli, przez brązy, aż do głębokiej czerni. To były te momenty, gdy czuła, czym może stać się życie. Chwile, w których w ogóle odczuwała coś innego od lęku lub głodu.

Nie widząc innej możliwości, ruszyła truchtem ścieżką, której nie znała. Ta obca droga prowadziła w bok, była wąska i kamienista, więc dziewczyna kilkakrotnie zachwiała się i potknęła.

Z trudem łapała oddech, usta wypełniał metaliczny posmak krwi. Zaczynało się jej zbierać na wymioty, a w gardle paliło ją żywym ogniem, więc w końcu przystanęła. Kilkanaście kroków przed nią, za ścianą więdnących krzaków, dostrzegła belki ogrodzenia. Westchnęła z ulgi. Zgięta w pół, wczepiła skostniałe palce w szare i sztywne od brudu nogawki spodni. Musiała tylko odpocząć, kilka głębszych, charkotliwych oddechów dzieliło ją od porywającego widoku, który przetykał jej przykrą codzienność minutami zachwytu oraz zapomnienia.

Miękkie pyski koni, ich dumne spojrzenia, drgające pod skórą mięśnie. Kiedy zyskiwała pewność, że dane stado nie niepokoi się już obecnością intruza, przechodziła pod drewnianą konstrukcją, a następnie stawała na uboczu. Pozwalała zwierzętom na zapoznanie się z jej zapachem, ostrym od potu i trawiących udręczone ciało chorób. Konie podchodziły całkiem blisko, niektóre pozwalały się głaskać, pochylały do niej swoje kształtne głowy. Nigdy żadne ze zwierząt nie próbowało jej odgonić ani skrzywdzić. Gdy udawało jej się odszukać stado już z nią oswojone, było jeszcze łatwiej.

Tak bardzo pragnęła żyć ich życiem… Tak bardzo.

Wyprostowała się i ze szczerbatym uśmiechem, jakby przyklejonym do przybrudzonej twarzy, przedarła się przez krzewy okalające ogrodzenie. Wcisnęła głowę między belki, przymknęła oczy, a gdy je otworzyła, z jękiem zawodu osunęła się na ziemię.

Konie, które widziała, były bez wyjątku chude, brzydkie i słabe. Niektóre ledwie stały o własnych siłach, inne przypominały maszkary z najgorszych koszmarów. Wyleniała sierść, ropiejące rany, wszędzie odchody i krążące nad nimi chmary much. To stado emanowało rezygnacją – wyrazistą, niepodważalną. Znajomą beznadzieją, towarzyszącą dziewczynie od lat.

Zwierzęta, przynajmniej te w lepszym stanie, zdawały się poszukiwać wody i pokarmu. Bezskutecznie. Wszędzie był tylko piach i zryta kopytami martwa ziemia. Im dłużej przyglądała się zaniedbanym koniom, tym mocniej czuła ich smród. Przełknęła gorzką ślinę, z trudem powstrzymując piekące łzy.

– Dlaczego? – zdołała wykrztusić, nim na dobre wybuchnęła płaczem.

Właśnie wtedy, dopiero przez łzy, dostrzegła, że najchudsze, najsłabsze z koni, mimo że pozornie wciąż żywe, tkwią w miejscu, niczym przedziwne rzeźby z na wpół martwego kamienia.

Zrozumiała, że kiedyś musiały znać smak wolności, aż coś nagle wypchnęło je tu. Na pastwisko zapomniane przez wszystkich. Gdzie już nie było ratunku ani odwrotu, tylko koniec. Prędzej lub później. W chwili, gdy pojęła, że te konie – jej ukochane konie – zmieniają się w kamień, uświadomiła sobie także to, że nie czuje skostniałych z zimna stóp. Nie mogła poruszyć dłońmi ani odwrócić głowy. Wewnątrz wypalonej skorupy ciała dziewczyny wciąż biło serce. Jakby na przekór, pełne chęci do biegu.

Odpowiedzi

...opowiadanie, warte rozwinięcia w coś ździebko dłuższego.

Myślałam, żeby je rozwinąć, potraktować jako trzon dłuższej opowieści, ale ostatecznie uznałam, że gdzieś umknąłby ten klimat, duszny nastrój, tak właściwy dla miniatur.

Tekst - obrazek.
Jak wiele moich.

...bo przy zmianie tytułu można by osiągnąć znakomity efekt...

Niezłe. Ja to kupuję.

Gra na emocjach. Ładne.

Ładne.