Czy motyle śpią w locie?

Ocena: 
8.875
Average: 8.9 (8 votes)

Tłumaczenie: Dagmara Bożek-Andryszczak

 

(zapiski podróżne)

 

Kiedy zbliżaliśmy się do stolicy, tuż przy Skrzyżowaniu Wszystkich Buddów coś pod nami trzasnęło, kareta osiadła i zatrzymała się. Trojka, bezskrzydły ptak, klacz pociągowa, poruszyła się trwożnie, pobrzękując dzwoneczkami przy uździe. Było słychać jak woźnica, mieląc w ustach przekleństwo, zagląda pod ekwipaż. W końcu ktoś szybkim ruchem otworzył drzwi, przykazując nam „pockoć trocha”.

 

Złamała się tylna oś. Aby naprawić pęknięcie żywą wodą potrzeba było co najmniej pół godziny, a drugie tyle zeszłoby na ociosanie zreperowanej osi ze świeżych gałązek – ubocznego efektu tego cudownego specyfiku. Nadworny czarodziej, który jechał razem z nami, zaproponował: Dajcie to, spróbuję swoimi metodami. Poprosił wszystkich o oddalenie się i przystąpił do dzieła.

 

Z nudów dotarliśmy do niewielkiej karczmy, która przykuśtykała do nas z lasu na dwóch nogach (jednej kurzej, drugiej niedźwiedziej). Gospodyni w pośpiechu poprawiała włosy po skoku przez Niżnij Podwaliec, tłumaczyła, że sądząc po dzisiejszych czasach, przyszłość jest przed przyjezdnymi szkołami wyższemi, cytowała Trzeciego Proroka: „Jeśli karczma nie idzie do klienta - biada jej”. Piwo okazało się całkiem znośne, a orzeszki solone same wpadały do gąbki. Prawie celnie.

 

- Ot, spójrzcie, zabytek taki – gospodyni nie zapomniała o zapewnieniu gościom atrakcji turystycznych – ten głaz omszały na skraju drogi. Mówią, że stoi tu od początku świata. To, co widział, nie każdemu czarownikowi jest dane. A raz na pół roku nagle zlatują się do niego motyle ze wszystkich stron. Dlaczego – tego nikt nie wie. Obsiadują go, trzepoczą skrzydełkami, a jeśli tego dnia pada deszcz – giną setkami. Ale przylatują.

 

I rzeczywiście, głaz pokrył się motylami. Zanim dopiliśmy piwo, owady całkowicie zakryły jego zielonkawe, kosmate boki. Widok, muszę przyznać, robił wrażenie.

 

Jednak czarodziej już skończył naprawiać powóz i czas było nam w drogę. Wsiadając do ekwipażu, obejrzałem się na głaz i zobaczyłem coś dziwnego. Czarodziej stał zwrócony twarzą do kamienia i nagle oddał mu niski pokłon. W tym momencie motyle niczym wielobarwny dywan podniosły się do lotu...

 

… a miejsce po głazie było puste.

 

Jeden z pasażerów nie mógł się nadziwić kunsztowi czarodzieja. Ten zaś wzruszył ramionami:

- Proszę wierzyć, nie mam z tym nic wspólnego.

- To może chociaż wyjaśnicie, co przed momentem widzieliśmy?

- Z miłą chęcią. Ten głaz był tak stary, że wytworzył coś na podobieństwo świadomości. Od dawna go obserwowałem, gdyż często jeździłem tą drogą. Kamień powoli, powoli nabierał zaczątków myśli i uczuć, a przede wszystkim umiejętności zapadania w sen. Snuł długie, rozciągnięte na stulecia senne widziadła, w których był motylem. Jednak kiedy się budził, znów był kamieniem. I tak przez całe wieki. Ale z każdym snem jego tęsknota za umiejętnością latania rosła coraz bardziej. Podczas snu zaczął nawet wydzielać wonie charakterystyczne dla motyli, które przywabiały inne owady – zapach był tak silny, że przyciągał motyle z najdalszych krajów świata. Dzisiaj nieoczekiwanie staliśmy się świadkami przemiany głazu pogrążonego we śnie w motyla, który mógł obudzić się już w nowej postaci...

 

Jechaliśmy naprawionym powozem, a ja cały czas myślałem o tym, jak jest mało prawdopodobne, żeby ktoś teraz odnalazł w tym roju owadów tego jedynego motyla, a przecież jego nowy, lecz krótki żywot zakończy się za parę dni. Zostawi po sobie potomstwo – wiele tłustych gąsienic, które będą niespokojnie śnić o tym, kim są – starymi, mądrymi i pełnymi spokoju głazami.

 

I wtedy się otrząsnąłem i zapytałem sam siebie – czy motyle mogą spać w locie?!

 

 

 

Odpowiedzi

Widzę trzy dziesiątki, ale czwartej nie będzie. :)

...napisany tekst. Nic nie zgrzyta, czyta się płynnie, tekst niejako sam płynie, lekko, bez zawirowań. Duża sztuka. Kompozycyjnie bez zarzutu - od początku do końca autor konsekwentnie prowadzi opowieść, wyjaśniając tajemnicę. Wykreowany świat jest ciekawy, i, co rzadkie, wielce sympatyczny. Jedna sprawa nieco mi zgrzytnęła - ostatnie zdanie i tytuł. Trochę ta refleksja o śnie motyla w locie jakby lekko na siłę. Trochę nieco efekciarska... I mało zrozumiała. A to w krótkim tekście psuje efekt. Ale - reszta jest bardzo dobrze oddana. Brawo!