Jamnik

Ocena: 
9
Average: 9 (3 votes)

Tym razem przyszli wcześniej. We dwójkę, jeszcze przed otwarciem baru. To miała być kolejna z hazardowych nocy, szybko jednak okazało się, że może nie dojść do skutku.

- Więc albo płacisz, albo... – powiedział pierwszy. Nawet siedząc na stołku wydawał się wysoki. Był wyjątkowo zadbany, gładko ogolony, uczesany i w garniturze. Gdy milczał, sprawiał odpowiednie wrażenie, nawet przyciągał wzrok. Za to gdy tylko otwierał usta, czar pryskał i znowu był ordynarnym półgłówkiem.

- Nie rozumiem – odpowiedział szef. – Przecież do tej pory wszystko grało, pasował wam układ. Ja zarabiam na udostępnieniu lokalu, a wy na pożyczkach. Co się stało?

- Pytasz, co się stało, że Pan Pneuma zmienia zdanie? – odparł. – Opowiem ci dowcip, bo to najlepiej obrazuje sytuację.

Wychylił duszkiem szklankę whisky i zaczął:

- Wyścigi chartów. Panowie lordowie spotykają się w specjalnym pokoju. Popijają trunki, palą cygara, nabijają fajki. No i rozmawiają, kto na kogo postawi. Jeden z nich, najwyraźniej niezbyt bogaty, zaczyna, że ten jeden, taki nowy, on może zaskoczyć. To, mówi, postawię na niego trochę. Drugi mu przerywa, z większą pewnością peroruje, że ten tutaj wydaje się lepszy w nogach, to na niego postawi trochę więcej. Trzeci wkracza i zaprzecza reszcie, należy postawić na tego tu oto, bo jest najlepszy, wygrywał już wcześniej. Czwarty z kolei ma inne jeszcze zdanie.

Szef polał mu jeszcze jedną szklankę i słuchał. Dresiarz ciągnął dalej:

- Nagle w sali przeciąg, wiszący dym się zrywa, zaczyna tańczyć pod sufitem, a drzwi uderzają z głośnym hukiem o ścianę. Do pokoju wpada jamnik. Wiecie, taki jamnik, malutki, długi, ze śmiesznym pyszczkiem. Zupełnie inny niż te wszystkie charty, o których była rozmowa. No i ten jamnik nagle zaczyna gadać, że to on jest najlepszy ze wszystkich psów, że on wygra wyścig i każdy tu zebrany nie powinien wierzyć pozorom. Wszyscy na mnie postawcie, ja jestem czarnym koniem tych wyścigów, kończy jamnik i wychodzi, trzaskając drzwiami.

Odpaliłam papierosa, całkiem już wciągnięta w opowieść gangstera.

- No to towarzystwo w śmiech. Jak to, krzyczą, jamnik wygra z chartami? Jakim cudem? Ktoś jednak w końcu przytomnie zauważa, że w ogóle to jakim prawem ten pies mówił? I jak drzwi otworzył? A jeszcze lepiej, jak zamknął? No to wszyscy zaczynają się zastanawiać, czy to może nie jakiś podstęp? Może ten jamnik to jakaś lipa jest? Albo wręcz przeciwnie? Skoro gada, to może jakiś mutant, może nafaszerowany jakimiś prochami? Jak na prochach, to może i biega szybciej? Szybciej niż charty? Nie może być... Ale jeśli...

Kolejna kolejka powędrowała do ust. Szef otworzył szeroko oczy, zdziwiony, ale nie śmiał przerywać.

- No to w końcu, słuchajcie, każdy postawił na jamnika. Całe swoje pieniądze. Biedni zaryzykowali, bogaci także. I przyszedł czas wyścigów. Charty ustawione w boksach, tak samo jamnik. Strzał pada, zając w te pędy do przodu spieprza, a psy za nim. Charty pięknie wystartowały, od razu wyczuły zająca i w pogoń. Depczą biednemu po piętach, o ile zając ma pięty, kogo to zresztą obchodzi... Piękne psy w ruchu, mięśnie grają jakby symfonię, kurz się za nimi ciągnie, zając ledwo daje radę, są coraz bliżej.

Mężczyzna zrobił kolejną pauzę.

- A ten jamnik na samym, kurwa, końcu. Kurz powoli opada, a on tuż przy ziemi, ledwo ciągnie. Te charty kończą okrążenie, a on dopiero w jednej czwartej. Mijają go raz, dublują drugi, on dopiero zamyka pierwsze kółko. Lordowie zaciskają kciuki, myślą, że zaraz coś się zdarzy, że jamnik jak opętany wyskoczy do przodu i magicznym sposobem przegoni jeszcze te pieprzone charty. W końcu jednak wyścig się kończy, charty dobiegają pierwsze, a jamnik parę minut po nich. Lordowie zbiegają z trybun, wkurwieni i zaskoczeni jednocześnie. Podbiegają do tego kundla, a z niego pot wiadrami cieknie, sierść posklejana, bo to jamnik długowłosy był... Sapie, kaszle, rzęzi, mało płuc nie wypluje. Ech-ech-ech, łapie powietrze, całkowicie wykończony. Pada na piach, słychać tylko te ech-ech-ech.

Wypił następną whisky, która nie wiadomo kiedy wylądowała przed nim i podjął ponownie:

- No to lordowie do kundla: jamnik, kurwa, ty miałeś być czarnym koniem tych wyścigów! Ty miałeś wygrać to wszystko! Myśmy wszystkie pieniądze na ciebie postawili, boś mówił, że przegonisz te charty! Kurwa, jamnik, a ty teraz ostatni, tak w piachu rzęzisz! Jamnik tylko ech-ech-ech, wycieńczony. Lordowie nie ustępują: jamnik, no psie ty, myśmy wszystko przegrali, a ty nam kazałeś na siebie postawić. Jamnik, kurwa, co się stało?! No co się stało?! A jamnik na to wreszcie, po dłuższej chwili: ech-ech-ech... Nie wiem.

Dresiarz wstaje od stołu i wyciąga pistolet, mierząc szefowi prosto w głowę.

- I tak jest z Panem Pneumą – dodał. – Ja też, kurwa, nie wiem co się stało, że Pan Pneuma zmienił zdanie. Ale masz płacić i koniec, rozumiesz? Jak lordowie na jamnika.

Szef już nie zadawał więcej pytań.

Odpowiedzi

Zabawne :)