Konwersja całkowita

Ocena: 
8.5
Average: 8.5 (6 votes)

Przełożył: Mariusz Drewniak

Dmitrij Nikołajewicz Bezładnyj – człowiek surowych zasad i o nieprzejednanym charakterze – całe swoje życie wierzył w Porządek. Właśnie tak, z wielkiej litery. Porządkowi, jak zakładał, poddany jest cały Wszechświat, Bóg – to Porządek, a nie Miłość czy jakiś tam inny Logos starożytnych Greków.

Koledzy mieli Bezładnego za wyjątkowego nudziarza, była żona – za niegodziwca, sąsiadka Lusia – za sknerę... Ale on nie uganiał się za sławą za życia, przywracał porządek wszędzie, gdzie tylko mógł, i wiedział, że wcześniej lub później zostanie wynagrodzony.

Co tak nagle - co? – zapytał po śmierci.

Siedząca za solidnym biurkiem dziewczynka spojrzała na niego i, pochyliwszy głowę, zapisała coś w zeszycie.

–  ...Rocznik?

–   Pięćdziesiąty trzeci. No jakie?..

Odwróciła zeszyt:

–  Podpiszcie się.

Bezładnyj wydobył z kieszeni długopis, nabazgrał na pożółkłej kartce. Dopiero potem zwrócił uwagę na imiona i daty w poprzednich linijkach, szczególnie na podpisy. Imiona były wszędzie różne, podpisy jednakowe. W prawej skrajnej kolumnie jaskrawoczerwonym atramentem ktoś powypisywał cyfry, od jedynki do trójki. Z rozmachem, jak w dzienniku. Dziewczynka podrapała się po gołym, złuszczonym łokciu.

–  Idźcie – poleciła. – Korytarzem w prawo, tam was oczyszczą i ponownie wcielą.

–  Słuchajcie – nie wytrzymał Bezładnyj – chociażby trochę uprzejmie!... Ja, w końcu, jestem od was starszy... – napotkał jej leniwe spojrzenie i zamilkł, później jednak wzburzenie przeważyło. – A te oceny – ja przecież rozumiem, że nie tak po prostu. To jak to, raz po raz?.. I czy naprawdę jakoś napomknąć nie można... I ta śmierć: zabrali tak sobie i bez jakiegokolwiek uprzedzenia!.. Jaki to szok przecież! I nawet się nie przygotujesz! Nie wnikniesz, nie podsumujesz...

–  Was przygotowywali – znudzonym tonem rzekła dziewczynka. Tknęła palcem w zeszycie: – O, chociażby w tym życiu: niespełniona miłość – 7 szt., śmierć babci i rodziców, to zdarzenie na Zabajkalu... Co do napomykania – także wystarczająco. I jeśli byście w porę zwrócili uwagę, powiedzmy, na – o tutaj, dwudziestego pierwszego stycznia dwa tysiące piątego, o szesnastej zero zero – ten telefon z ADM...

Słuchał jej z kamienną twarzą. Pozwolił sobie na uśmiech dopiero w korytarzu. No teraz, myślał, ja już wiem, teraz za diabła mnie nie oszukacie; widzicie go, jak uczniaka, w kółeczko!... no-no, ja wam dam!...

On starał się wszystko zatrzymać w pamięci, nie zapomnieć, gdy go rozdziewali i oczyszczali – i póki gdzieś z góry, ze śnieżnobiałego sklepienia, rozlegało się słodkim głosem przywodzące do utraty rozumu pienie, powtarzał sobie: «Nie pozwolę! Nie dam się!» – i w końcu zaczął powtarzać tabliczkę mnożenia, nawet tablicę pierwiastków Mendelejewa... i raptem uświadomił sobie: wszystko się już skończyło, jest wcielony – a mimo to pamięta, pamięta swoje poprzednie życie!

Płynął, kołysany ciepłymi falami, i uśmiechał się, i czekał, i nie tylko ostatnie, ale i inne jego życia jednocześnie się rozwijały jak napięte sprężyny, wrastały w duszę, on je wspominał, przebierał w myślach jak paciorki – i dopiero w tej chwili, kiedy go wypchnęło na zewnątrz, kiedy powietrze wdarło się do płuc i ktoś soczyście klepnął go w pupę,  Dmitrij Nikołajewicz Bezładnyj poczuł, że pamięć odpływa, dosłownie jak woda z otworu pod prysznicem...

Wtedy zawrzeszczał – wściekle, z dziką pasją – i ktoś duży i biały wygłosił z góry:

–  No, to teraz całkiem w porządku. I nie trzeba płakać, mamusiu, wszystko się skończyło.

Maleńka będzie żyć.

Odpowiedzi

Moim zdaniem Arieniew Ameryki nie odkrył, ale po cóż miałby to robić? ;)
Tekst bardzo w jego stylu i chwała tłumaczowi za to, że zrobił to tak, jak zrobił. Podoba się bardzo.

...a nawet bardzo dobre.

Fajne :)