Pogotowie

Ocena: 
5.75
Average: 5.8 (8 votes)

Spowiła mnie ciemność. Choć czułem, że jeszcze żyję, nie mogłem skontaktować się ze swymi zmysłami. Potworny ból, jaki towarzyszył wypadkowi, zgasł wraz ze światłem.

            Po kilku minutach lub godzinach zacząłem się denerwować. Nie widziałem, nie słyszałem, nie czułem, a samo myślenie i trwanie przestawało mi wystarczać.

            Nagle przed oczami zaczęły pojawiać się sceny, urywane niczym w stroboskopie. Spacerujemy z Gosią po zimowym lesie. Cięcie. Zrzucam z gałęzi śnieg na nią. Śmiejemy się. Cięcie. Wracamy do samochodu, a ja przyklękam w śniegu i oświadczam się. Wyciągam uprzednio schowane pudełko z pierścionkiem z zaspy przy znaku „Uwaga, dzikie zwierzęta”. Cięcie. Łzy radości na jej twarzy. Cięcie. Całujemy się. Cięcie. Otwieram szarmancko drzwi przed nią i przechodzę na stronę kierowcy. Cięcie. Otwieram drzwi i patrzę w te cudowne oczy. Cięcie. Pędząca ciężarówka uderza we mnie, wyrywając także drzwi mojego samochodu. Cięcie. Otwieram oczy i widzę tylko śnieg przepełniony czerwienią. Cięcie. Słyszę krzyk. Cięcie. Ktoś odwraca mnie twarzą do nieba. Cięcie. Ciemność.

            Powoli wraca mi czucie. Niemal z nabożną czcią przyjmuję powracający ból połamanych kości, zmiażdżonych tkanek i obitych narządów. Wolę już to cierpienie od nicości, w jakiej byłem zawieszony. Mam po co żyć i dla kogo!

            Udaje mi się poruszyć palcami lewej dłoni. Czuję, że jestem w ruchu. Słyszę jakieś głosy. Próbuję się odezwać, przebijając się przez niedowład i ból. Z mych ust wydostaje się jedynie jęk.

***

            – Doktorze, rannemu wraca świadomość! – zawołał sanitariusz, przywiązując zmasakrowanego w wypadku mężczyznę do łóżka.

– I tak tego nie przeżyje – stwierdził optymistycznie doktor, wyrzucając przez drzwi ambulansu niedopałek papierosa.– Podaj Pavulon.