Nowa fantastyka 8 (371) 2013

The Battle of Review Creek 2.0

Sławomir Szlachciński

Po lipcowym potknięciu wychodzimy na prostą, choć nie bez przygód. W aktualnym numerze pisma znajdziemy sporo naprawdę niezłej literatury ale i zgniły rodzynek się trafi. W sumie to nawet zdrowo, niech układ immunologiczny nie śpi.

Rozpoczynamy rocznicowym Archiwum Adama Przechrzty. Mam tu ambiwalentne odczucia. Zaczynając od pozytywów, zdecydowanie mogę podpisać się pod wymową historyczno-publicystyczną utworu, czyli najbardziej podobało mi się posłowie. Samo opowiadanie, napisane ładnym językiem, w warstwie fabularnej jest jednak całkiem miałkie, ewidentnie podporządkowane zamierzeniom publicystycznym, co jednak razi. Ale z pewnością nie można powiedzieć, że rzecz jest nieudana.

Sztuka w zaścianku Jakuba Małeckiego to najjaśniejsza gwiazda sierpniowego nieboskłonu. Prosta historia, ale jakżeż napisana. Zamglony rustykalizm, jakiś nasz wiejsko-małopolski realizm magiczny w oparach dymu unoszącego się z ogniska z gnijących, ziemniaczanych badyli. W atmosferze strachu-niestrachu, raczej niepokoju na granicy postrzegania; śmiechu-nieśmiechu, raczej chichotu przez zaciśnięte zęby. A wszystko napisane z wielką elegancją językową. Nic wielkiego, a jaka przyjemność z lektury. Bardzo ładne, bardzo.

Dział polski zamyka Uczeń Abdulla Al Hazzreda Bartosza Kalinowskiego. Od początku całość otacza zła aura. Raz, opowiadanie wyłonione w konkursie; po ostatnich odsłonach miałem jak najgorsze przeczucia. Dwa, tytuł pogłębia me lęki. Trzy, stopka redaktora intensyfikuje trwogę. I w końcu cztery. Samo opowiadanie. Od pierwszych akapitów nic tylko horror, przerażenie i śmierć z niedożywienia. A dalej równia pochyła zakończona urwiskiem. Napuszone, niezgrabne, pretensjonalne, emfatyczne, męczące... dajcie mi słownik...  grandilokwentne pustosłowie. Całość naszpikowana nieudolnymi figurami retorycznymi i konstrukcjami w rodzaju małe nóżki (dla odróżnienia od zwyczajnych nóżek, które zwykle są wielkie) czy prawdziwa skrucha (dla odróżnienia od zwyczajnej skruchy, która zazwyczaj jest nieprawdziwa). Obrazu dopełnia zaawansowana przymiotnikoza; wszystko musi być bluźniercze, cudowne, majestatyczne, przerażające, bajeczne, smutek musi być wielki, a miłość niewinna. Do tego dekoracja ze słów, których autor nie rozumie (inklinacja). Masakra... eeee wróć, arcydzieło awangardy literackiej. Prosta historia jak u Małeckiego. I na tym podobieństwa się kończą. A przecież można było spytać Małeckiego.

Pieśń o śmierci i śniegu Lairda Barrona to nastrojowy horror napisany wysokiej klasy piórem, przyniósł mi dwa rodzaje emocji. Początkowo (szczęśliwie ów początek trwa przez większość tekstu) gonimy króliczka i ta pogoń jest bardzo smakowita, lecz gdy już dorwiemy futrzaka, łykamy raczej łykowate zakończenie. W sumie opowiadanie bardzo na plus, ale z niewielkim minusem.

Ostatnim zamieszczonym w piśmie tekstem jest Epizod siódmy: Ostatnia bitwa ze Stadem w Królestwie Fioletowych Kwiatów Johna Langana. Redaktor w stopce straszy eksperymentem formalnym, ale to na szczęście jedynie makijaż. Pod spodem mamy niezbyt oryginalnej, ale jednak wysmakowanej urody opowieść post-apokaliptyczną. Oglądamy jedynie jakiś fragment świata nie mając w zasadzie żadnego pojęcia o całej reszcie, więcej tu niedopowiedzeń niż informacji, ale taki jest duch tej historii. Nieistotne są tu szczegóły techniczne, mechanizmy działania świata.  Ważne jest wyjątkowe spojrzenie z wnętrza człowieka, zapis postrzegania i przeżywania tej konkretnej osoby w tych konkretnych okolicznościach. Warto przeczytać.

Dział publicystyczny zaczynamy trailerem filmu Elizjum autorstwa Jana Żerańskiego. Z działki filmowej mamy jeszcze wspomnienia dotyczące Łowcy śmierci, serii niskobudżetówek sprzed kilku dziesięcioleci oraz zapowiedź zmierzchowatych Darów Anioła: Miasto kości. Normalnie wypas. Bardziej literacko Anna Kańtoch udziela wywiadu, Maciej Parowski podejrzewa, że cała fantastyka może być fantastyką socjologiczną, a Jerzy Rzymowski próbuje znaleźć sposób na przywrócenie dawnej glorii i chwały Nagrodzie im. Janusza Zajdla. Cóż, powodzenia. Wawrzyniec Podrzucki rozważa możliwości wynikające z zastosowania procesów ewolucyjnych dla maszyn i programów. Michael J. Sullivan w swym poradniku przewrotnie nie recenzuje Jak pisać Pamiętnik rzemieślnika Stephena Kinga. Rafał Kosik tłumaczy czemu czasem lepiej nie mieć zdania, a Peter Watts niczego nie tłumaczy, bo w ogóle nic nie napisał. Tymoteusz Wronka przypomina postać niedawno zmarłego Richarda Mathesona, znanego u nas głównie dzięki powieści Jestem legendą. Łukasz Orbitowski na bazie filmu The Revenant objaśnia, czemu fajnie być trupem. Chociaż koniec końców wychodzi, że jednak niekoniecznie. Namówił.

Po zeszłomiesięcznej awanturze o recenzje postanowiłem kontynuować, bo dobrze mi idzie. Tym razem nie o jakość się rozchodzi, a o celowość. Jerzy Rzymowski recenzuje piąty tom jakiejś drugorzędnej sagi, z okładki sadząc - dla starszych nastolatków, i, jak pisze, „Kijem i mieczem” nie oferuje nic szczególnie nowego – można powiedzieć, że czytelnik dostaje więcej tego samego, co czytał w poprzednich częściach., by na koniec dodać W porównaniu z wcześniejszymi tomami całość wydaje się jednak nieco spłycona […]. To ja się pytam, po co ta recenzja? Kogo niby ma zachęcić, czy zniechęcić? Cztery poprzednie tomy produkcyjniaka nie wystarczyły? Przecież piąty tom to nic nowego. Kto zacznie czytać od słabego, piątego tomu mało znanego cyklu? Albo, że niby ktoś zachęcony nagle sięgnie po tom pierwszy? Bo przecież Ci, co czytają, wiedzą w czym rzecz. Może zrecenzujmy wszystkie po kolej tomy Sagi o Ludziach Lodu? Czy tylko mnie wydaje się, że to strata miejsca i czasu?

Na koniec jeszcze drobna techniczna uwaga. Do recenzji Szortal fiction autorstwa dj Jajko wkradł się błąd, czy też nieścisłość. Idea szortowa (i wszystkie szorty znajdujące się w antologii) zrodziła się na Forum nieistniejącego już pisma Science Fiction / Science fiction, Fantasy i Horror. A dopiero potem z tego wykluł się Szortal.com i sama antologia. Taki tam drobiazg.

Pozdrawiam i do następnego razu (kiedyś się zapomnę i napiszę 'do następnego orbitowania', to będzie znak, że dopadła mnie megalomania).

Tytuł: Nowa Fantastyka 8 (371) 2013
Wydawca: Prószyński Media
ISSN: 0867-132X