Opowieść o dwóch braciach

Ocena: 
0
Brak głosów

Być może znacie już tę historię. Słyszeliście ją wiele razy, w wielu wersjach, ale główna nić pozostaje niezmienna. Posłuchajcie, jak to było...

Działo się to dawno, dawno temu, w czasach niepewności i mroku, w czasach zarazy i śmierci. W czasach wielkich wojen, które niszczyły jedne narody, a inne wynosiły na szczyt. Tuż pod lasem, w gospodarstwie jakich wiele, żyła biedna wdowa wraz z dwoma synami: młodszym jasnowłosym i starszym, z czupryną czarną jak noc. Młodzieńcy to byli, jak marzenie - silni, pracowici i przystojni.

Zdarzyło się pewnego poranka, że do podleśnego obejścia zbłądziła młoda dziewczyna w otoczeniu drużyny zbrojnych, ani chybi szlachcianka. Chcieli napoić konie. Powiecie, że jakiś leśny duch to uczynił, ale stało się tak, że obaj młodzieńcy jednocześnie zapałali do niej najmocniejszym uczuciem. Stanęli przed piękną panną i odezwali się w te słowa:

- Witaj, o pani, w tej skromnej gościnie, ale nim doba kolejna przeminie, ten który pierwej jelenia przywiedzie, wnet do ołtarza cię prosto powiedzie.

Zaśmiała się panna na te śmiałe słowa, lecz pomysł wydał jej się interesujący. Skinęła przyzwalająco i o słońca wschodzie dwóch młodzieńców ruszyło w las.

Wiele godzin snuli się po lesie i być może sprawiła to magia prastarej puszczy, a być może los zadrwił z młodszego brata, ale to on pierwszy dojrzał dostojnego jelenia. Nie namyślał się długo, napiął łuk i posłał strzałę prosto w serce króla puszczy. Uradowany młodzieniec zarzucił martwe zwierzę na plecy, a sił dodawała mu radość z rychłego ożenku z piękną niewiastą. Szedł leśną ścieżką, pogwizdując radośnie, gdy nagle drogę zastąpił mu starszy brat i rzekł:

- Oddaj mi jelenia, bracie. Obaj wiemy, że jasna panna nie tobie, lecz mnie jest pisana.

- Ja pierwszy ubiłem jelenia, więc ona na mnie czeka - odpowiedział mu jasnowłosy.

Duchy puszczy zaczęły się gromadzić wokół, upiory i leśne widma przybyły z odległych krańców lasu, zwabione przez silne namiętności.

- Twa zdobycz należy się mnie - powiedział ponownie czarnowłosy i uderzył ukrytym za plecami kamieniem. Młodszy brat padł martwy.

Zapłakał starszy brat nad swoją zbrodnią, a duchy lasu tańczyły wokół niego, śmiały się i wiwatowały.

Uczyć nam się od ciebie, tyś teraz jednym z nas.

Młodzieniec o włosach barwy nocy uklęknął przy martwym bracie i spojrzał w niewidzące oczy.

- Nie mogę cię tu tak zostawić - powiedział. - Jesteś dowodem mej zbrodni.

Wyjął zza pasa długi nóż i odkroił kawałek ciała. Gdy jego zęby wbiły się w mięso, widma i upiory ryknęły zgodnym chórem.

Tyś nam panem! Tyś nam bratem! Tyś nasz po wsze czasy!

Gdy wrócił do gospodarstwa zastał tylko matkę siedzącą na progu.

- Gdzie piękna panna i orszak wspaniały? - zapytał. - Przynoszę jej w darze najdumniejszego jelenia, jaki przemierzał te lasy.

Wdowa pokręciła głową ze smutkiem.

- Oj, synku, głupiś ty i naiwny. Panna zadrwiła sobie z was. Gdy tylko weszliście w las, ona ruszyła w drogę, śmiejąc się z głupoty dwóch młodzieńców. Jej złe serce zakpiło z waszych uczuć. Nie dla was jej komnaty i wystawne życie. Ale gdzież mój drugi syn?

- Nie wiem - usłyszała cichą odpowiedź.

Od tamtego dni wdowa siadała na progu i wyczekiwała powrotu młodszego syna. Mijały dni, a on nie wracał. Wdowa słabła i marniała, aż pewnego dnia zmarło jej się, z tęsknoty i smutku, na progu chaty pod lasem. A leśne duchy wołały czarnowłosego każdej nocy. Tańczyły wokół gospodarstwa, zawodziły w mroku. Wabiły go, aż wreszcie starszy syn porzucił dom. Wrócił do lasu, odkopał szczątki brata i zabrał jego głowę. Od tamtej pory się z nią nie rozstawał. Ma ją zawsze w sakwie przy boku. O, tu, mogę wam pokazać...