Wiara czyni cuda

Ocena: 
0
Brak głosów

Pewien człowiek, prosty jak każdy z nas, tyle tylko, że znacznie bardziej uparty, przeczytał w ilustrowanym magazynie zdanie, które odmieniło jego życie. Zdanie to brzmiało: „Fotografia nie naśladuje rzeczywistości — fotografia jest rzeczywistością".

Człowiek powędrował do fotooptyki, nabył kamerę, kolorowe błony odwracalne, cały niezbędny sprzęt i w muzeum, przed gablotą pełną złotych precjozów, pstrykając zawzięcie, przekręcił przez aparat 36-klat-kową taśmę. Po wywołaniu filmu, kąpielach i naświetleniu wtórnym otrzymał serię małych obrazków, których złotożółte blaski oświetliły jego smutną duszę. O to właśnie chodziło — człowiek przysiadł z żyletką nad wysuszonym slajdem i począł wydrapywać złote miejsca. Niestety, na ostrzu zamiast złota gromadziły się jedynie zielonożółte strzępki dziwnej substancji.

Człowiek ponowił próbę stosując fotografię pozytywową. Męczył się z filtrami, chemikaliami, z doborem oświetlenia i z ogromnymi arkuszami fotograficznego papieru z powodu zachłanności większymi od kuwet, lecz i tym razem bezowocnie. Wszystko, co pozostało z owych eksperymentów, to odrapane slajdy, zniszczone fotogramy i drobne zeschnięte grudki połyskujące tęczowo.

Z tego okresu zapamiętali go pracownicy muzeum: dwie pomarszczone babcie o arystokratycznych zapędach i jeden dziarski staruszek, chłoporobotnik. Dziadek zwrócił fotografującemu uwagę, by nie zasłaniał innym gabloty, boć przecież nie jest przejrzysty. Wygłoszone w złości i aroganckim tonem, jakże wielką: rolę odegrało to zdanie w życiu człowieka. To dzięki pouczeniu staruszka podczas którejś z rzędu godziny, spędzonej w zamyśleniu przed muzealną gablotą, uświadomił sobie raptem, że fotografuje nie złoto, lecz szkło... Wzruszenia wyzwolone odkryciem były tak silne, że wstał i jednym uderzeniem pięści zbił szybę oddzielającą go od raju bogactwa. Zaalarmowana służba muzealna przeszkodziła mu w zrobieniu kolejnego zdjęcia.

Sąd nie chciał dać wiary wyjaśnieniom człowieka — został więc skazany i uwięziony. Tam wkrótce się przekonano, że w jego charakterze nie ma wad nieodwracalnych i w zamian za dobre zachowanie zezwolono człowiekowi na pracę w więziennej ciemni, a potem uczyniono go nawet jej szefem.

Setki zdjęć, jakie od tego czasu wykonał zyskały  uznanie znawców i przypadkowej publiczności; wiele z jego fotogramów zdobi obecnie izbę przyjęć i gabinet naczelnika więzienia, kilkanaście wysłano na krajowe i międzynarodowe wystawy, a  jedno jedyne zdjęcie organizatorzy biennale w Caracas nagrodzili złotym medalem! Zapytany przez dziennikarzy, czym będzie się chciał zająć po odbyciu kary, człowiek odpowiada niezmiennie: fotografią muzealnych zabytków.