Raport z wnętrza garnituru

Ocena: 
0
Brak głosów

Spoczywał nie ruszany przez dwa co najmniej miesiące, więc w sposób trudny do opisania pachnie szafą. Co wiem na pewno? Nie jest i nigdy nie był modny. Może będzie przy niespodziewanym obrocie fortuny, kiedy wypłynie na powierzchnię kolejne retro. Oczywiście, że to złudzenie, ale słyszę cały czas delikatne zgrzytanie dochodzące z miejsc, gdzie rękawy łączą się z korpusem marynarki; to samo ze zgięć na łokciach i spod kolan. Zupełnie jakby misterne i tajemnicze zawiasy żądały oliwy. Zachowuję spokój, poruszam się wolno i dystyngowanie. Gorąco! Koszula, krawat ściśnięty „na duś", marynarka (zapięta) sprawiają, że się pocę. Trochę poprawiają sytuację luźne spodnie falujące wokół kolan. Na tym odcinku faktycznie chłodniej. Za to przyzwyczajony do dżinsów dokładnie obciskających siedzenie, uda i łydki - dołem czuję się jak rozebrany. Sprawdzam to seriami szybkich nerwowych spojrzeń i za każdym razem odczuwam ulgę.

Nie mogę się przyzwyczaić, ciągle jeszcze odbieram garnitur jako splot nie znanych mi dawniej upodobań i nowych awersji, które zaskakują. WYLICZAM:  mam skłonność raczej do stawania na palcach niż do przysiadów - w wypadku dżinsów było odwrotnie. W rozmowie odczuwam niechęć do zwrotów prostych, dosadnych, wybieram pokrętne i oficjalne. Nie wiem co robić z rękami, dawniej gestykulowałem szeroko lub pakowałem je do kieszeni spodni, teraz oba warianty zakazane... Widok zasmarkanego dziecka zamiast dawnych odruchów sympatii przynosi dziwną odrazę. Jakiekolwiek przyjacielskie gesty wykluczone – to, co mam na sobie, drży przed odrobiną nieczystości, przed plamą.  Obsesyjne unikanie brudu wytycza granice mojej gwałtowności. Mogę - czuję to - pokłócić się z kontrolerem w autobusie, nie śmiałbym wystąpić w obronie kobiety zaatakowanej przez chuligana.

Tłumaczę to tak: garnitur jest filtrem nałożonym na moją osobowość i sprawiającym, że ja zewnętrzność i zewnętrzność mnie - odbieramy inaczej. Inaczej niż przedtem. Przedtem to znaczy wtedy, kiedy miałem na sobie inne ubranie. Inny filtr. Byt kształtuje świadomość — ubranie jest rodzajem bytu. Przepraszam za te dywagacje. RAPORTUJĘ DALEJ:

W urzędach, sklepach traktują mnie jak człowieka godnego zaufania. Ukłony, telefony, umiarkowany pośpiech. Usłużność. Przeciwnie z rówieśnikami, wyczuwam w nich niechęć, a w oczach widzę niemaskowaną rezerwę. Co robić?... Aha. Ich podejrzliwe spojrzenia uświadamiają mi rzecz kolejną. Garnitur jest nie tylko filtrem, to także maska i rodzaj obrzędu. Obrządek dodaje mi dostojeństwa, maska ukrywa dziurę w koszuli na lewym łokciu. Nigdy się o tym nie dowiedzą.

W trosce o świeżość garnituru unikam zatłoczonych autobusów. Ale nawet w luźnych środkach komunikacji miejskiej staruszkowie, matki z dziećmi na ręku, inwalidzi podziwiają moją uprzejmość. W ogóle nie siadam - z uwagi na kanty trzymam się prosto.

Z OSTATNIEJ CHWILI: Od dwóch minut stoję przed sklepem z artykułami skórzanymi. Na wystawie leży tu bardzo śliczna teczka.   

Odpowiedzi

Fajne :)