Zwątpienie

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Mężczyzna siedział nad brzegiem rzeki, machinalnie wrzucając kamienie do wody. Nie baczył na to, że słońce powoli chyliło się już ku zachodowi. Niebo przed nim miało dziwny, rudy odcień, podobny do barwy jego włosów. Nieobecny wzrok mężczyzny utkwiony  był gdzieś w odległym punkcie, nie zwrócił uwagi na cień, który pojawił się tuż przed nim.

– Musisz wracać. – Wysoki, szczupły blondyn stanął obok.

– Nie mogę, jeszcze nie teraz… – zmęczonym głosem odparł  rudy. Powolnym ruchem wyjął papierosa, odpalił i zaciągnął się głęboko.

– Musisz… taka praca. – Blondyn przysiadł obok niego, wpatrując się w drzewo rosnące na drugim brzegu rzeki. – Wiem, że jest ci ciężko, ale…

– Ale? Znowu przechodzić przez to samo? Mieliśmy się nimi opiekować, dbać o nich, a tymczasem…

– Na początku zawsze jest ciężko. Pamiętam swoje pierwsze dni w branży. Już wkrótce dziwiłem się, dlaczego dobrowolnie złożyłem podanie o przeniesienie. Bo prestiż, bo elita… Szybko zaczęły się nieprzespane noce, setki pytań dlaczego, po co to wszystko, jaki w tym jest cel... – blondyn również zapalił. – A potem popadamy w rutynę, traktujemy ich mechanicznie, zaniedbujemy…

– Ale ja nikogo nie zaniedbałem! Patrz na decyzje, wszystkie podpisane przez szefa – mokre od spoconych dłoni kartki poleciały na ziemię. – Powiedz, co tu jest zaniedbaniem? Spójrz na to – wypadek. Spójrz na to – rak. A tutaj, proszę, zastrzelony przez przypadek. Przez przypadek! I jak mamy im potem powiedzieć, że jesteśmy ich opiekunami? Dlaczego on skazuje ich na taki parszywy los?

– Nie pytaj, jaki jest jego plan. Tylko Bóg wie, co komu przeznaczone. Steruje tym dla ich dobra.

– Dobra? Chrzanię takie dobro! Od chwili, kiedy zostałem aniołem stróżem, miałem pod opieką dziesięć osób. I co? Żadna, absolutnie żadna z nich nie zmarła śmiercią naturalną!

– Nie możemy kierować się uczuciami – spokojnie odpowiedział blondyn. – Jesteśmy istotami wyższego rzędu…

– Wytłumacz to matce tego dziecka – wypalił, wstając gwałtownie. Brudnoszare skrzydła rozpostarły się nagle. – Wytłumacz jej, co takiego szefowi zrobiło dziesięciomiesięczne maleństwo, bo ja nie potrafię.

– Nie możesz ujmować całej ludzkości w skali pojedynczego przypadku. Wiesz jak wyglądałby ten świat, gdyby nie było Boga? Jakby się czuli opuszczeni przez niego ludzie?

Rudzielec założył ręce na piersiach i wpatrując się w zachodzącą czerwoną kulę odrzekł:

– A może byliby szczęśliwsi?