Tandem

Ocena: 
10
Average: 10 (1 vote)

Ten ich ojciec to był dziwny facet i lubił, gdy przytrafiały mu się rzeczy niezwykłe. Kiedy jego żona chodziła jeszcze w stanie błogosławionym, opowiadał, że wszystko mu jedno – syn czy córka. Każdego – mówił – można urobić na człowieka. Noworodek to jest dopiero materiał, glina. Z tej gliny, panowie, wszystko można ulepić. Damska glina – mawiał jeszcze, lubił bowiem myślowe skróty i męskie przenośnie – damska glina trochę oczywiście gorzej trzyma i kruchsza jest po wyschnięciu, ale i z niej można robić cegły, a z nich budować przyzwoite budynki.

Toteż, kiedy żona rodzi w końcu, a nie obywa się to bez kłopotów, dwóch połączonych ze sobą chłopaków – braci syjamskich, on nie rozpacza i nie wygraża rękami niebu, ziemi i księgom. Nie pije też z tej okazji ani mniej, ani więcej ponad ilość wymaganą przez obyczaj. W tym rozdaniu – mówi do kumpli – los rzygnął mi nie najlepszą kartą z nietypowym dublem, ale ja to zagram. Mam pomysł dobrego wista. Tak powiedział.

Wkrótce opada fala pierwszego entuzjazmu i o kuriozum mało kto pamięta. Po roku krąży plotka, że ojciec romansuje z pielęgniarką opiekującą się potworkiem, a matka z lekarzem, ale potem także to cichnie. Dzieci (dziecko?) rozwijają się podobno nad podziw dobrze, rodzice dochodzą do porozumienia.

Mniej więcej po siedmiu latach zaczyna być głośno o zrośniętych braciach. Słychać teraz, że to nie tylko anatomiczna osobliwość, lecz także prawdziwe talenty. Wist ich ojca, dziwnego faceta, który kocha sensacje, zaczął dawać owoce.

Jednego z braci, tego będącego z lewej, gdy stoją przodem, uczy ojciec kręcić filmy. W drugim, w tym z prawej, rozwija skłonności literackie. Bracia dopełniają się w sposób przedziwny. W konkursie na najlepszy film roku siedmiolatka-amatora zwycięża przewrotna pięciominutówka Lewego „Na jagody”. Obraz zdobywa ponadto zaszczytne wyróżnienie na Festiwalu Młodych Profesjonałów, a mówią, że także tutaj do ostatniej chwili kandyduje do nagrody głównej. Brat Prawy krótkim poematem „Przewrócona kula” nokautuje wszystkich rywali w Poetyckim Turnieju Nieletnich. Odbiór nagrody przynosi pewne komplikacje, bowiem festiwal, konkurs i turniej odbywają się w zbliżonym terminie, ale w różnych miejscowościach. Dwunogi, dwugłowy i czteroręki stwór wpada na podium, prawie wyrywa nagrodę z rąk organizatorów, jedna jego część składa gratulacje drugiej, po czym obie opuszczają salę, pędząc na samolot, by uczestniczyć w kolejnym uroczystym wręczeniu... Ten obraz rozśmiesza publiczność do łez, a powielany w nieskończoność przez film, telewizję, ponadto w wariacjach karykaturzystów i parodystów przysparza sympatyków obu braciom.

Mija jeszcze parę lat. Lewy nie rozstaje się z kamerą, Prawy z notesem i książkami. Lewy czerpie od brata pomysły fabuł. Prawy uczy się od Lewego zasad dynamicznej filmowej narracji. Potem przestają być dziećmi, ale nie przestają pisać i kręcić.

W swych wystudiowanych kadrach nie gubi treści intelektualnych  –  piszą o Lewym – przeciwnie, on uwypukla je i poszerza o sferę obrazową. Nigdzie treść i forma nie współgrają tak, jak w dziełach reżyserowanych jego ręką... Narracja tych powieści wyraźnie inspiruje się techniką filmowego montażu, ale jest w niej to wszystko, co w filmie najlepsze – wypowiadają się recenzenci na temat powieści i krótkich opowiadań Prawego. – Wspaniałe jak na prozaika wyczucie obrazów i rytmów, jakie one ze sobą niosą... Symbioza niezwykle udana – sumują rzecz zgryźliwi zwykle felietoniści.

Pojedyncza uwaga wroga domu narusza tę równowagę zachwytów. Literatura i film to nie są cyrkowe sztuczki — wypowiada się Znana Osoba w nie mniej znanym programie telewizyjnym. — Jasne chyba dla wszystkich, co mam na myśli... Wydawałoby się, że to nic nie znaczy, a jednak gestorzy programów i część publiczności odwracają się od obu braci na parę długich tygodni.

Ich ojciec traktuje zmianę fortuny jak kolejną niezwykłość. Popełniliśmy błąd, moja droga – mówi do żony. – Naszemu słodkiemu podwójnemu dziecięciu brak wyraźnie trzeciego członu. Nie jest to więc, jak zaczynałem już myśleć, egzemplarz idealny. Człon trzeci, dziecko chowane na zawodowego krytyka apologetę, oto w co powinniśmy wyposażyć nasz twórczy tandem. Ale mylą się ci, którzy sądzą, że wyczerpała się we mnie moc kuriozalna. Przeciwnie! I bije się dumnie w pierś, choć powinien gdzie indziej. Stać nas na niejedną próbę, wypuścimy jeszcze model doskonały, zobaczysz! Co mówiąc puszcza do niej oko, a ta jego kobieta i ich matka nieodmiennie czerwieni się na te słowa.