Popyt i podaż

Ocena: 
0
Brak głosów


Popyt i podaż

 

            Facet który szedł drogą wyglądał co najmniej dziwnie. Nosił obszarpane obcisłe spodnie, koszulkę z doszytą peleryną, a na głowie miał kapelusz w kolorze sino papuciastym. Chód miał nietypowy i nieco pokraczny, co dopełniało wizerunek kretyna lub chorego umysłowo. Ale nie był to ani Obłęd ani Idiota.

            Ulica, którą wędrował wzmiankowany abnegat, to jedna z tych ulic gdzie pod latarniami  trwał handel jednym z najpopularniejszych towarów tego i innych światów.

            - Witaj śliczna, jak masz na imię? - zaczepił jedną z pracujących pań, robiąc przy tym szarmancką minę.

            - Za dwieście? - odpowiedziała. Kobieta wyglądała na niezadbaną, jakby lata swojej świętości miała już za sobą.

            - Pytałem o IMIĘ, a nie ZA ILE - wytłumaczył spokojnie.

            - Aaa... o imię... Religia. Znaczy na imię mam Religia. A ty?

            - Hmm... - burknął pod nosem pytany, po czym zawarczał, zakrztusił się i wydał dźwięk do złudzenia przypominający ryk wściekłego hipopotama w czasie pełni, tylko że ciszej. - Jestem Pseudoartysta - powiedział w końcu - zwany bardem Iraniusem!

            - Głupie imię. Znaczy się Iranius, po jakiego grzyba nadałeś sobie taki durny przydomek? - spytała Religia z wyrazem zażenowania na twarzy.

            - To oczywiste - powiedział Pseudoartysta, jakby to było oczywiste. - Widziałaś kiedyś artystę? Niby taki wygląda normalnie, ale w oczach ma obłęd, gada o pierdołach i to często wierszem. Ja nie będąc do końca artystą nie mam wyrazu twarzy świadczącym o niepełnosprawności umysłowej, więc chcąc być artystą muszę czymś nadrabiać. Kwestia ubrania się jak żebrak i nadawania idiotycznych przydomków jest wręcz niezbędna. Taki znak rozpoznawczy. Rozumiesz?

            - Nie - odpowiedziała Religia. - Zresztą o czym my tu rozmawiamy. Znaczy, ja raczej gadaniem na życie nie zarabiam. Znaczy, masz dwie stówy?

            - Porozmawiajmy jednak o czymś innym - zmienił temat Iranius. - Skupmy się na tobie, no bo jesteś Religią, a się prostytuujesz. To chyba nie jest normalne?

            Religia zrobiła głęboki wdech, ale zamiast zrugać zagadującego i wyzwać go od ostatnich zboczeńców, postanowiła kontynuować dyskusję.

            - Wiesz – rozpoczęła - kiedyś robiłam jako żebraczka. Znaczy się, chodziłam po domach i sępiłam kasę, ale jak się ludzie nauczyli to się zaczęli w domach zamykać i nie odpowiadali na pukania. Zmieniłam więc branże, owszem, konkurencja większa, ale i pieniądze godniejsze. Normalnie jest nawet dobrze, ale czasami zdarza się jakiś perwers... Znaczy się, ksiądz na przykład.

            - Ksiądz? - spytał z niedowierzaniem Pseudoartysta.

            - Ano, ksiądz. Znajdzie się taki i uważa, że niezwykle ironiczne jest uprawianie seksu z Religią. Nie da się jednak ukryć, że wtedy przesłanie jest o wiele bardziej sensowne, niż jakbym to robiła z ateistą, co też obce mi nie jest.

            Wtedy zdarzyła się rzecz iście niespodziewana. Nie to, że rozmowa spersonifikowanej religii i pseudoartyzmu jest rzeczą zwyczajną i codzienną, ale w każdym świecie pojawienie się znikąd smoka jest niespodziewane. Smok rozmiarów słusznych, o łusce w kolorze kanciasto antracytowym, wylądował zaraz koło rozmawiającej parki, rozganiając przy tym ogonem stojących niedaleko ludzi.

            - Oż ty, w rycerza kopiom przebitego - zaklął szpetnie i po smoczemu smok. - Które z was dwojga to Religia? - zagadał do naszej dwójki.

            - Ja. - powiedziała Religia.

            - Bo już się bałem, że na światłach źle skręciłem. Ale nieważne. Religia, słuchaj, jesteś mi potrzebna, chce sobie biznes w Chinach założyć, no, żeby mi cześć oddawali, ale do tego trza religie jakąś założyć. Płace dwadzieścia procent od przychodów.

            - Zaraz, - wtrącił się Iranius – Jeżeli każde z nas jest uosobieniem czegoś... Religia, religii. Ja, artyzmu...

            - Pseudo – dodała Religia.

            - To czego ty jesteś uosobieniem? - kontynuował bard.

            - Ludzie... Nie wszytko ma ukryty sens, nie jestem żadną metaforą! - oburzył się smok. - Jestem wielkim, zionącym ogniem gadem, nie żadnym biblijnym złem! - odetchnął głęboko. - Wracając do tematu, Religia zgadzasz się?

            - Czy ja wiem... - stwierdziła spuszczając głowę. - Sprzedawać się dla siebie to jedno, ale religia jako środek do zbijania fortuny...

            - No weź przestań – próbował udobruchać ją smok. - Pamiętasz o Prawdzie, też coś gadała, ze niby jest tylko jedna, ale jak panowie od marketingu ją odwiedzili, to nagle zmieniła zdanie o macierzyństwie. Nie ma co gadać, przecież oboje wiemy, że coraz więcej ludzi i tak tylko z tobą gada. Tacy wierzący, ale nie praktykujący. Załóżmy spółkę i hop do Chin! Miliard potencjalnych klientów i wielka kupa forsy, a może nawet i niezatrutych owiec.

            - A ja? Też się mogę zabrać – niemal zawołał Iranius.

            - Jasne - zgodził się optymistycznie smok. - Popyt na badziewie jest nawet w Chinach. I co, Religia? Zgadzasz się?

            - Tak, - powiedziała po chwili ciszy - ale pod jednym warunkiem.

            - Jakim? - zapytali jednocześnie.

            - Wolna Wola z nami nie idzie. Suka zawsze psuje mi interes.

Odpowiedzi

Świetne. Podoba mi się konwencja.

Wartałoby się bliżej zapoznać z Panią Interpunkcją i jej dziećmi Przecinkami, to na marginesie :)

Pomysł przedni i chyba najbardziej trafiony. Mała personifikacja, a ile może zdziałać.

Pomysł całkiem dobry. Solidne wykonanie. Ale nie zabiło :P
Podoba się ;)

Podobało mi się :)