Gwarant stabilności

Ocena: 
0
Brak głosów

Andriejowi Kurkowowi

No, ożywili mnie. Łysiuk, mówią, niech pan wstaje z kriowanny, mówią, kraj trzeba ratować. Jeden z nich jest sekretarzyną – tak się wierci, w oczy zagląda.

Ja im:

– A kto teraz rządzi?

Przez chwilkę się zastanowiłem: czyżby nasi?!  I co,  pół procenta dostali na wyborach?  Za to my, uczciwie, bez takich!... Ale przez pół wieku, kiedy moje dusza i ciało były zahibernowane, wiele mogło się powtórzyć.

Tak, no i się powtórzyło. Jak tylko to usłyszałem, chciałem się kłaść z powrotem do wanny. A tu figa: lód roztopiony, woda wyciekła – jesteś żywy, Łysiuk, ciesz się. Ratuj kraj.

– A u władzy?..

– A u władzy – objaśnia  sekretarzyna– prezydent. Gwarant, opiekun, opoka.

– A w opozycji?

­– I właśnie dlatego zakłócamy twój spokój. Będzie pan liderem? Stanie pan na czele?

– Swoich – pytam się – nie ma? Miejscowych... w sensie, współczesnych.

Sekretarzyna  patrzy na mnie.

– Swoi – mówi – nie dają sobie rady. Pan – mówi – sporo przegapił, Platonie Eduardyciu.

– Obcy przylecieli dusić w bratnich objęciach? Ropa się skończyła? Internet nam odłączyli?

Patrzę za okno – za oknem jesień. Deszcz, błoto, liście opadają. Nie pachnie katastrofą.

– Obyło się bez kosmitów – mówi sekretarzyna. – Japończycy zbudowali maszynę. Dokładniej, to na początku obliczyli prawidłowości, według których funkcjonuje zacofane państwo, a potem zabrali się za urządzenie: żeby modelowało najbardziej optymalne decyzje dla takiego kraju. Wypróbowali je na swoim najmniej rozwiniętym okręgu. Zarejestrowali maszynę w charakterze <<konsultanta>>... i po roku przepędzili gubernatora na cztery japońskie wiatry, czy kto tam u nich był. Po mniej więcej dziesięciu latach zaczęli oferować ją na eksport, robili na zamówienie: nie taśmowa produkcja, a specjalistyczna kalibracja poszczególnych egzemplarzy. Nasi podliczyli zyski i zakupili. Rezultat przewyższył oczekiwania. Chociaż nie bez strat: parę razy omal nie odkręcono korpusu dla metali szlachetnych. W rezultacie zrezygnowano z maszyn i wrócono do zwykłej formy.

– Czyli?

– Do zwykłej formy – powtórzył sekretarzyna. – Formy, rozumie pan? Dwie nogi, dwie ręce, dwoje uszu, głowa jedna –Po coś postukał się po łbie.

I wtedy do mnie dotarło – jakby ktoś mi przyłożył obuchem.

– Opoka? – szepczę. – Gwarant-opiekun?

On przytakuje.

– Zbuntował się? – jakoś tak zimno na zewnątrz wanny – Wprowadził tyranię maszyn, japońską dominację?!..

– Nie no, po co? Rządzi dobrze i mądrze na podstawie prawa. Równo do wyborów.

– Poczekaj, – zaczynam rozumieć – jesteś z tych... którzy w średniowieczu krytykowali maszyny? Z ludystów?

Oburzył się:

– No co pan!.. Przecież on!.. Przecież ja!..

– W takim razie po co opozycja?

Co się okazało: dla równowagi i ponieważ licho w nocy nie śpi. On – opoka i opiekun – w ogóle bez opozycji nie funkcjonuje. Subtelne dostrojenie, globalne prawidłowości.

– A wcześniej – pytam – kto pełnił tę zaszczytną rolę?

– Pięć lat  temu on pełnił.

– A rządził?

– Obecna głowa opozycji. W tym – sekretarzyna prawie płacze – tkwi błąd w obliczeniach.  Albo podstępna wschodnia przebiegłość, nie wiem. Ogólnie, kiedy przychodzi do wyborów, obecnie urzędujący uczciwie w nich kandyduje –i uczciwie przegrywa. Dlatego, że jego przeciwnik, suka, zawsze cieszy się większą popularnością wśród ludu. I tak to się waha: raz jeden, raz drugi.

– No i w czym problem?

– A u nich – mówi – programy różne. To znaczy: rozwoju państwa.  I oni je, co najważniejsze, zaczynają realizować.

– A ja?..

– A ty przywrócisz krajowi długookresową stabilność. – I, gad, uśmiecha się.

Prawie się zgodziłem. Potem mnie olśniło.

– No ale obecny – mówię – zauważy podmianę. Jest robotem, ale nie durniem. Wystarczy trochę ruszyć mózgownicą...

A sekretarzyna kręci głową:

– Żadnego ruszania mózgownicą,  zwarte algorytmy, naj-prost-sze! Etykieta, mowy, podejmowanie decyzji na podstawie analizy danych przychodzących. Do tego cały rząd mniej ważnych rzeczy.

Tutaj się trochę pogubiłem.

– Ale jak to wszystko?.. I nikt nie zauważa? I – to działa?

Wzruszył ramionami i rozciągnął usta w szerokim uśmiechu.

– A za pańskich czasów – nie działało?

Wtedy coś w nim klapnęło, zamigotało pod koszulą, zadźwięczało tak jakoś metalicznie. Przeprosił, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni przedłużacz i wcisnął w gniazdko.

W końcu się dogadaliśmy.

Tak to było pokrótce. A teraz, panie i panowie, pytanie do zebranych. Dalej nie wiecie, dlaczego mosty, telegraf i telefon – w drugiej kolejności; dlaczego na początku –elektrownie?!

Tłumaczenie Hubert Stelmach

Odpowiedzi

Bardzo zabawny tekst. Kiedyś tam na szortalu pojawił się tekst "Sąd" w podobnym klimacie i dlatego myślałem, że oba teksty są Wladimira. Jednak sprawdziłem sobie i okazało się, że nie :)
Ale oba dobre, bardzo dobre. Ja czekam na więcej.

Fajne :)