Najpiękniejszy list miłosny

Ocena: 
0
Brak głosów

„Mario”

No, to początek już mam. Początek najważniejszy. Dalej powinno już być z górki.

„…dzień, w którym utonąłem w błękicie Twych oczu…”

Pewnie nawet tego nie pamiętasz. Mijaliśmy się na przejściu dla pieszych. To była chwila, przypadkowe skrzyżowanie spojrzeń. Ale to wystarczyło. Ty poszłaś dalej, ja zostałem jak idiota na środku ulicy.

„…kiedy po raz pierwszy ująłem Twoją dłoń…”

Znowu się mijaliśmy. Na schodach tym razem. Potknęłaś się i gdybym nie złapał cię za rękę… Strach pomyśleć. Twoje „dziękuję”, twój uśmiech…

„…nie mogłem przestać myśleć o Tobie…”

I dość miałem mijania się. Postanowiłem cię odnaleźć. Zacząłem pytać. Najpierw znajomych, potem nieznajomych. Różnie bywało, niektórzy próbowali pomóc, inni patrzyli jak na wariata. Ale udało się. Znalazłem. I dowiedziałem się o twojej chorobie.

„…wiem, że nigdy nie będziemy razem…”

Razem… Choć na chwilę, choć na te kilka tygodni, może miesięcy, które pozostały… Razem? Bogowie, przecież nie znalazłbym w sobie dość odwagi, by podejść do ciebie, porozmawiać, przedstawić się chociaż. Co mógłbym powiedzieć? Nie, lepiej będzie jeśli nigdy mnie nie poznasz.

„…lecz moje serce na zawsze należeć będzie do Ciebie.”

Patetyczne to trochę, a do tego banał na banale, ale co tam. I tak nie doczytasz do końca.

Zaklejam kopertę, sprawdzam adres, wrzucę do skrzynki po drodze do Instytutu.

Właśnie, muszę jeszcze zadzwonić i potwierdzić termin.

Wybieram numer, odbierają już po drugim sygnale.

- Instytut Transplantologii, w czym mogę pomóc…

Odpowiedzi

Ał... Zakończenie jest, muszę przyznać, bardzo dobre. Początkowo nie zrozumiałem o co chodzi, lecz po kilku sekundach zstąpiło na mnie bolesne zrozumienie. Może i dość typowy motyw, lecz bardzo dobrze wykonany. Nie ma się do czego przyczepić.

Próbowałbyś się przyczepić, zaraz poczujesz rogi baranka :D

Miałem podobnie jak Ardel. Podobało się.

Narażę się na rogi Baranka i przyczepię. Albowiem bardzo mi żal bohatera tego szorta. Napisał bardzo patetyczny list do ukochanej, w którym wyznaje jak to postanowił jej oddać serce w sensie dosłownym i za chwilę go wrzuci do skrzynki. Biedak nie wie, że wyjdzie na idiotę, bo nie umówi się z nikim w Instytucie Transplantologii na oddanie swojego serca - na przeszkodzie stoi mu prawo - dawcą serca do przeszczepu może być jedynie ktoś martwy i spełniający szczególne warunki, w praktyce musiałby rozwalić sobie mózg. No i fajnie, że dowiedział się o chorobie ukochanej - a dowiedział się, jaką ma grupę krwi? Bo jak inną niż on, to z przeszczepu nici. Biedak się skompromituje, chyba, że go w tym Instytucie oświecą i listu do skrzynki jednak nie wrzuci ;)
Reasumując: bardzo dobry szort z bardzo uproszczonym i nierealistycznym zakończeniem. Chyba, że ja coś źle zrozumiałam, to niech mnie ktoś oświeci ;p

Oj tam zaraz rogi. Bez przesady.
Staram się nie bronić swoich tekstów, bo jeśli ni potrafią się obronić same, to nie zasługują na obronę.
Ale od dwóch uwag nie mogę się powstrzymać :)
Oczywiście, że historia jest uproszczona. Albo może raczej jest to pewien wycinek historii, której całości, jak wnioskuję z Twojego postu, bez trudu można się domyślić. Gdybym opisał cały proces poszukiwania nieznajomej i zmagania gościa ze zdobywaniem wszystkich informacji [grupa krwi, dla naprzykładu, czy w ogóle szanse na powodzenie przeszczepu] wyszłoby mi trzystustronicowe romansidło z elementami thillera medycznego, a starałem się raczej króciaka napisać.
I owszem, zakończenie miało być odrobinę nierealistyczne :)

Myślałam raczej o zmianie/dorzuceniu dwóch-trzech zdań, sprawiających, że można byłoby pomyśleć: "o kurcze, facet się przygotował i naprawdę to serce jej odda" zamiast: "no przecież to tak nie działa i się tylko ośmieszy". O tej samej grupie krwi czy zgodności tkankowej śmiało mógłby gdzieś jednym zdaniem napomknąć ('mamy ze sobą coś wspólnego' ;)) a zamiast 'Instytutu' telefon do jakiegoś znajomego/przekupionego lekarza-transplantologa, czy broń w ręku sugerująca, że po telefonie planuje sobie rozwalić łeb. Po prostu chciałabym pomyśleć, że skoro był w stanie się tak wiele o nieznajomej kobiecie dowiedzieć, to również zadał sobie trud sprawdzenia w jakich okolicznościach można zostać dawcą. Być może to moje wrodzone czepiactwo, ale to dlatego, że szort bardzo dobry a mógł być doskonały. Oczywiście, jeśli chciałeś, żeby bohater wyszedł na rozminiętego z rzeczywistością naiwniaka - to wycofuję cały komentarz.
Pozdrawiam:)