Zatopione Miasta - Paolo Bacigalupi

Zatopiony potencjał

Maciej Musialik


Niejeden dorosły czytelnik fantastyki zwykł traktować literaturę młodzieżową z pewnym dystansem. Głównie dlatego, iż nie będąc już częścią jej grupy docelowej, łatwo w wielu książkach z tego kręgu dostrzec uproszczenia, które dla entuzjastów mięsistego realizmu będą nie do przełknięcia. O ile w oczach starszego odbiorcy twórczość przeznaczona dla nastolatków niejednokrotnie potrafi obronić się pod względem kreacji świata czy budowania nastroju, o tyle pewna jej ostrożność w kwestii choćby dawkowania przemocy bywa niekiedy dość wyraźna. Są jednakże autorzy, którzy próbują przesuwać granice tego, co w książkach dla młodszego czytelnika opisywać wolno lub nie wolno, tworząc tym sposobem dzieła mroczniejsze i łatwiejsze do podpięcia pod, pardon, dorosłą literaturę. Dobrym przykładem są tu „Zatopione Miasta” Paolo Bacigalupiego.

Akcja książki rozgrywa się na terytorium byłych Stanów Zjednoczonych, targanym przez konflikty między zwaśnionymi frakcjami. Sceneria jest ewidentnie postapokaliptyczna, gdyż poza trwającą wojną okazuje się, iż w wyniku ocieplenia klimatu doszło do podniesienia poziomu oceanów, które podtopiły wiele upadłych aglomeracji, zmieniając je w skupiska wystających z wody ruin. Jak się jednak dowiadujemy, kipi w nich bujne, acz pełne przemocy życie, zwalczające się ugrupowania nie szczędzą bowiem środków w drodze po władzę. Ofiarami zaś niejednokrotnie padają niewinni cywile, w tym dzieci. To właśnie wokół dwojga takich młodych ludzi, bezpardonowo nazywanych tu ścierwami wojny, zbudowano fabułę powieści. Mahlia i Mouse walczą o przetrwanie w ciężkich czasach, mając pełną świadomość, iż gdyby zginęli, prawdopodobnie nikt by za nimi nie zatęsknił. W głowie pierwszego z nich wciąż tli się jednak nadzieja na ucieczkę z tych zakazanych ziem – na północ, gdzie za strefą patrolowaną przez wojsko, istnieją miasta, w których wciąż toczy się normalne, spokojne życie. Realizacja marzenia staje się zaskakująco realna, gdy nastolatkowie znajdują w dżungli ciężko rannego półczłowieka – genetycznie zmodyfikowaną maszynę do zabijania, które może wyprowadzić ich poza strefę wojny. Niestety, sytuacja szybko się komplikuje, a realizacja planu okazuje się trudniejsza, niż myślano.

Z całą pewnością należy Bacigalupiemu przyznać, iż świat jego powieści został skonstruowany z brutalnością i realizmem nieczęsto spotykanym w książkach dla młodych odbiorców. Nikt tutaj nikogo nie oszczędza, krew przelewana jest na każdym kroku, a autor nie stosuje taryfy ulgowej nawet wobec głównych bohaterów: Mahlia została w przeszłości okaleczona przez jedną z bojówek, której członkowie ucięli jej dłoń. Także tło „Zatopionych Miast” zostało zarysowane sugestywnie, choć przy pomocy skromnych środków. Informacje o otaczającym bohaterów świecie dozowane są oszczędnie, sam zresztą styl autora został tu niejako dopasowany do spartańskich realiów – próżno szukać w tej powieści rozbudowanej psychologii, czy wielowątkowej fabuły, z którą mieliśmy do czynienia w „Nakręcanej dziewczynie”. Tym razem autor postawił na jeszcze bardziej sensacyjną akcję i wydarzenia następujące po sobie w galopującym tempie. Ma to swoje plusy, gdyż książkę czyta się przez to w tempie cokolwiek sprinterskim, przekłada się też jednak na jedną z jej największych wad, a mianowicie czytelniczy niedosyt.

W pierwszej chwili trudno precyzyjnie stwierdzić, co się dokładnie w „Zatopionych Miastach” nie udało. Teoretycznie jest tu wszystko, czego można oczekiwać od sprawnie napisanej, rozrywkowej literatury: od bohaterów uwikłanych w dramatyczne sytuacje, po klarowną, niepozbawioną zaskoczeń fabułę. Sęk w tym, iż wizja, mimo wyrazistości, sprawia miejscami wrażenie niedopracowanej. Z jednej strony może być to kwestią uproszczonej kreacji świata, lecz przecież istnieje mnóstwo książek, w których oszczędność środków została perfekcyjnie przekuta w sugestywność i grę na emocjach czytelnika. A te, niestety, nie zawsze udaje się autorowi wywołać. Jest w tym pewien paradoks, gdyż bohaterowie, niezgorzej przecież zarysowani, nie są w stanie wzbudzić w odbiorcy współczucia czy sympatii, przez co w ich losach zbyt wyraźnie widać warsztatowe starania Bacigalupiego, by doprowadzić czytelnika do tej czy innej reakcji. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby wysiłek ten przyniósł wymierne efekty, a tak większość dramatycznych wydarzeń, czy opisywanych okrucieństw wydaje się niestety nadto mechaniczna i wykalkulowana.

Dlatego też „Zatopione Miasta”, próbując znaleźć sobie miejsce gdzieś pomiędzy książką dla młodzieży, a literaturą dla dorosłych, zdają się ponosić porażkę na obu polach. O ile jednak na młodszym, mniej wyrobionym odbiorcy, mogą one, mimo wszystko, wciąż zrobić spore wrażenie, o tyle w wypadku dojrzalszych czytelników, nie jest to już tak pewne. I choć trudno uznać powieść Bacigalupiego za ewidentnie nieudaną, brak satysfakcji z jej lektury sprawia, iż siłą rzeczy przynosi ona pewne rozczarowanie.

Tytuł: Zatopione Miasta
Autor: Paolo Bacigalupi
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data wydania:  2012
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-08-05006-4