Nowa Fantastyka 12 (363) 2012

Sławomir Szlachciński

Na okładce smaczny obrazek w stylu retro ze stempunkową, wydaje się, zawartością. Ani grama choinki, mikołajków, bombek czy inszych reniferów. Brawa dla redakcji.

Dział polski otwiera Koniec Aureusa Janusza Cyrana. Napisane bardzo ładnym, gładkim ale i z charakterem, językiem. Od początku do końca łapiemy przyjemny oldskulowy nastrój. Fabularnie nieszczególne. Zabawa historią ale bez szczególnego sukcesu. Też bez porażki.

Mocną strona kolejnego opowiadania – Jutro Percival Pawła Kempczyńskiego – są poszczególne sceny momentami urzekające plastyką. Poza tym jest nieszczególnie. Do Ziemi, przez kosmiczną pustkę zmierza katastrofa. Dalej wszystko słabo się kupy trzyma. Coś jakby autor napisał 600-stronicową powieść, losowo wybrał kilka scen, po czym połączył je w opowiadanie.

W Pluvianus aegyptius (w spisie treści błędna pisownia Pluvianus aegyptus) Joanna Kułakowska rozważa problem problemów zdrowotnych demonów czy innych wampirów. Jak sobie z tym radzą? Ano zwyczajnie idą do lekarza. Nie porwało.

Najobszerniejsze opowiadanie numeru, Łkający car wpatruje się w Upadły Księżyc Kena Scholesa, jest jednocześnie najlepszą grudniową propozycją. Początkowo skojarzyło mi się z Jesienią Patriarchy Marqueza; podobna, karykaturalna rzeczywistość paranoicznego despoty. Ale to wrażenie szybko mija. U Scholesa jest znacznie normalniej zarówno pod względem formalnym jaki i fabularnym. I w zupełnie innym kierunku zmierza. Innym skojarzeniem jest Cudowny wynalazek pana Bella Tomasza Bochińskiego. W obu przypadkach niezwykły romans rozwija się w bardzo podobnych, dość nietypowych okolicznościach. I tym razem jednak amerykański autor wypada słabiej, mniej subtelnie, mniej emocjonalnie. Zirytowało mnie użycie europejskich nawiązań w trochę bezmyślny sposób. Fryderyk, car, Pyrus, z francuska brzmiące nazwy miejscowości – bezsensowny miszmasz. Nie bardzo wiadomo czemu to miało służyć. Uniwersalizacji? Nieudolna próba. Literacko bez zarzutu, ze spokojną narracją tworzącą smakowitą aurę. Jest to opowiadanie zdecydowanie warte przeczytania, moje zastrzeżenia dotyczą przestrzeni raczej marginalnej.

Z całego rozdania Twarzą w Twarz Karen Joy Fowler podobało mi się najmniej. Nie, że złe tylko zupełnie nie w moim typie. Kolejna wersja kontaktu z obcymi w trochę odrealnionych warunkach. Przy okazji coś tam o człowieku. Przeleciało mi między palcami.


Dział publicystyczny otwiera Rafał Kosik krytykując polski system oświaty. Dalej Anna Kaiper i Marcin Batylda przybliżają uniwersum Midgardu w związku z pojawieniem się  na rynku czwartej części pewnego cyklu a Jakub Ćwiek opowiada swe przeżycia związane z udziałem w Comic-Conie. Wawrzyniec Podrzucki interesująco o miejscu i postrzeganiu nauki. Andrzej Kaczmarczyk przypomina postać Jima Hensona a Mateusz Albin prezentuje perypetie Hobbita w królestwie X muzy. W kategorii kuchnia mamy wywiad z Nikiem Pierumowem i rady Michaela J. Sallivana. W obszernym felietonie-recenzji Marcin Zwierzchowski z całym zdecydowaniem zachęca do zapoznania się z debiutancką powieścią Erin Morgenstern. Na koniec dwa żelazne punkty. Peter Watts kreśli odważną, i z naszego punktu widzenia raczej przerażająca wizję przyszłości w której nasze świadomości mają szanse na utratę autonomii i wchłonięcie przez znacznie obszerniejsze jestestwo. Łukasz Orbitowski ubolewa nad upadkiem wizerunku filmowego wampira, pocieszając nas, że w archiwum światowej kinematografii mimo wszystko coś wartościowego można znaleźć.

Pozdrawiam i do następnego razu.