Wypędzony - Jacek Inglot

Dziki Zachód?

Hubert Przybylski

Problematyka osadnictwa na Ziemiach Odzyskanych zaczęła się pojawiać w naszej literaturze niemal w tym samym momencie, co sam proces przejmowania tych terenów, czyli już od samego końca II wś. Jednym z pierwszych i chyba najsłynniejszym z pisarzy, którzy sięgnęli po tę tematykę, był Henryk Worcell (właśc. Tadeusz Kurtyka). On też był jednym z nielicznych twórców peerelu, którzy ośmielili się na ukazanie choć odrobiny prawdy w opisach tamtych wydarzeń – co zresztą przypłacił utratą oka. Wydawać by się mogło, że po upadku pro-sowieckiego ustroju w 1989 roku pisarze wykorzystają sposobność do rozliczenia się z przeszłością i ukazania jej prawdziwego oblicza, ale tak się nie stało. Ani Marek Krajewski w „Festung Breslau”, ani Andrzej Ziemiański w „Breslau Forever” i „Ucieczce z Festung Breslau” nie chcieli, bądź nie odważyli się pójść tak daleko i jak tylko mogli, tak omijali wszelkie trudne tematy. I dopiero trzeba było Jacka Inglota, żeby pojawiła się książka, która w sposób maksymalnie wierny odda realia tamtych dni.
„Wypędzony” Inglota to opowieść o Janie Korzyckim, młodym poruczniku AK, który uciekając przed UB trafia w 1945 roku do przejmowanego właśnie przez Polaków Breslau, czyli Wrocławia. Tam pod przybranym nazwiskiem wstępuje do milicji, w której dostaje zadanie zorganizowania nowego posterunku i walki z szabrem. Jednak najbardziej pilną sprawą dla przejmujących miasto władz polskich okazuje się złapanie osoby, która tytułuje się mianem „komendanta Festung Breslau" i organizuje akty terroru względem współpracujących z Polakami Niemców. Jak jednak można w ogóle myśleć o zaprowadzaniu porządku, jeśli ma się tylko jednego człowieka do pomocy, a zaopatrzenie praktycznie nie istnieje, jeśli przez miasto, w którym ciągle rzeczywistą władzę sprawują wiecznie pijani sowieccy żołdacy, przewalają się świetnie zorganizowane hordy gotowych na wszystko i uzbrojonych lepiej niż milicja szabrowników, a nocami wciąż dają o sobie znać nazistowscy fanatycy z Werwolfu?
Inglot nie bawi się w półśrodki i półprawdy. W sposób maksymalnie pełny i jak najbardziej realistyczny stara się oddać realia tamtych dni i do roli narratora wybiera najlepszego możliwego bohatera - Korzyckiego. Sama jego postać stanowi świetny pretekst dla dwóch ukazanych w powieści motywów. Pierwszy, to motyw byłych akowców, którzy muszą podjąć decyzję, co z sobą zrobić po zakończeniu wojny. Walczyć z nowym okupantem i jego poplecznikami, spróbować uciec na Zachód, czy starać się odnaleźć w nowych warunkach? Korzycki po ucieczce z łap torturujących go oprychów z bezpieki decyduje się na to trzecie. Tylko czy można zacząć normalnie żyć, kiedy nad głową wciąż wisi groźba złapania przez UB, a co za tym idzie również tortur, więzienia albo śmierci?
Drugi motyw, to ukazanie wzajemnych relacji pomiędzy „zwycięskimi” Polakami, a Niemcami. Wśród tych pierwszym mamy ukazane różnorakie postawy. Są Polacy, którzy Niemców traktują jak odskocznię do szybkiego zarobku. Rabują, napadają, gwałcą, mordują – wszystko w ogromnym pośpiechu, gdyż wiedzą, że „żniwa”, tudzież ”kanada”, szybko się skończą. Część z nich wcześniej, jeszcze pod okupacją niemiecką, „dorabiała” w ten sposób na Żydach i swoich rodakach. Inni zostają przez Sowietów siłą wysiedleni z Kresów i muszą jak najszybciej znaleźć jakieś miejsce, w którym będą się mogli osiedlić ze swoimi rodzinami. Są Polacy, którzy przybyli do Breslau nie dla własnej korzyści, ale żeby zabezpieczyć przez sowieckim rabunkiem mienie dla dobra rodzącego się ze zgliszcz państwa. Jedni Polacy, najczęściej z powodu osobistych tragedii i doznanych od nazistów krzywd, nienawidzą Niemców i mszczą się na nich przy każdej sposobności. Inni wierzą, że to, co się właśnie dzieje na terenach Ziem Odzyskanych, to najzwyklejsza w świecie sprawiedliwość dziejowa. Jeszcze inni traktują Niemców jak ludzi, gdyż są takimi samymi jak oni ofiarami wojny. Są też Polacy, których stosunek do Niemców nie da się jednoznacznie zakwalifikować do którejś z wymienionych grup. Jednym z tych ostatnich jest właśnie Korzycki, który aż do Anschlussu Austrii, studiował w Wiedniu, świetnie zna język niemiecki i jest jednym z niewielu Polaków, którzy nie mają problemów w komunikacji z Niemcami. Traktuje on ich jak ofiary, które jednak same na siebie i innych sprowadziły nieszczęście i które teraz za to ponoszą karę. Wie on, że dopóki sami Niemcy tego nie zrozumieją i nie przyznają, dopóty nie zaznają ukojenia i nie będą mogli zacząć normalnego życia.
Jeśli zaś chodzi o samych Niemców, to Autor zdaje się dzielić ich na trzy grupy: nieliczną część, która widziała, jakich bestialstw dokonywali ich rodacy w okupowanej Polsce i na podbitych terenach ZSRR i którzy teraz wiedzą, że muszą za to ponieść sprawiedliwą karę, równie nieliczną grupę Niemców, którzy są tak zaślepieni nazistowską ideologią, że nie pogodzą się z prawdą do końca życia i ogromną rzeszę zwykłych Niemców, którzy nie mają zielonego pojęcia o zbrodniach wojennych nazistów, ale którzy są w głównej mierze odpowiedzialni za to, że Hitler i jego ludzie doszli do władzy.
Ale jakich by postaw nie okazywali Polacy i Niemcy, to prawie wszyscy są wypędzonymi. Polacy są wypędzeni przez Sowietów z Kresów. Są też tacy, którzy nie pochodzili z terenów zajętych przez Sowietów, ale którym w powrocie do domów przeszkadza zmuszająca do ukrywania się wojenna przeszłość. Ale jaki by nie był powód ich wypędzenia, teraz to oni sami wypędzają Niemców i robią to niezależnie od przekonania o słuszności swojego działania. Wszystko po to, żeby przetrwać. I ta powieść jest też w dużej mierze o przetrwaniu. O przetrwaniu w warunkach miasta, w którym ledwie kilkanaście dni wcześniej skończyły się walki i którego większa część przypomina morze ruin, wśród których rozkładają się tysiące niepogrzebanych ciał, stanowiących pożywkę dla much i ogromnych stad szczurów. O przetrwaniu w mieście, w którym z każdym dniem ubywa żywności. W mieście, w którym pomimo zakończenia wojny wciąż słychać odgłosy strzałów i w którym tak wielką groźbę stanowią Sowieci, bandy szabrowników i Werwolf, że dla choćby cienia nadziei na przeżycie matka jest w stanie kupczyć ciałem swej młodej, zgwałconej w czasie wcześniejszych walk córki.
W takich warunkach spotyka się dwójka młodych ludzi. Korzycki wydaje się być emocjonalnie wypalony okrucieństwami wojny i cały otaczający go świat traktuje przez pryzmat logiki i racjonalizmu, które mają mu pozwolić przetrwać. Reni, zgwałcona przez Sowietów młoda Niemka, chce tylko przetrwać i wreszcie przestać się bać. Swój związek traktują początkowo jako handel wymienny: ona zaspokaja jego męskie potrzeby, on zapewnia jej względną stabilizację i bezpieczeństwo. Z czasem zaczyna w nich kiełkować głębsze uczucie, ale czy jego ziarno nie trafiło na zbyt wyjałowiony, wypalony wojną grunt? Oni sami pogodzili się ze swoją odmiennością, ale czy świat pozwoli na miłość pomiędzy Niemką a Polakiem? Czy będą mieli siłę, by walczyć z wszystkimi przeciwnościami losu? Czy w ogóle znajdą w sobie motywację do takiej walki?  
To nie jest ani łatwa, ani przyjemna książka. Nie ma tu prosto postawionych pytań ani łatwych na nie odpowiedzi. Autor obala stereotypy postaw ludzkich oraz mity narosłe wokół Ziem Odzyskanych i na tym poprzestaje. To my sami mamy sobie zadać pytania o sens i słuszność tego wszystkiego, co się wtedy działo, i sami, w zgodzie z własnym sercem i rozumem, albo i bez takiej zgody, mamy sobie na te pytania odpowiedzieć. Gdybym miał spośród innych, czytanych wcześniej książek znaleźć podobną, to chyba najbardziej pasowałoby tu „Imperium słońca” Ballarda. Obie są napisane w bardzo spokojny, nieomal dokumentalny sposób. Obie koncentrują się na lekko tylko podbitym emocjami przedstawianiu faktów, ich ocenę pozostawiając samym czytelnikom. I obie są bezsprzecznie świetne.
Dlatego też daję „Wypędzonemu” 9/10. Może należałoby się jeszcze dorzucić z pół punkcika, ale tego nie zrobię, bo książka jest pełna błędów powstałych najprawdopodobniej w czasie składania tekstu i te błędy momentami dość poważnie przeszkadzają w czytaniu. Ale pomimo tego drobnego zgrzytu książkę polecam każdemu miłośnikowi historii oraz myślenia w czasie lektury. Bardzo gorąco polecam.

Tytuł: Wypędzony
Autor: Jacek Inglot
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania:  2012
Liczba stron: 384 (z reklamami)
ISBN: 978-83-62329-65-6