Czas silnych istot. Księga 2 - Marcin Przybyłek

Czas Nowego Gamedeca cz. 2

Hubert Stelmach

Wydarzenia drugiej części „Czasu Silnych Istot” następują bezpośrednio po zakończeniu akcji w  poprzednim tomie. Autor po Martinowsku, z rozmachem opisuje wydarzenia w wielu odległych miejscach, z tym, że nie z punktu widzenia różnych bohaterów, a tylko jednego – Torkila Aymore'a  (no, przynajmniej jednego z pięciu). W czasie nieudanego zwiadu na Ziemi okazało się, że Thirowie przez cały czas przygotowywali się do walki z ludźmi. Armia setki razy większa od Imperialnej pojawia się na orbitach zamieszkanych planet. Sytuacja wydaje się beznadziejna. Co gorsza, w tym samym czasie jeden z najpotężniejszych klanów dokonuje zamachu na Imperatora.

Kontynuacja „Czasu Silnych Istot” utrzymuje poziom swojej poprzedniczki. Akcja trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać się nawet na chwilę. Jest to bardzo mocna strona tej książki, jednak po pewnym czasie wysokie tempo zaczyna być męczące, czytelnik dostaje jedynie krótkie chwile wytchnienia. Militarna strona powieści zdecydowanie wzięła górę, liczne drobne starcia są bardzo plastycznie przedstawiane. Żołnierze wykreowani przez Przybyłka równie dużą wagę przykładają do efektowności, co do efektywności. Pozwala to nadać zwykłej wymianie ognia prawie mistyczny charakter. Z drugiej strony, tak jak w części pierwszej, taka kreacja uniwersum zbliża je do epickiego fantasy.

Pomimo wprowadzenia większej ilości zwrotów akcji, przez co fabuła stała się mniej przewidywalna, cała wojna opiera się na prostym schemacie oddawania pałeczki pierwszeństwa. Dwie wrogie siły na zmianę wyciągają asy z rękawów zyskując przewagę. Raz Imperium, raz Thirowie. I przez cały czas na zmianę. Jednak autor potrafił tak to napisać, że sztampowość prawie w ogóle nie rzuca się w oczy, zgrabnie przykryta technologiczną nowomową i wątkami pobocznymi.

Przybyłek podtrzymał swój sposób konstruowania opowieści. Gdy czytelnik wgryzł się w uniwersum i poznawanie go nie dostarcza już takiej przyjemności, wady dużo bardziej rzucają się w oczy. Zwłaszcza cała masa jednorazowy bohaterów, służących do opisania jakiegoś specyficznego zjawiska (a w czasie wojny również do uśmiercania). Spłyciło to emocjonalny odbiór powieści. Śmierć trzecio-, czy czwarto-planowej osoby nie wzbudza u czytelnika takich emocji jak zdarzenia bezpośrednio dotykające głównych bohaterów. Poza tym, w wyniku takich zabiegów mniej stron poświęcono Torkilowi i jego przyjaciołom, czyli dostajemy mniej okazji do prawdziwego wczucia się w nich. Jednak z drugiej strony dzięki dużej ilości postaci Przybyłek nakreślił niesamowitą atmosferę wspólnoty i jedności, wręcz idylliczną. Opisy poświęceń jakie ponoszą obywatele Imperium dla dobra całej społeczności mogą poruszyć prawie, że do łez. Aż chciałoby się, żeby ludzie dzisiaj w taki sposób podchodzili do wielu spraw.

Ta część w stosunku do poprzedniej zawiera dużo więcej nawiązań do przeszłości, co z pewnością stanowi dodatkowy smaczek dla wiernych fanów serii Gamedec, a dla pozostałych czytelników zachętę, aby sięgnąć po poprzednie tomy. Przybyłek przygotował to w sposób bardzo nienarzucający się. Nieznajomość innych książek z tego uniwersum nie przeszkadza, a czasami wręcz pomaga, bo pozostawia nutkę tajemniczości błądzącą gdzieś w tle.

Jeśli spodobała się wam część pierwsza, to pomimo że druga jest nieznacznie gorsza, stanowi obowiązkową lekturę. Fabuła jest spójna i wyjaśniane są w zasadzie wszystkie wątki. Lektura jest lekka, przyjemna, niezobowiązująca, a ewidentne niedociągnięcia można wybaczyć, bo książka nie zajmuje zbyt dużo czasu. Przybyłek zostawił sobie otwartą drogę do kontynuacji, choć być może tylko chciał stworzyć zakończenie ze znakiem zapytania, tak, żeby każdy mógł dorobić sobie własną historię?

Tytuł: Czas silnych istot, cz. 2

Autor: Marcin Przybyłek

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania: 21 września 2012

ISBN: 978-83-7574-876-5

Oprawa: miękka

Format: 125 x 195 mm