Mróz - Marcin Ciszewski

Krajowa ósemka - gołoledź i zamieć

Hubert Przybylski

Marcin Ciszewski jest Autorem szczególnym. Mimo, że pisze głównie literaturę z gatunku military-fiction, która jest jedną z odnóg science-fiction, to bardzo rzadko jego książki pojawiają się na półkach z fantastyką. „Mróz”, który dziś zamierzam opisać, jest bardziej miksem powieści kryminalnej i political-fiction i mimo, że wątki fantastyczne są w nim dość mocno widoczne, to w dalszym ciągu spodziewać się go należy raczej na półkach z mainstreamową sensacją, niż tuż obok książek Drake’a, Flinta czy Ringo.

A o czym jest „Mróz”? Akcja powieści zaczyna się 3 grudnia 2011 roku od zamachu na szefów i przedstawicieli najważniejszych agencji wywiadowczych krajów natowskich, którzy w jednej z podwarszawskich miejscowości mają spotkanie robocze. Kilkanaście dni później, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, ginie pewien meteorolog, a do wykrycia jego zabójcy naprędce zorganizowana zostaje w Komendzie Głównej Policji grupa dochodzeniowa pod dowództwem nadkomisarza Jakuba Tyszkiewicza. Ale ledwo śledztwo rusza i przypadkiem odnaleziony zostaje raport meteorologiczny ofiary, zapowiadający kilkudniowy atak super-zimy (z temperaturami dochodzącymi do -60’C, huraganowymi wiatrami i katastrofalnymi opadami śniegu), grupa Tyszkiewicza zostaje rozwiązana. Tuż po tym w kolejnym zamachu ginie prezydent RP, a byli członkowie grupy nagle odkrywają, że są śledzeni, i że i oni, i ich bliscy, nie są już bezpieczni. Pogoda pogarsza się z godziny na godzinę, paraliżując pogrążone w politycznym kryzysie państwo, a Tyszkiewicz zostaje obarczony przez premiera misją ostatniej szansy. Musi za wszelką cenę rozwiązać zagadkę zabójstwa meteorologa, gdyż jest to klucz do znalezienia osób odpowiedzialnych za oba zamachy i jedyny sposób na zapobieżenie zamachowi stanu...

Musze przyznać, że Ciszewskiemu udało się skonstruować naprawdę wciągającą historię. Oprócz zmagań z pogodą i mordercami, bohaterowie muszą zmierzyć się również ze sobą nawzajem, gdyż nie każdy z nich jest tym, za kogo się podaje, a ich starannie ukryte przed światem tajemnice mogą wiele zmienić w razie ujawnienia. Fabułę uzupełniają bardzo plastyczne, dynamiczne i trzymające w napięciu opisy walk, strzelanin i pościgów. I choć może nie są aż tak świetne jak te z, dajmy na to, „Majora”, to i tak zasługują na bardzo wysoką ocenę. W dodatku w „Mrozie” pojawiają się postacie, które czytelnicy poprzednich jego książek, z pewnością szybko rozpoznają.

Za to przyczepić się należy do jednej rzeczy. Zbyt melodramatyczne podejście do niektórych z bohaterów książki, nieco nachalnie usprawiedliwiające ich działania, co w dużej mierze ułatwia wytypowanie zamachowca już po mniej więcej 1/3 książki. Na szczęście, niespecjalnie to przeszkadza w odbiorze reszty powieści, gdyż to i tak jest tylko jeden z wątków pobocznych, a najważniejsze zagadki znajdują rozwiązanie dopiero dużo później.

Mam też jakieś takie dziwne wrażenie, takie coś pomiędzy swędzeniem łopatki, a pykaniem w uchu, że pewnie znajdzie się grupa osób, które mogłyby się przyczepić do niektórych opisów technicznych, albo do sposobu przedstawienia akcji z udziałem żołnierzy GROMu, ale że jestem ignorantem w obu tych dziedzinach, a Ciszewski pisze bardzo sugestywnie, więc absolutnie nic mu w nie zarzucę.

Podsumowując tę krótką reckę muszę powiedzieć, że „Mróz” nie odbiega jakością od tych książek Ludluma, Higginsa, MacLeana, Folleta, Crichtona czy innych zachodnich autorów bestsellerów spod znaku powieści sensacyjnych, szpiegowskich oraz technothrillerów, które przez ostatnie dwadzieścia lat z hakiem przeczytałem, a teraz stoją na moich półkach z książkami. A mówiąc szczerze, to większość z nich po prostu przebija. I dlatego też moja ocena to 8/10, a powieść polecam przeczytać. Może nie gorąco, ale bardzo.

I na koniec wyjaśnienie, dlaczego taki tytuł recki. Bo tak mi się skojarzyło. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce i innym ustroju, krążył dowcip-zagadka o milicjancie: Zimową porą, milicjant odbiera telefon od przełożonego, przez momencik słucha, krzyczy „Tak jest!”, rzuca słuchawkę, po czym rozbiera się do naga, chwyta stojącą w kącie miotłę i wybiega z komendy. Co milicjant usłyszał w słuchawce?

Nie, wcale nie „Ale suchar”…

Tytuł: Mróz

Autor: Marcin Ciszewski

Wydawca: Ender

Data wydania:  2010

Liczba stron: 416 (z reklamami)

ISBN: 978-83-930066-3-2