Niech żyje bal

Ocena: 
0
Brak głosów

Był poranek, pewnego dnia  stycznia. I było zimno.

Energicznym krokiem przemierzała kolejne metry chodnika. Szła zamyślona i  wpatrzona przed siebie. Na młodej twarzy malowało się przygnębienie, a myśli krążyły wokół jednego wydarzenia. Ważnego wydarzenia. „Na taką  chwilę czeka się z niecierpliwością, z radością”.- westchnęła. Ona nie czeka, ona czuje niepokój i strach.

Z lekcji nie wyniosła nic, oprócz dokładnych przemyśleń rozmowy z Ulką.

- Gabi? I co z tą studniówką? - Koleżanka  najwidoczniej zauważyła problem.

- Nic. – Zawstydziła się. -  Nadal nie mam z kim pójść.

- Wiesz... – Wzruszyła ramionami Ulka. - Brat mojego chłopaka, Maciek, mógłby z tobą pójść, jeśli oczywiście zechcesz.

- Ale... przecież...- Tysiące wątpliwości sztyletowały myśli Gabrieli.

Zgodziła się. Nie miała wyjścia. A może miała? Jednak przystała na to, by pójść na studniówkę z bratem chłopaka Ulki, M a ć k i e m . Fajny? Tak, bardzo fajny! Skoro Ulka zapewniała, że fajny to fajny! Tak wie, że ryzykuje idąc z nieznajomym chłopakiem na tak ważną uroczystość. Ale to nieistotne. Najważniejsze, że nie będzie tam sama, że nie będzie tą, na którą patrzą z litością, której nikt nie zaprasza  bo „p r z e c i e ż  ona  j e s t  z Domu Dziecka”. Ta pocieszająca myśl zaowocowała szerokim uśmiechem na drobnej twarzy, a smutne oczy nabrały blasku.

Dwa tygodnie przed studniówką przyszedł pod szkołę: Maciek, student drugiego roku Politechniki. Szarmanckie zachowanie chłopaka, daleko  w tyle zostawiło wątpliwości  dziewczyny i utwierdziło co do  słuszności podjętej decyzji. Podarował jej różę i zaprosił na spacer. Nie, nie rozmawiali o TYM. Rozmawiali o szkole, o  zainteresowaniach. Była mu wdzięczna, bo czuła się niezręcznie w sytuacji, w której się znalazła. Zupełnie nie zwracał uwagi też na jej pochodzenie. Żadnych pytań, ironicznych uwag z wymownym uśmiechem i tym spojrzeniem. Spojrzeniem, które potrafiło zaboleć bardziej niż najgorsze słowa.  Spodobał jej się.

„Będzie dobrze”- Pomyślała. Poczuła ulgę. Chciała krzyczeć, chciała komuś o tym opowiedzieć...Pochwalić się!

Odtąd dni biegły niezwykle szybko. Nim zdążyła wszystko ponownie przemyśleć, była już sobota. Ta wyczekiwana. Gabriela od rana krążyła zdenerwowana, a to fryzura nie pasowała do twarzy, to sukienka jakaś nijaka...

”Marudzę?” - Popatrzyła w lustro na korytarzu.

- Nie marudź! - Pani Jola, opiekunka grupy starszych dziewcząt, jakby czytała w myślach.

- Wyglądasz dobrze. – Zapewniła, bacznie lustrując szczupłą sylwetkę. - No idź już bo się spóźnisz. - Mrugnęła z uśmiechem.

Byli umówieni w mieszkaniu Ulki. Stamtąd mieli wyruszyć do szkoły. Pojechała taksówką, żeby zdążyć na czas, ale też by móc poczuć się dostojnie. Poczuć, że jest ważna. W końcu to bal. Chciała czuć prawdziwą radość. Cieszyć się beztrosko choć jedną noc. Ulka z chłopakiem czekali, ale Maćka nie było.

- Zaraz powinien dotrzeć. Poczekajmy. - Zapewniał brat, znacząco zerkając na Ulkę.

Niestety, polonez nie zaczeka.

To był piękny wieczór. Wielkie płatki białego puchu spadały leniwie na ziemię, rozświetlając drogę roześmianym maturzystom, podążającym w stronę budynku. Wesołe rozmowy uczniów, odbijały się echem od ścian szkoły i niosły radosny nastrój na najbliższą okolicę. Dostrzegła go, stał przy wejściu, lecz jej uczucie ulgi, natychmiast, jakby intuicyjnie, przesłoniła fala  niepokoju. Patrzyła w stronę chłopaka. Poczuła szybsze, nierówne bicie serca. Zrobiło jej się  gorąco, pomimo ujemnej temperatury na dworze. Chłopak w rozpiętej koszuli z przewieszoną przez ramię marynarką, chwiejnym krokiem podszedł bliżej. Patrzyła jak ślina, która spłynęła z jego ust, drąży czarną dziurę w śniegu. Stała w bezruchu, z niedowierzaniem obserwując sytuację. Nawet róża, wychyliwszy swą misterną główkę z kieszeni jego marynarki, zdawała się szyderczo uśmiechać.

- To co  m a ł a? Idziemy? - Bełkotliwie wypowiedziane słowa podziałały na nią jak kubeł zimnej wody.

- Nie! Nie! - Bezgłośnie krzyknęła i zaczęła biec.

„To co mała? Idziemy? Idziemy? Mała?” - Dźwięczało w uszach. Pobiegła za szkołę. Nikt jej  nie wołał, nikt za nią nie pobiegł. Kogo obchodziła jakaś Sylwia..., a może Ala? Ania? Oj ta, „która mieszka w Domu Dziecka”, „ta, której nikt nie kocha...”.

Przykucnęła za oknem, patrząc jak koleżanki i koledzy przemykają radośnie między korytarzem, a salą gimnastyczną. Ulka tańczy poloneza ze swoim chłopakiem - bratem Maćka. To ich noc...”nieokradziona, nieoszukana”.  Uśmiechnęła się smutno. W głowie złowrogo zaczęły szumieć słowa:

takie noce od innych łaskawsze

Kiedy się wolno wygłupić

Wolno powtarzać "nigdy" i "zawsze"

Wolno słowami się upić...

Tylko nie wolno tej nocy pod różą

Okraść, okłamać, oszukać

Bo się już będzie odtąd na próżno

Bezsennej nocy tej szukać" (...)

„B o  s i ę   j u ż   b ę d z i e   o d t ą d   n a  p r ó ż n o  b e z s e n n e j  n o c y  t e j  s z u k a ć” -  Wypowiadała cichutko, połykając ciepłe krople łez wymieszane z zimnymi płatkami śniegu.

Był wieczór, pewnego dnia stycznia.

I było zimno.

Odpowiedzi

Z racji tego, że opowiadanie czytam o szóstej trzydzieści moja ocena może być niezbyt trafna. Agnieszko nie bardzo podchodzi mi ten tekst. Początek trochę raził mnie niedopracowaniem. Jest poprawnie, ale jakoś mi się to nie klei. ("Ona nie czeka, ona czuje niepokój i strach." - tylko zapytam, czemu tu czas teraźniejszy?). Potem jest lepiej i nawet czyta się całkiem dobrze. Ale generalnie albo nie rozumiem o co chodzi, albo też rozumiem i nie chodzi o wiele. Istnieje trzecie wyjście, nie ma we mnie na tyle wrażliwości bym się wzruszył :) Oceniam po pierwszym wrażeniu.
Jak dla mnie 4.5/10

Pozdrawiam Agnieszko

Hej,
dziękuję Rafale przeczytanie i opinię. Pomyślę nad tym. A 6.30 nie ma nic do rzeczy, albo coś się podoba albo nie ;)
Pozdrawiam Cię również :)

Agnieszko, trochę kwestii technicznych. Przypuszczam, że część z nich uznasz za „upierdliwe czepianie się” (sam tak na początku uważałem, gdy zwracano mi na to uwagę) ale może przyda Ci się to do pracy nad przyszłymi tekstami. Bo opowiadanie, nowela, szort – to nie tylko tekst i jego przesłanie, ale także kwestie techniczne, czyli formatowanie, interpunkcja, kontrola nad spacjami etc.

A u Ciebie nie wygląda to najlepiej. Więc po kolei:

1. Błąd, który popełnia bardzo wiele osób, czyli nierozróżnianie dywizu i półpauzy.

Dywiz – to taka krótsza kreseczka (jak ta w słowie czerwono-czarny). Nie oddzielamy jej spacjami, NIE stosujemy w dialogach i nie jest ona znakiem interpunkcyjnym.

Półpauza – to ta dłuższa kreseczka (jak ta po słowie „Półpauza”) i jest ona znakiem interpunkcyjnym i stosuje się ją w dialogach.

A u Ciebie w dialogach hulaj dusza – raz dywiz, raz półpauza. To naprawdę niechlujnie wygląda.

2. Spacja – to też znak. A u Ciebie czasem dajesz dwie naraz („Szła zamyślona i wpatrzona przed siebie” – dwie spacje po „i”, „nikt nie zaprasza bo” – dwie spacje po „zaprasza” i jeszcze kilka miejsc) a czasem o istnieniu spacji zapominasz („z niecierpliwością, z radością”.- westchnęła. – brak spacji po kropce, „- Ale... przecież...-„ – to samo. I kilka innych miejsc).

3. Interpunkcja – momentami kuleje. Z koszmarnym zdaniem „Dostrzegła go, stał przy wejściu, lecz jej uczucie ulgi, natychmiast, jakby intuicyjnie, przesłoniła fala niepokoju.” włącznie. (masz tu też podwójna spację po „fala”). Albo „Szarmanckie zachowanie chłopaka, daleko w tyle zostawiło wątpliwości „ – po co w tym zdaniu przecinek?

4. Konstrukcja zdań – momentami dziwna, sztuczna. Tak jak naprawdę okropne zdanie z poprzedniego punktu, ale również pierwsze – „Był poranek, pewnego dnia stycznia.”. „Pewnego styczniowego dnia” moim zdaniem brzmi znacznie lepiej. „Mrugnęła z uśmiechem.” też nie brzmi najlepiej. „odbijały się echem od ścian szkoły” – „od szkolnych ścian” wydaje mi się być lepszym rozwiązaniem.

5. Zmiana czasu – „Ona nie czeka, ona czuje niepokój i strach.”. Zupełnie niepotrzebne, tylko irytuje. Bądź konsekwentna.

6. Rozstrzeliwanie liter w słowach - „p r z e c i e ż ona j e s t z Domu Dziecka”. – nie rozumiem, dlaczego rozstrzeliłaś słowa „przecież” i „ona” – bardziej naturalne byłoby zaakcentowanie „Domu Dziecka” – to właśnie Dom Dziecka jest tu najważniejszą sprawą, rzutującą na przeszłość bohaterki. „- To co m a ł a? Idziemy?” – po co ten akcent na słowie „mała”?

To tyle ode mnie, mam nadzieję, że się przyda. Pozdrowionka :)

witaj Robercie, bardzo dziękuję za komentarz. Oczywiście, że się przyda. Żadnej kwestii poruszonej przez Ciebie nie uznaję za upierdliwe czepianie się. Masz rację i jestem wdzięczna za wypisanie co i jak. Na pewno jest to dla mnie nauka, bo faktycznie z tymi dywizami i spacjami to nie za fajnie zrobiłam. Właściwie w ogóle o tym nie pomyślałam. Z interunkcją mam problemy, a rozjechane literki...,hmm, teraz jak mi to napisałeś czarno na białym, to inaczej na to patrzę. Pozdrawiam :)