Dryfowanie

Ocena: 
5.5
Average: 5.5 (2 votes)

Drogi odkrywco,

Skoro znalazłeś/-aś ten list, „wsłuchaj” się w słowa mędrca, który odszukał wyspę. Swoją wyspę. Bez mapy czy kompasu. Po prostu płynąc przed siebie, gdzie wiatr wskazał palcem w swej naturalnej przewrotności. Mędrzec polegał jedynie na żaglach i wierzył w szczęście. Napawał się falami, dryfując z zamkniętymi oczami, żył „tu i teraz”, ale nigdy „później” – aż do sztormu...

Bezlitosny i nieugięty żywioł zabrał mu wszystko, co kochał: statek oraz poczucie wolności, ale dał mu wyspę. Bezludny ląd, gdzieś na środku oceanu. Po tygodniu radość, że przeżył, zamieniła się w smutek z tego samego powodu. Wystarczyło, że brzuch mocniej zaburczał. Życie nagle stało się planowaniem racji żywnościowych oraz samodyscypliną. Miał dwa wyjścia, a samobójstwo nie było żadnym z nich: mógł oszaleć lub pogodzić się ze sobą.

Jednak był jednym z wielu, którzy nienawidzili siebie. No bo niby za co się lubić?

Miłość – zabrał odpływ.

Przyjaźń – podobnie.

Rodzina – została poświęcona dla oceanu...

 

Ci nienawidzący się ludzie powiedzieliby mu: Dobrze! Wybrał pasję i ponad wszystko jej nie puszczał! Jednak on wiedział (a raczej czuł), że to tylko wymówka. Pozwolił wygrać beztrosce oraz egoizmowi przesiąkniętemu hedonizmem, który ścieka jak trucizna na duszę.

 

Teraz płaci cenę.

 

Linia łącząca brzeg z oceanem mogłaby być równie dobrze rzędem krat w celi. Czy naprawdę tak kochał żeglować? Czy raczej uciekał od obowiązków?

Po czterdziestu dniach wyspowej ascezy odnalazł odpowiedź i rozpłakał się nad swoją żałosnością. Nie cofnie czasu, choć chciałby, wtedy zatrzymałby swoje żądze wcześniej. Teraz jednak zostało mu jedynie prosić Ciebie, nieznajomy/-a, abyś odszukał/-a jego rodzinę, przyjaciół, a potem przekazał/-a im te słowa: „Przepraszam, pogubiłem się, lecz ostatecznie odnalazłem prawdę.”

Nie wiem, co dalej. Patrzę na zachodzące słońce, siedząc na gorącym piasku. Towarzyszy mi pewność, że umrę w zrozumieniu, gdy do grobów codziennie odkłada się tysiące ignorantów.

To dała mi wyspa. Żałuję, że nie odnalazłem jej, zanim opuściłem stały ląd.

 

 

Spóźniony mędrzec,

Kapitan Henryk Sobolewski

 

 

Młoda Andrea zwinęła list w rulon i wepchnęła go z powrotem do szklanej butelki po winie. Wcisnęła korek w szyjkę, a później zamyśliła się chwilę nad słowami kapitana. Przerażające – pomyślała – jak głupota spycha ludzi na skraj i niszczy im życia. Nie rozumiała jednak, że arogancja wtóruje głupocie niczym fortepian śpiewakowi. Dlatego właśnie butelka popłynęła dalej, a Andrea położyła się na koi z dumą i pozwoliła wiatrowi dalej kierować swoją łodzią...