Łarisa

Ocena: 
0
Brak głosów

Na delikatnym łańcuszku, ukryty między jej piersiami, wisiał kluczyk. Niewielki, bardzo brzydki i bardzo stary kluczyk.

Kiedyś lśniący i pokryty skomplikowanym wzorem, arabeską pnączy i kości, dawniej jeszcze przykuwający wzrok czerwienią emalii, zielenią i złotem krętych linii i obłych łuków. Czasem zaciskała na nim palce, czując jak drobne ząbki próbują wgryźć się w skórę, wyciągnąć na zewnątrz wspomnienia. Tak dawno. Za późno.

Łarisa była bardzo młoda, bardzo naiwna i bardzo zakochana. Tak bardzo, że nie znała nawet prawdziwego imienia człowieka, któremu oddała serce i ciało. Jego oczy wpijały się w jej duszę, a jego usta w jej wargi. Pewnej nocy, gdy trawy wciąż jeszcze oddychały ciepłem minionego dnia, wykrzyczała w półmrok „Kostia!”, stał się i Kostią. Nigdy nie widziała go za dnia i nikt nie wiedział o schadzkach pośród pól. Choć tak młoda i naiwna, wiedziała, że miłość nie trwa wiecznie, że Kostia odejdzie i że nigdy więcej go nie zobaczy. Miłość nie stała się od tego mniej prawdziwa ani słabsza. Łarisa czasem myślała, że właśnie dlatego kochała tak bardzo.

Ostatniej nocy spytał ją, co chciałaby od niego dostać. I choć nie chciała niczego więcej, choć pragnęła tego, czego mieć nie mogła, zaśmiała się radośnie i, kładąc dłoń na jego piersi, powiedziała:

– Daj mi to, co masz najcenniejszego.

Patrząc jej w oczy, inaczej, mroczniej, ujął jej dłoń w swoją i zanurzył w skórę, mięśnie, kości. Wciąż patrząc jej w oczy, głębiej, gorączkowo, zacisnął jej palce na swym sercu i szarpnął. Ciszy między nimi nie burzył nawet oddech, czas zatrzymał się między uderzeniami serca. Serca, które spoczywało w kolebce ich splecionych dłoni.

– Ty jesteś najcenniejsza. Chronić cię i kochać to jedyne, czego pragnę. – Głos Kostii brzmiał teraz inaczej. Nie jak głos kochanka, bez tchu, pragnieniem, tęsknotą, echem spełnienia, ale jak echo gór, jak grom, jak szept pośród nocy, napełniał ją lękiem i spokojem, pewnością głębszą niż morza. – Póki moje serce bije, będziesz.

Nie wiedziała wtedy, co to znaczy. Nie myślała wtedy, co może to znaczyć. Gdy odszedł, zamknęła bijące serce w szkatułce, którą z wciąż kwitnącej jarzębiny wyrzeźbił dla niej brat. Kluczyk i zamek kupiła od przejezdnego kupca, zachwycona emaliowanym wzorem tak złudnie podobnym do tego na szkatułce. Lata i dłonie wygładziły drewno, usuwając bliźniaczą arabeskę w niepamięć. Z klucza odpadła emalia, odsłaniając metal. Jednak błogosławieństwo Kostii, klątwa może, trwało i trzymało Łarisę poza czasem. Opłakała rodziców, brata i jego żonę, ich dzieci i dzieci ich dzieci.

Poza czasem, poza światem, wciąż kochając, Łarisa trwa pilnując serca Kościeja.