Herbata

Ocena: 
0
Brak głosów

Lena jeszcze raz spojrzała na wizytówkę, którą dostała od znajomej, sprawdzając, czy jest pod dobrym adresem. Wszystko się zgadzało, chociaż herbaciarnia „Dobra wróżka”, oprócz kiczowatej nazwy, nie wyróżniała się niczym szczególnym. Dziewczyna poprawiła szalik i niepewnie otworzyła drzwi. Dzwonek nad nimi dryndnął krótko i dźwięcznie, a Lenę owiało ciepłe powietrze przesycone zapachem ziół, owoców i czegoś słodkiego. Wnętrze pełne było kolorowo obitych foteli i kanap, które aż prosiły, żeby się w nich zatopić. Abażury lamp sprawiały, że światło miało przyjemnie przytłumiony blask. W lokalu znajdowało się kilka osób, samych albo w grupach, sączących różnego rodzaju herbaty. Za ladą stała starsza, pulchna kobieta z przyjaznym uśmiechem.

– Wybierz sobie stolik, kochaniutka i zaraz przyniosę ci kartę – powiedziała życzliwie.

Dziewczyna skierowała się do stolika w rogu sali, z dala od innych ludzi. Zdjęła szalik i płaszcz, zapadając się w miękki fotel, nadal spięta i skrępowana mimo ciepła bijącego z otoczenia. Po chwili podeszła do niej kobieta z kartą napojów.

– Polecam coś z sezonowych herbat – powiedziała z niegasnącym uśmiechem. – Jesienny sad z suszonymi jabłkami i przyprawami rozgrzewa jak mało co – zachwalała.

Lena uśmiechnęła się do niej niepewnie, dziękując cicho.

– Proszę, zostawię cię na chwilę – oznajmiła właścicielka, odchodząc do pary przy innym stoliku z pytaniem, jak smakowały herbaty.

Dziewczyna nie przysłuchiwała się dalej rozmowie, tylko zaczęła wertować kartę. Czytała ją uważnie, jednak nie znalazła tego, o czym opowiadała jej koleżanka. Z nerwów zaczęła bezwiednie strzelać z palców, czytając menu po raz kolejny.

– Nie rób tak, kochaniutka, bo będą cię stawy na starość bolały – usłyszała nad sobą głos właścicielki, od którego o mało co nie podskoczyła.

– Przepraszam – mruknęła z cichym westchnieniem.

– Nie mnie powinnaś przepraszać, moja droga – powiedziała starsza pani. – Zauważyłam, że masz chyba problem z wyborem swojej herbaty. Może ci pomóc?

Lena zacisnęła dłonie, żeby nie wrócić do nerwowego bawienia się nimi.

– Czy… czy to jedyna karta? – zapytała, wskazując na menu, podnosząc pełne napięcia spojrzenie na właścicielkę.

– Hm? Szukałaś jakieś innej herbaty?

– Znajoma wspomniała o jednej… nie mogę jej znaleźć – wyjaśniła ostrożnie dziewczyna, ważąc słowa.

– Pamiętasz nazwę? Może rzeczywiście jedna uciekła z karty – zasugerowała właścicielka z leciutkim rozbawieniem.

Lena wzięła głębszy wdech. Rozglądała się przez chwilę, czy nikt im się nie przysłuchuje, ale inni goście byli zajęci sobą i swoimi naparami.

– Ta herbata się chyba nazywała… waniliowe zapomnienie.

– Och, więc po taką herbatę przyszłaś. – Kobieta pokiwała głową w zamyśleniu. – Rzeczywiście, ta i inne podobne do niej napary nie są w standardowym menu… Hm, naturalnie nasz klient nasz pan, ale czy jesteś pewna…?

– Tak, jestem pewna – powiedziała Lena z determinacją w głosie.

Starsza pani przez chwilę przypatrywała jej się w milczeniu, jednak zaraz uśmiechnęła się lekko.

– Oczywiście – odpowiedziała. – Już idę po twoją herbatę, kochaniutka – obiecała, odchodząc za ladę i znikając w kuchni.

Lena opadła głębiej w fotel z westchnieniem ulgi. Na jej ustach zagościł nawet pierwszy raz delikatny uśmiech. Jednak dobrze trafiła. Po kwadransie do stolika wróciła właścicielka z, o dziwo, dwoma imbryczkami i dwoma filiżankami. Dziewczyna spojrzała na nią z zaskoczeniem.

– Pomyślałam, że przed twoją herbatą dam ci spróbować jednak jesiennego sadu – stwierdziła z uśmiechem kobieta, wskazując na dzbanuszek z prawej strony. – Na koszt firmy. Twoja herbata i tak musi się jeszcze chwilę parzyć.

– Hm, dziękuję – powiedziała dziewczyna z rosnącym zdziwieniem, gdy starsza pani usiadła w fotelu po drugiej stronie stolika.

– Nie masz nic przeciwko krótkiej rozmowie? – zapytała właścicielka. - Lubię wysłuchiwać historii moich klientów, zwłaszcza tych specjalnych. Teraz i tak moja wnuczka przejmuje dowodzenie. – Wskazała głową na młodą brunetkę dowiązującą jeszcze fartuch za ladą.

– Nie jestem nikim specjalnym – stwierdziła Lena. – Ale proszę… – Kiwnęła głową.

Starsza pani nalała jesiennego sadu i dziewczyna musiała przyznać, że to naprawdę przepyszna herbata. Początkowo rozmowa była dosyć sztywna, ale wraz z kolejnymi łykami naparu Lena zaczęła opowiadać o sobie. O rodzinie, która zawsze faworyzowała siostrę, ponieważ była bardziej zdolna, o przyjaciołach, którzy są nimi wtedy, kiedy czegoś potrzebują, a gdy ona potrzebuje pomocy uznają, że sama sobie poradzi. O pracy, niebędącej szczytem jej marzeń i gdzie musi siedzieć po godzinach, bo szef zarzuca ją coraz to innymi obowiązkami. Wreszcie o gwoździu do trumny sprzed kilku dni, byłym narzeczonym, który od pół roku zdradzał ją z jakąś dziunią, poznaną przez stronę internetową. Starsza pani słuchała z niegasnącą uwagą, od czasu do czasu sugerując rozwiązania, dając rady albo po prostu przypominając jej o tym, jak ważna jest ona sama. Gdy herbata się skończyła, na ustach Leny gościł delikatny uśmiech, a ramiona dziewczyny były jakby kilkakrotnie lżejsze.

– Ojej, zasiedziałyśmy się – stwierdziła właścicielka lokalu. – Powinnaś już dawno wypić swoją herbatę. Przepraszam, teraz może być już chłodna – dodała ze skruchą w głosie.

Lena spojrzała na drugi imbryczek w lekkim zamyśleniu.

 – Jesienny sad chyba wystarczająco zaspokoił moje pragnienie – powiedziała po chwili. – Przepraszam, ale nie zmieszczę w siebie dodatkowej filiżanki.

Starsza pani uśmiechnęła się ciepło.

– Nic się nie stało, kochaniutka – zapewniła. – To i tak nie była udana herbata…

– Pójdę już – stwierdziła Lena, zakładając płaszcz i szalik. – Ile płacę?

– Jak mówiłam, na koszt firmy – odpowiedziała właścicielka z uśmiechem. – Dziękuję za uroczą rozmowę. I zapraszam częściej.

Dziewczyna spojrzała na nią z wdzięcznością.

– To ja dziękuję. I zapewne będę wpadać…

Lena wyszła z lokalu, biorąc głęboki wdech, czując jak chłodne jest jesienne powietrze. Rzeczywiście, tak jak mówiła jej znajoma, ten lokal był jedyny w swoim rodzaju.