Nowość wydawnictwa Zysk i S-ka

Nowość nie po naszej linii, ale książka Roberta Gwiazdowskiego, którego cenię za inne od zwyczajowych spojrzenie na gospodarkę i finanse.
Tym razem pisze o tym, co powinno interesować nas wszystkich - o naszych emeryturach.

Emerytalna katastrofa i jak się chronić przed jej skutkami. 

Napisana ze swadą, językiem niespotykanym wśród naukowców, książka "Emerytalna katastrofa" uświadamia nam coś, co podświadomie czujemy, ale wypieramy z naszej świadomości – że emerytury otrzymywane od państwa będą raczej głodowe i państwo tego nie zmieni.

Zmienić to możemy tylko my sami. Oszczędzając niezależnie od państwa i jak najdalej od jego „długich rąk”.  „«Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli» – powiada Pismo. Najwyższa pora na poznanie prawdy o polskim systemie emerytalnym. Skoro – jak twierdził Goebbels – «kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą», to może prawda powtórzona tysiąc razy się obroni” – pisze były Przewodniczący Rady Nadzorczej ZUS. I dodaje: „Umiesz liczyć – licz na siebie”. Ale książka to nie tylko krytyka rządu, ZUS i OFE. To także wiele pomysłów na to, jak się bronić przed „Emerytalną katastrofą”.

 Ze wstępu:

 „Widmo straszy dziś Polskę. Widmo zbankrutowanego systemu emerytalnego i widmo podwyższenia i zrównania wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn, aby ratować się przed widmem bankructwa. Czy to nas uratuje przed emerytalną katastrofą? Niestety nie! A czy coś uratować nas może? Owszem. I o tym jest ta książka”.
 

Robert Gwiazdowski jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem Uczelni Łazarskiego, adwokatem i doradcą podatkowym. Od 2004 roku jest Prezydentem Centrum Adama Smitha – Pierwszego Niezależnego Instytutu Badawczego w Polsce. Był krytykiem reformy emerytalnej z 1999 roku i obowiązku przynależenia do Otwartych Funduszy Emerytalnych. W latach 2006-2007 pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej ZUS. Zasłynął wówczas „Listem otwartym do ubezpieczonych” , w którym zalecał, żeby nie liczyć na państwo i emerytury z ZUS czy z OFE, tylko na siebie. Dziś, na kolejnym etapie „reformowania reformy” emerytalnej przez rząd, te słowa wydają się prorocze.