Król Artur i rycerze Okrągłego Stołu – Roger Lancelyn Green

Król Artur i cała ta reszta

Anna Szumacher

Witajcie w świecie wielkich przygód, w tajemniczym królestwie Logresu. Zasiądźcie przy olbrzymim okrągłym stole, nie gapcie się za długo na urodziwą królową i posłuchajcie opowieści o grupie rycerzy-idiotów i ich coraz bardziej absurdalnych przygodach…

No dobra, a teraz serio. Oto opowieść o legendarnym królu Arturze i jego rycerzach. Czasami bywali idiotami i mieli absurdalne przygody, ale w sumie to grupa fajnych chłopaków, którzy zabiorą was na jazdę bez trzymanki po tekstach tak starych, że aż strach. Wbrew pozorom wstęp do tego tekstu nie zapowiada recenzji jakiegoś współczesnego dzieła będącego parodią oryginału. Pochylimy się nad przetłumaczonym w 2018 roku na język polski tekstem Rogera Lancelyna Greena z roku 1953. Ten zaś zebrał legendy o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, posługując się głównie tekstem z XV wieku przypisywanym sir Thomasowi Malory’emu. On swoje dzieło „nadpisał” z tekstów średniowiecznych romansów francuskich i angielskich z XII wieku (tutaj autorami wartymi wspomnienia są Chrétien de Troyes i Geoffrey z Monmouth). To „nadpisanie” tekstów wcześniejszych jest ważne głównie ze względu na przygody związane ze Świętym Graalem, ponieważ w XII wieku nie był on w żaden sposób związany z chrześcijaństwem, natomiast po przeróbce Malory’ego wszystko zaczęło kręcić się wokół Jezusa – my dostajemy właśnie taką wersję późniejszą i trochę szkoda, że autor książki nie dołączył także wersji oryginalnych, by czytelnicy mogli porównać wersje okołoceltyckie z tymi kościelnymi. Pozostaje wam grzebanie w bibliotekach i czytanie tekstów staroangielskich w oryginale, co jest szalenie ciekawym i zajmującym zajęciem. Bez sarkazmu.

Pomijając ten nieco nachalny element, otrzymujemy książkę, która jest jednocześnie bardzo dobra i bardzo zła. Roger Lancelyn Green zrobił co mógł, opierając się na konkretnych dziełach. Tłumacz na polski Ładysław Jerzyński (pseudonim Jerzego Łozińskiego, odpowiedzialnego między innymi za legendarne tłumaczenie „Władcy Pierścieni”) także zrobił co mógł, choć przy niektórych stylizacjach chyba jednak lekko przesadził. I wyszło co wyszło.

A teraz konkretniej o tym dlaczego dobre i złe przenika się w tym zbiorze legend. Przede wszystkim podczas czytania należy pamiętać, że teksty te mają między pięćset a osiemset lat i ludzie wtedy inaczej rozumieli świat. Co innego wydawało im się honorowe, bohaterskie czy zwyczajnie wspaniałe. Powtarzałam to sobie przez pierwsze kilkadziesiąt stron czytania części ukrytej pod tytułem „Artur królem”, kiedy odpalałam jeden facepalm od drugiego, zastanawiając się przy tym, jakim cudem ten domorosły kretyn Artur stał się świetlistą i legendarną postacią, kształtującą całkiem spory wycinek współczesnej kultury i popkultury. Merlin jest wyłącznie irytujący, a nie mądry i stonowany. Także rycerze nie należą do zbyt inteligentnych ludzi, a może po prostu nikt im nie powiedział, jak się używa mózgu. Jednak kiedy przedrzecie się już przez Księgę Pierwszą wsprowadzającą do całej historii, kolejne części, czyli „Rycerze Okrągłego Stołu” (Księga Druga), „Poszukiwanie Świętego Graala” (Księga Trzecia) i „Artur odchodzi” (Księga Czwarta) czyta się całkiem przyjemnie, bo skupiają się na konkretnych przygodach i wydarzeniach, choć powtarzalność pewnych schematów nieco męczy. Jeśli jednak uznamy, że nie jest to jeden spójny tekst, tylko zbiór zamkniętych mikroopowieści dla wędrownych trubadurów, którymi zabawiali możnych i mieszczan gdzieś w mrokach średniowiecza, nagle dostajemy dzieło, które ma ręce i nogi. Informacje muszą się powtarzać, bo nikt nie wysłuchiwał całej książki na raz. Czasami taki bard dostawał zamówienie na supernaturalny romans o sir Gawainie i lady Ragnell, a kiedy indziej na poemat o walecznym sir Galahadzie. Musiał wprowadzić słuchaczy w temat, w historię postaci i zawrzeć pod koniec jakiś morał, podsumowanie lub skrót dalszych dziejów danego bohatera. I wtedy to, co obecnie możemy uznać za największe wady książki, okazuje się jej zaletami.

Koniec końców jest to publikacja, którą warto mieć na półce choćby po to, by od czasu do czasu przeczytać jedną z opowieści ze spójnego uniwersum. Wtedy okazuje się to całkiem udaną lekturą. O ile „Król Artur…” nie zadowoli wszystkich, o tyle w Polsce zostały wydane zebrane przez tego samego autora, „Mity skandynawskie” i to jest już książka, którą powinniście przeczytać na bank.


Tytuł: Król Artur i rycerze Okrągłego Stołu
Tytuł oryginalny: King Arthur and His Knights of the Round Table
Autor: Roger Lancelyn Green
Tłumacz: Ładysław Jerzyński
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: 27 listopada 2018
Liczba stron: 390
ISBN: 9788381164955