Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

KONKURS OKUPOWY - TEKST IV

Ocena: 
0
Brak głosów

Zapłata

A niech to! Ból głowy rozsadza mi czaszkę; jakby ktoś przywalił mi kijem. Na dodatek ciemno tu i ciasno. Gdzie ja do cholery jestem?!

Dopiero co siedziałem przy biurku i przeglądałem sprawozdania z ostatniego miesiąca.

No dobra, Bernard, weź się w garść. Przecież z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.

Auć! Ścianki są drewniane, to na pewno, bo właśnie dorobiłem się drzazgi w palcu.

- Wypuśćcie mnie! – wydzieram się, uderzając pięścią w moje więzienie.

- Spokój! – słyszę po chwili głos. Jest potężny i donośny.

- Wypuśćcie mnie! – powtarzam. – Bardzo grzecznie o to upraszam.

Tym razem nie ma odpowiedzi, tylko kilka mocnych uderzeń w wieko. Są wystarczające, żebym poczuł nieprzyjemne wibracje.

Zaczynam podejrzewać, że mój gospodarz, a być może nawet gospodarze nie są do mnie zbyt przychylnie nastawieni. Wsadzili mnie do wilgotnej, drewnianej skrzyni. Jest ciasno, ciemno i gorąco, a co najważniejsze nie podali mi aperitifu na powitanie. Kiedy tylko mnie wypuszczą... jeśli wypuszczą, natychmiast zacznę przyuczać ich odnośnie podstawowych zasad savoir-vivre’u.

Dotykam rękoma poszczególnych części skrzynki w poszukiwaniu luźnych części, które pomogłyby mi uciec, ale znajduję jedynie metalowe elementy. Zaczynam podejrzewać, że skrzynia może być wzmocniona okuciami. Czy to miejsce właściwie spełnia wymagania norm europejskich? Ostatnio słyszałem, że nawet kurom przyznano prawo do większych klatek. Chociaż one mają jeszcze gorzej... muszą siedzieć tam całą gromadą, a ja przynajmniej dostałem lokal jednoosobowy.

Jak mam się stąd wydostać?! Dlaczego właśnie ja? Jestem nikim... i nikomu nic nie zawiniłem. To niedorzeczne.

- Słyszycie! To musi być pomyłka! – wydzieram się w głos, aby moi porywacze słyszeli. – Nie jestem tym, kogo szukaliście!

- Siedź cicho! – mój oprawca próbuje mnie uspokoić, ale raczej nie nadawałby się na terapeutę.

- Zaraz będziesz wolny – odzywa się drugi porywacz, którego do tej pory chyba nie było w pokoju. Jego słowa są jak kojący balsam.

- I jak, Nerwus? – pośpiesznie rzuca pierwszy.

- Mam walizkę z kasą. Otwórz skrzynię, to go wypuścimy.

Słyszę, jak pierwszy porywacz zbliża się do mnie. Zaraz im powiem, co o tym wszystkim myślę. Nawet jako nikt zasługuję na szacunek i obowiązują przecież jakieś zasady kulturalnego zachowania. Ale im wygarnę!

- Piącha, tylko ostrożnie.

- Spoko koko, szefie.

Moich uszu dochodzi nieprzyjemny dźwięk skrzyni otwieranej łomem.

W pierwszej chwili oślepia mnie blask, a później czuję, jak ktoś – przypuszczam, że to Piącha – łapie mnie za kołnierz i jak rzecz wyjmuje z mojego więzienia.

Stawia mnie na ziemi, ale nogi, skulone i zdrętwiałe, nie są w stanie utrzymać ciężaru mojego ciała. Upadam z hukiem.

- Kur... – zacinam się na moment, gdy tylko orientuję się w niestosowności mojego zachowania. – Och, najmocniej panów przepraszam za mój język. Nie wypada tak. Cóż za nietakt z mojej strony.

Odzyskuję wzrok i widzę dwóch mężczyzn w kominiarkach. To jednak nie przeszkadzam mi, ponieważ w ich oczach daje się zauważyć zmieszanie.

- Co ta ciota plecie? – mówi ten, którego prawdopodobnie zwą Piącha. Wnioskuje to z głosu, zasłyszanego wcześniej i ogromnych niczym zwierzęcych łap, ale nigdy nie można być dość pewnym.

- Czy to ważne? Mamy kasę to i on nam już nie jest potrzebny – odpowiada Nerwus.

- Panowie, chciałem wam powiedzieć, że bardzo niegrzecznie postępujecie – rozpoczynam lekcję dla początkujących. – Każdy powinien znać zasady etykiety i się do nich stosować. Tak, tak – Pokazuję na nich palcem. – Nawet gangsterzy! Jesteśmy przecież w Europie. Mieszkamy w cywilizowanym kraju, a nie krainie dzikusów. Protokół powinien zostać zachowany również przy porwaniach, a panowie niestety go nie dopełniliście.

- Cicho być, wykształciuchu! Ciesz się, że żyjesz.

Nerwus otwiera duży, skórzany neseser.

- Do jasnej Anielki! – krzyczy ze zdenerwowania. Uśmiecham się do siebie, bo mam wrażenie, że to dzięki mnie te brutale nauczyły się trochę ogłady. – Co to ma być?!

Widzę, jak wyjmuje spory plik spiętych banknotów i wertuje je. Jego twarz staje się coraz bardziej czerwona. W końcu nie wytrzymuje i z zamachem rzuca nimi o ścianę. Rozsypują się po pomieszczeniu. Wygląda na to, że są nadrukowane tylko z jednej strony.

- Oszukali nas?! – dziwi się Piącha.

Nerwus nic nie odpowiada. Wyjmuje wąski kawałek papieru i studiuje go uważnie, jakby chłonął każdą literę.

Spogląda na mnie groźnie, marszcząc czoło, po czym wyjmuje broń i celuje we mnie.

- Chyba twój stwórca cię nie kocha.

- Stwórca? Jaki znowu stwórca? Odkąd pamiętam jestem ateistą!

Broń wypala, a ja czuję, jak uchodzi ze mnie życie. Żegnaj okrutny, źle wychowany świecie!

***

Ciało porwanego osunęło się na podłogę. Z lufy wydobywała się jeszcze smuga dymu, kiedy Nerwus chował pistolet.

- Co zrobiłeś?! – wrzasnął Piącha. – Mogliśmy zażądać więcej i pogrozić, żeby wiedzieli, że nie z nami takie numery!

Nerwus pokręcił głową i bez słowa podał swojemu koledze kartkę.

Wspólnik nie mogąc w pierwszej chwili uwierzyć, odczytał na głos:

- Nie płaci się oryginałami za kopię.

Odpowiedzi

...i nie rozumiem. Durna-m w kwestii, o co chodzi. Nie tego porwali? Klona? Gość porwany to przygłup jest? I innej bajki?
Słowo - nie ogarniam!
O, wiem! przypomina mi to konwencje filmów z Kevinem samym w różnych miejscach. Absurdalność sytuacji, kretyństwo porywaczy, zastrzelony powinien ożyć (nie trafiliby na przykład), żeby zrobić puentę.

Zmiana narracji posłużyła dla zbudowania puenty jakiejkolwiek, bo najwyraźniej historia ledwie dychała już dramaturgicznie.

Hm, niby wiem, skąd takie absurdalne zachowanie porwanego. Ten spokój, chęci pouczania tych złych etc. Tylko... Taki zabieg, który zrobiłeś/zrobiłaś, jest w sumie trudny, by brzmiał naturalnie i nie zgrzytał. A tu mi zgrzytał, coś było nie tak. Kiedy się czytało widać było zamiar, ale nie do końca wyszło.
Ostatnie zdanie: "Nie płaci się oryginałami za kopię" zgrabnie zamyka całość

I ech... zaczynam obawiać się, że jak otworzę lodówkę, to por też zacznie mówić: spoko koko, możesz mnie zjeść.

Podobał mi się ten szort - Autor/Autorka sprytnie zwodzi czytelnika. Językowo poprawne, końcówka logicznie domyka całość, zmiana narracji pełni ważną funkcję przedstawienia nietypowego głównego bohatera. Tekst należy do gatunku "że też się tego od razu nie domyśliłem", co jest sporą zaletą, tym bardziej w krótkiej formie.