KONKURS OKUPOWY - TEKST III

Ocena: 
0
Brak głosów

Okup

Trząsłem się jak osika. Tym razem ja miałem przekazać wiadomość, a Faria nie lubiła złych wieści. Nie zgłosiłem się na ochotnika, wyciągnąłem jedynie krótszą nitkę, pech i tyle. Starałem się trzymać prosto, jednak ciało drżało, a nogi same się uginały. Byłem tchórzem, zawsze unikałem zadań mogących mi zaszkodzić, tym razem nie miałem wyjścia. Nie należałem do osób, które z chęcią zginą za honor, czy inne takie pierdoły. Niestety porządni słudzy zginęli dawno, zostali jedynie tchórze tacy jak ja, losujący między sobą o zaszczyt przekazania wieści Farii. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, czy będzie to dobra, czy ta zła wiadomość. Z przerażeniem zauważyłem na skórzanej oprawie tuby ciemniejsze ślady pozostawione przez pot. Za mniejsze rzeczy ludzie ginęli.

– Dobrze, możesz odejść.

Przeżyłem. Cud. Odwróciłem się, by jak najszybciej zniknąć z oczu Farii i cieszyć się szczęściem. Tym razem los był łaskawy.

– Stój. Pójdziesz jednak ze mną.

– Tak, pani – odruchowo odpowiedziałem, lecz w tym momencie czułem się, jakbym spadał w przepaść. Zapomniałem jak się oddycha, a zwieracze ledwie powstrzymałem resztkami woli. Jednak los mi nie sprzyjał. Powoli odwróciłem się, a zaraz potem ukłoniłem głęboko. Szybkim krokiem poszedłem za Farią, starając się przy tym stąpać jak najciszej i opanować narastającą panikę. Nie czułem się na siłach aby dziś umierać.

– Wypuść mnie! Słyszysz?! – Siria nie pamiętała już jak długo waliła w kraty, ale ani krzyki, ani hałas, nic nie wzruszało strażnika. Odkąd wylądowała w tej celi, nie odezwał się ani słowem. Miała wrażenie, że boi się bardziej niż ona. – Słuchaj, chcesz okupu? Ojciec da więcej. Naprawdę! Spójrz chociaż na mnie! – wrzasnęła nie widząc żadnej reakcji. Zrezygnowana opadła na glinianą podłogę. Nie wiedziała co ma zrobić, na co liczyć, czego się spodziewać. Podejrzewała, że chodzi o okup, ojciec był dość wpływową i bogatą osobą. Nikt tego nie potwierdził, ale w takim razie po co obcinaliby jej włosy? Strażnik w niczym nie przypominał ochrony ojca, dryblasów, których sama się bała. Był chudy, nie szczupły, ale po prostu chudy. Może była to wina zbyt luźnej kamizelki, która prócz krótkiej przepaski na biodrach, stanowiła jedyne odzienie. Szczerze mówiąc, wyglądał jak niewolnik niewolnika ojca, o którym zapominało się jeszcze podczas patrzenia. Miała nadzieję, że uda się go przekupić.

– Słyszysz mnie?! Mój ojciec da wszystko, czego zechcesz! Uwolnij mnie! – zawołała, jednak krzyk zagłuszył zgrzyt przekręcanego klucza w drzwiach.

– Witaj słoneczko.

Nie widziała twarzy, ale ten głos, słowa... tylko jedna osoba na caluśkim świecie tak do niej mówiła. Dawno temu.

– Mama? – spytała niepewnie, ale po chwili krzyknęła: – mamo! Uważaj! Uwięzili mnie tu i chcą...

– Okupu? Tak słoneczko, słyszałam co mówiłaś przed chwilą i w pełni się z tym zgadzam. Ojciec na pewno nie pozwoli cię skrzywdzić.

Siria patrzyła zupełnie zaskoczona na matkę. Ojciec wiele razy powtarzał, że urodę odziedziczyła właśnie po niej, smukłą sylwetkę, jasną karnację, ciemny błękit oczu i głębokie spojrzenie. Jednak teraz widziała, jak wiele dostała po nim. Matka mimo niezaprzeczalnego piękna, wydawała się być… ostra. Już samo patrzenie na nią raniło oczy, a jej dotyk z pewnością kaleczył. Jasna skóra niemal lśniła, a białe włosy upięte gładko w koka jedynie pogłębiały to wrażenie, od razu przychodziła na myśl Królowa Lodu z bajek, jakie opowiadała jej niania przed snem. Nie miała nic z delikatności jaką powinna mieć matka.

– Nie patrz na mnie takim wzrokiem. Słoneczko, nie bierz tego do siebie, to tylko interesy pomiędzy mną i twoim ojcem.

– Porwałaś mnie w zamian za okup? – Siria zadrżała słysząc ton głosu matki, jednak mimo to zadała pytanie. – Dlaczego?

– Widzisz, twój ojciec ma coś, co należy do mnie. – Faria uniosła przy tym palcem medalion zawieszony na szyi. - Poznajesz?

– Ojciec ma taki sam, mówił że to pamiątka po tobie…

– Zapewne… – Faria urwała dostrzegając kątem oka skradającego się sługę. – Czego?! – warknęła zirytowana. Opanowała się jednak i odebrała ciemny worek, trzymany w trzęsących się rękach, z którego kapała ciemna ciecz. Zajrzała do środka, po czym odrzuciła go z wściekłością na bok. – Widać obie, słoneczko, myliłyśmy się co do zamiarów twojego ojca – ostatnie słowa wypluła z nienawiścią. – Nie zamierza spełnić mojego żądania. Musimy zatem przesłać mu kolejną wiadomość, prawda?

Siria przytaknęła, przerażona zmianą jaka zaszła w Farii. Czuła, że matka mogłaby zabić samym wzrokiem.

– Powiem mu wszystko co chcesz…

– Zapewne. Dostarczysz mu osobiście wiadomość. I nie bierz tego do siebie. To tylko interesy. – Faria podeszła do dziewczyny z uśmiechem, który zapewne miał budzić zaufanie, a wzbudzał jeszcze większe przerażenie, po czym wykonała drobny gest dłonią, a głowa dziewczyny opadła na podłogę. – Ty! Zaniesiesz ją do Pegra, razem z tą wiadomością: „Zdobędę medalion za wszelką cenę. Zastanów się, czy będziesz w stanie ją zapłacić.” Zrozumiałeś?

– Tak, pani.

– Dobrze. A ty – wskazała drugiego sługę – posprzątaj tu.

Odpowiedzi

Nie zauważyłam zmiany charakteru narracji. To źle? Źle.
Musiałam wrócić i zastanowić się, co takiego ważnego sprawiło,że powinnam poznać głębię doznań niewolnika. Głębię nie na tyle istotną, by pogłębić historię Farii, Sirii i medalionu. Więc sądzę, że właśnie ten narracyjny myk spłaszczył opoiweść, zabierając przestrzeń rzeczom istotnym.

Coś tu poszło nie tak.
Pierwsza część (sługi) była nawet przyjemna do czytania i czuć było jego emocje. Druga (zakładniczki)... tak, tu jest coś nie tak. Niby wiadomo o co chodzi, ale niektóre zadania owijają się wokół ogólnego sensu i, dobra napiszę po prostu, że musiałam czytać dwa razy, żeby dotarła do mnie pełnia sytuacji, w której znalazła się Siria.

A, przy zmianie narratora warto byłoby dać dodatkowy enter, jakieś gwiazdki czy coś, dla lepszej czytelności.