KONKURS OKUPOWY - TEKST I

Ocena: 
0
Brak głosów

Gambit

Mały, kilkuletni chłopiec spokojnie bawił się klockami. Siedząca obok młoda kobieta pomagała dziecku w budowie olbrzymiego domu z klocków. Zrozpaczona Maria, widząca ten sielankowy obrazek, pragnęła wziąć chłopczyka na ręce, przytulić i uciec. Niestety, póki co mogła oglądać swojego syna tylko na ekranie monitora.

- Sama pani widzi, że nic mu nie jest. Zapewniam mu bezpieczeństwo i całodobową opiekę. - Posiwiały mężczyzna w wieku około pięćdziesięciu lat spokojnym głosem mówił do kobiety.

- Jeśli coś mu się stanie... - załamanym głosem powiedziała Maria, jednakże rozmówca pokiwał ze zniecierpliwieniem głową i rzekł:

- Gwarantuję pani, że przez najbliższy miesiąc włos mu z głowy nie spadnie, a ja postaram się, by pobyt tutaj miło wspominał. Oczywiście, jeśli się dogadamy.

- Czego pan ode mnie oczekuje? - spytała Maria. Jej głos drżał. - Przecież pan ma miliony, a ja prawie nic. Czego do cholery pan chce?

- Pieniądze? Zgadza się, mógłbym kupić za nie dużo. Bardzo dużo. Tylko widzi pani, bardzo dużo nie jest synonimem słowa „wszystko”.

Maria ze zdziwieniem zauważyła, że po wypowiedzeniu tych słów mężczyzna nagle nieco się przygiął, a jego twarz w ułamku sekundy postarzała się o kilka lat.

- Jeśli pani podpisze ten papier, dzieciak będzie wolny. Ma pani miesiąc na zastanowienie się. Miesiąc, bo potem tak czy siak będzie już za późno. Pani zależy na własnym synu, mi na moim. Jeśli chce odzyskać pani dziecko... - nie dokończył. Nie musiał kończyć.

- To szantaż! - krzyknęła kobieta. Jednakże gospodarz przecząco pokiwał głową. - Powiedzmy, że to forma okupu. Niestety, tylko tak mogę powalczyć o swoje dziecko. Niech mi pani uwierzy, gdyby była inna możliwość, skorzystałbym z niej bez zastanowienia. Niestety, w tym chorym kraju nie wystarczy być bogatym.

- I dlatego porwał mi pan syna?

- Dlatego – odrzekł siwowłosy mężczyzna. - Musi mi pani pomóc. Obawiam się zresztą, że nie za bardzo ma pani wyjście.

Podszedł do ozdobnego, mahoniowego biurka i podniósł żółtą teczkę. Powoli ją otworzył, jeszcze raz przeczytał krótki tekst i podał papier kobiecie.

- Proszę się z tym zapoznać. I podpisać. Mam nadzieje, że uczyni to pani jak najszybciej.

Czytając słowa zapisane na kartce papieru Maria pobladła. Jej dłonie zaczęły drżeć a w głowie zawirowało.

- Ty skurwysynu! - krzyknęła. - Nie zrobię tego, nie zrobię! Rozumiesz?!

Mężczyzna spoglądał na nią ze spokojem.

***

Wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić, wciąż nie mogę zrozumieć. Nie jestem w stanie poruszyć żadną częścią mego ciała, jedyną rzeczą, którą odczuwam jest ból. Nieznośny, falujący ból.

Trwam w pułapce myśli, tysiąckrotnie w ciągu minuty zastanawiając się, czy on w końcu przeminie. Pozbawiono mnie nawet możliwości zdecydowania o swoim losie. Zamknięty w martwym ciele nie mam żadnego wpływu na swój los. Tak bardzo pragnę obudzić się, tak bardzo pragnę umrzeć...

Mogę tylko rozmyślać. Czasem obrazy, tworzone przez neurony mojego obumierającego mózgu, wymykają się spod kontroli. Obrazy stają się nierealne, fantasmagoryczne. Może wtedy śnię?

Często widzę w nich matkę. Wiem, że przychodzi tu do mnie. Te wizje na chwilę koją ból, czuję dziwną mieszaninę smutku i miłości. Odwiedza mnie i opowiada, co się zdarzyło, jak bardzo mnie kocha i jak bardzo za mną tęskni. Dziś jednak wyczuwam tylko smutek.

Wiem, mamo, wiem co chcesz powiedzieć. Wiem, że nigdy tego nie zrozumiesz, ale twoja decyzja ukoi me cierpienie. Wiem, że ktoś potrzebuje mego serca, mych płuc. Wiem, że ta decyzja uratuje mego brata i kogoś jeszcze. Więc cieszę się, że się zgodziłaś. A ja...

W końcu zasnę bez bólu...

Odpowiedzi

Fajny pomysł na opowieść. Zazdroszczę...

...i kijem bym dała po dupsku za zepsucie zabawy czytelniczej.
Pierwszy fragment - sztuczny i drętwy, emocje zagrane bohaterami jak aktorami w niemym kinie - z przesadą i egzaltacją. Drugi - pierwszoosobowy frazesem uszyty na frazesie. Eeeee...

Na plus - zmiana narratora stanowiła(by) tutaj ważny element konstrukcyjny dramaturgii, była (by) motywowana

Aż tak źle, jak Natasza tego tekstu nie odebrałam (kino lat 80', ale nie nieme ;) )
I fakt, rzeczywiście fajny pomysł, zastanawia mnie tylko ten starszy facet, jakie on musi mieć w sumie niezłe sumienie (tak serio, przeca mógł skorzystać z czarnego rynku). To mnie trochę zastanawia.

I został poruszony, gdzieś tam w tle, wciąż kontrowersyjny w sumie temat eutanazji, co w sumie na plus (to nie jest nadinterpretacja, hope so) ;)

Pomysł jest świetny i drugi fragment podobał mi się, a zwłaszcza końcówka.
Można mieć zastrzeżenia, że potrzebni są lekarze i to właśnie oni zazwyczaj rozmawiają z rodziną dawcy o pobraniu narządów. Rhei_Dao_Van, wydaje mi się, że bardziej o to chodzi niż o eutanazję. Przy eutanazji, mógł normalnie (chyba) powiedzieć matce, co czuje, a z tekstu wynika, że nie może. No i "Zamknięty w martwym ciele", czyli podejrzewam śmierć pnia mózgu.

Ale nie potrafię przekonać się do wykonania części pierwszej. Jest drętwo, dialogi są kiepskie sporo powtórzeń i ten starszy facet jakoś dla mnie mało wiarygodny. Niby porywa, a tłumaczy się jak...
I właściwie po co porwał? Przecież dałoby się to zrobić legalnie.