Nieśmiertelny Iron Fist: Historia Żelaznej Pięści – Matt Fraction, Ed Brubaker, David Aja i inni

„W niezapomnianym roku 1905, w Mandżurii...” czyli jak to drzewiej bywało

Maciej Rybicki

Od razu na wstępie chciałbym zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze będzie bardziej osobiście niż zazwyczaj. Po drugie przyznaję, że względem samej postaci Iron Fista mam dość mieszane odczucia. Z jednej strony Danny Rand to klasyczny komiksowy koncept z lat 70. – niezłe połączenie bohatera rodem z filmów kung-fu z typowym trykociarzem. I świetnie – sparowanie go z Lukiem Cagem i zbudowanie wokół tej postaci całej skomplikowanej mitologii czyni z niego jednego z fajniejszych bohaterów w ogromnym portfolio Domu Pomysłów. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że to taki typ bohatera, w przypadku którego istnieje spore ryzyko, iż scenariusze zaczną po jakimś czasie zjadać własny ogon. Po prostu, szufladka z której został wyjęty jest, co tu gadać, dość wąska. I nawet fakt bycia „bardzo-bardzo cool” może okazać się niewystarczający. Z czasem zacząłem się jednak do Danny’ego przekonywać, tak za sprawą klasycznego „Poszukiwania Coleen Wing”, jak i współczesnego „Nieśmiertelnego Iron Fista” tercetu Matt Fraction, Ed Brubaker i David Aja. Tyle że tu pojawia się kolejne „ale”… tym razem dotyczące już samego komiksu.

Pierwszy tom serii, choć bardzo dobry, nie sprawił, że kapcie mi pospadały, a włos na głowie się zjeżył. Ot, był niezłą wariacją na temat konwencji kung-fu z lekką dozą bardziej klasycznej akcji. Co innego druga odsłona serii, która przyniosła nam znany z klasyków kina kopanego motyw turnieju, okazała się (przynajmniej w moich oczach) strzałem w dziesiątkę. Było pomysłowo, klimatycznie i dynamicznie. Jednocześnie dzięki pielęgnowaniu mitologii postaci album ten miał klimat, którego ze świecą szukać w jakimkolwiek innym komiksie. Nie ukrywam więc, że na tom trzeci czekałem dość niecierpliwie. No więc dostałem go w ręce, przeczytałem za jednym zamachem i… nieco się zdziwiłem. A mówiąc wprost – rozczarowałem. Zamiast pociągnąć fabułę serii choć trochę do przodu, autorzy po zaledwie kilkunastu zeszytach regularnego wydania postanowili zagłębić się w retrospekcjach. I pewnie byłoby to do wytrzymania, gdyby nie fakt, iż wydanie zbiorcze uzupełnia te retrospekcyjne wtręty… kolejnymi retrospekcjami. Ba! Dokładają nawet archiwalia w postaci przypomnienia genezy postaci z lat 70.! W trzecim tomie! Nie piątym, nie siódmym. TRZECIM, gdy fabuła serii ledwie zdążyła się wykrystalizować i rozkręcić. No więc na moje oko coś tu jest nie tak z pomysłami tych, bądź co bądź znakomitych, twórców.

No dobra, ale czy faktycznie Marvel tak szybko zafundował czytelnikom zbuka? Na szczęście nie. Zasadnicza część komiksu potrafi się obronić całkiem nieźle. Dostajemy bowiem kilka epizodów z przeszłości obrońców K’un-Lun – w tym Orsona Randalla, bezpośrednio związanego z rodziną Danny’ego. I to chyba historia z nim w roli głównej stanowi najmocniejszy punkt albumu. Dynamiczna, klasycznie przygodowa (wręcz pulpowa), bogata w kulturowe nawiązania, w której autorzy świetnie bawią się kliszami. Niektórym może przeszkadzać kalejdoskop rysowników, który rzuca się w oczy za sprawą bardzo zróżnicowanej w stylistyce oprawy graficznej, ale skoro pojawia się kilka stron narysowanych przez Mike’a Allreda, jestem kupiony (nawet trzymając się opinii, że Iron Fist w wykonaniu Davida Aji prezentuje się wyjątkowo dobrze). Pozostałe historie ni grzeją, ni ziębią, trochę więc szkoda zmarnowanego potencjału. Tym bardziej, że zamieszczony w zakończeniu przedruk originu Danny’ego wydaje się być niczym więcej jak zapchajdziurą. Wynika to choćby z faktu, że nawet z lektury dwóch wcześniejszych albumów jesteśmy w stanie dowiedzieć się o przeszłości bohatera całkiem sporo.

Jak widać powyżej trzecia odsłona „Nieśmiertelnego Iron Fista” okazuje się być pozycją dość kontrowersyjną, przynajmniej jako część konkretnej serii. Zbyt mało tu rozwoju akcji, zbyt dużo wspominek bez większego wpływu na wydarzenia bieżące. Obawiam się, że „Historia Żelaznej Pięści” może służyć za modelowy przykład tego, jak nie wprowadzać retrospekcji do zasadniczej fabuły. Dostaliśmy ich bowiem za wiele, a do tego bez ładu i składu. Zamiast budować kontekst, rażą chaosem. Szkoda tym bardziej, że jako drobniejsze epizody mogą się sprawdzić nie najgorzej – szczególnie historia z Orsonem Randallem. Cóż, pozostaje tylko mieć nadzieję, że tomy czwarty i piąty napisane przez Duane’a Swierczynskiego wypadną lepiej i domkną historię… o ile Mucha zdecyduje się je wydać.

Tytuł: Historia Żelaznej Pięści
Seria: Nieśmiertelny Iron Fist
Tom: 3
Scenariusz: Matt Fraction, Ed Brubaker, Roy Thomas, Len Wein
Rysunki: David Aja, Gil Kane, Larry Hama i inni
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Immortal Iron Fist, vol. 3: The Book of Iron Fist (Immortal Iron fist #7, 15-16, Immortal Iron Fist: Orson Randall And The Green Mist Of Death, Immortal Iron Fist: The Origin Of Danny Rand)
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 160
Format: 180x275 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-65938-25-1