Oczy pełne szumu – Dawid Kain

Piekło na pełny regulator

Marcin Knyszyński

W „Zaginionej autostradzie” Davida Lyncha ktoś podrzuca bohaterom kasety video, na których mogą zobaczyć wnętrze ich własnego domu. Ktoś naruszył ich domowy mir, ktoś wszedł z butami w ich prywatność. Te, przybrudzone śniegiem białego szumu, nagrania były punktem zwrotnym fabuły, pęknięciem na granicy pomiędzy światem realnym i wyimaginowanym. Podobna rzecz dzieje się w powieści Dawida Kaina, wydanej właśnie przez Wydawnictwo IX. „Oczy pełne szumu” to mocno zredagowana, poprawiona i rozszerzona wersja książki „Prawy, lewy, złamany”, która pojawiła się na rynku już jedenaście lat temu.

Kraków, ponura dzielnica z budynkami wybudowanymi w czasach PRL-u, przesiąknięte smogiem, smutne i nudne blokowisko. „Szklana pogoda”, bijąca z okien każdego popołudnia i wieczora, nie jest wymuszona żadną zewnętrznie stanowioną godziną policyjną – to zmęczeni rzeczywistością i samymi sobą ludzie ochoczo przykuwają się do telewizorów. Już na początku poznajemy czwórkę głównych bohaterów powieści. Anka, osuwająca się w depresję po rozstaniu z chłopakiem, ciągle zła na cały świat studentka filozofii. Paweł, ochroniarz z pobliskiej dyskoteki, mały człowieczek w kostiumie cwaniaka, podkochujący się w Ance. Andrzej, nastolatek żyjący od lufki do jointa i od pały z matmy do pały z polaka. I w końcu Olek, dziennikarz muzyczny, były Anki, który nie wytrzymał jej zaborczości, a teraz nie wytrzymuje ignorancji swojego szefa, nieznającego się na muzyce.

Paweł i Anka odkrywają, że na kanale numer dwadzieścia trzy lokalnej kablówki lecą relacje z życia mieszkańców osiedla – również ich samych. Wszystko live, na zasadzie ukrytej kamery, której nigdzie nie mogą znaleźć. Z czasem programy stają się coraz bardziej psychodeliczne, hipnotyzujące i przerażające. Andrzej, zamiast uczyć się do sprawdzianu z bioli, zalicza prawdziwy „bad trip” po skunie – i co najgorsze, przerażające wrażenie fałszu otaczającej go rzeczywistości trwa nadal, nawet gdy środki psychoaktywne przestają działać. Olek trafia na trop tajemniczej rockowej kapeli o nazwie „Statyści”, której muzyka dosłownie zmienia jego postrzeganie świata. Dawid Kain przeplatając wątki wszystkich bohaterów, snuje opowieść o zawieszeniu między światami, o próbach wyzwolenia się z piekła, które wyje na pełny regulator.

Czcij kablówkę swoją! Telewizor w powieści Dawida Kaina jest ołtarzem, złotym cielcem nowoczesnego świata. Zmęczeni i sfrustrowani ludzie leżą przed nim pokotem, przyjmując komunię z telewizyjnej papki, która, przeżuta i połknięta, zostaje często zwrócona nocą w postaci koszmarnych snów. Telewizja to odmóżdżający eskapizm, zaspokojenie niepohamowanego voyeuryzmu, upust dla żądz, które nigdy nie znajdą ujścia – to cały alternatywny, uzależniający świat. Ludzie uciekają od rzeczywistości, zawijają się w kokony, otorbiają się we własnych prywatnych wszechświatach – pojawiają się depresje, samotność, brak empatii, egoizm, intelektualna pustka. Z kończyn wyrastają sznurki, za które szarpie niewidzialna siła. A w środku każdego takiego kokonu, pozbawionego wentylu bezpieczeństwa, narasta frustracja, kipi wściekłość i żal – to więzienie bez drzwi i okien.

Na takie światy musi w końcu przyjść koniec, zaś Dawid Kain sprowadzając na nie jednostkowe apokalipsy, wpisuje doświadczenia wszystkich bohaterów w jedną wielką opowieść o demaskacji świata, w którym żyjemy. Świata całkowicie pozbawionego głębi, dokładnie takiego samego jaki wykreowany został w „Fobii”, innej powieści autora. Świata-więzienia, rozrysowanego jak u Philipa K. Dicka, będącego kolejną wersją kreacji złego stwórcy i gdzie, tak zupełnie po gnostycku, możemy poznać prawdę o nim i wyzwolić z niego tylko poprzez objawienie. Kain zrywa kamuflaż z rzeczywistości, objawia w końcu Prawdę swoim bohaterom i czytelnikom, ale daleki jest od kreowania szczęśliwych zakończeń. Objawienie okaże się prawdziwie mroczne – przecież, według znanej maksymy, oczy są zwierciadłem naszej duszy. Co zatem mówią o człowieku oczy pełne telewizyjnego, białego szumu?

„Oczy pełne szumu” popkulturą stoją. Znajdziemy to wiele nawiązań do kina i muzyki, autor co chwila odsyła nas do jakiegoś bardziej lub mniej znanego przeboju. Są tropy oczywiste – „Droga śmierci” z Rayem Wise’em, „Matrix”, „Kill Bill”, „Piła”, Blair Witch Project”, „Krąg” i oczywiście „Mroczne miasto” czy „Trzynaste piętro”. Są też te najpyszniejsze, bo lekko zakamuflowane – na przykład John Carpenter pojawia się tu kilkakrotnie (czy wiecie, czym jest „La Fin Absolue Du Monde”, „Hobb’s End” i sygnał rozchodzący się nie znad lecz spod ziemi?). Innym przykładem świetnej rozgrywki z popkulturą jest taki a nie inny numer tajemniczego kanału telewizyjnego. I nie chodzi tutaj tylko o pewien psychodeliczny thriller z Jimem Carreyem, ponieważ sprawa ta sięga aż do czasów legendarnego literackiego obrazoburcy i ćpuna – Williama S. Burroughsa.

Charakterystyczny jest też sam język i styl powieści, przeładowany aforyzmami i karkołomnymi nieraz porównaniami. W tej nieco narkotycznej i czasem przeszarżowanej narracji słychać muzykę w tle. Gdy dobrze przyłożymy ucho, dobiegną do nas serialowe czołówki wyśpiewywane przez Krzysztofa Krawczyka i Ryszarda Rynkowskiego a nawet dźwięk cekinów „Ich Troje” czy elektrycznej gitary Kuby Sienkiewicza.

Autor nie stworzył ani rewolucyjnej, ani redefiniującej literaturę książki. To bardzo sprawnie i ciekawie napisany horror, grający na tych nutach, które już gdzieś kiedyś u kogoś wybrzmiewały. Popkultura dwudziestego pierwszego wieku jest tyglem, w którym dochodzi do nieustannej rekombinacji zawartości – niezmiennej w 99,99%. Ważne jest to, aby wycisnąć z niej nowe, smaczne i interesujące mieszanki – Dawidowi Kainowi się to udało.


Tytuł: Oczy pełne szumu
Autor: Dawid Kain
Wydawca: Wydawnictwo IX
Data wydania: listopad 2018
Liczba stron: 214
ISBN: 9788395061035