Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda – Tadeusz A. Kisielewski

Mistrzowie sztyletu i kaptura

Hubert Przybylski

Przeczytajcie sobie tytuł tej książki raz jeszcze. Jest naprawdę chwytliwy i sugestywny (i jakże ślicznie nawiązuje do historii polskiej kinematografii). Tyle że sugeruje, że opracowanie, które go nosi, to kolejna z pierdyliarda wydawanych masowo lekkich, łatwych i przyjemnych pozycji popularno-historyczno-naukowych „dla opornych”, traktujących temat po macoszemu*, bo i tak ich czytelnicy szukają tylko taniej historycznej sensacji** pod schabowego i „ajpę” (z lokalnego dyskontu, po 2.59 peelenów za butelkę), po dwudziestu ośmiu godzinach spędzonych w korporacyjnym kubiku. Coś, co jest ładnie wydane (więc może stać na skandynawskiej, sosnowej półce obok siedmiu innych książek***) i nie przeciąży szarych komórek (bo pewnie lektura ich nie uruchomi). Coś z obrazkami, najlepiej z dużą liczbą obrazków****. Przyznacie, że to czarna (i złośliwa) wizja, ale ilu z Was dokładnie takie wydawnictwo stanęło przed oczami po przeczytaniu tego tytułu? No właśnie. I pozostaje pytanie czy „Uwaga, szpieg!” to rzeczywiście jedna z tych pozycji. Ale o tym za chwilę.

Najsampierw, zgodnie z pradawną, kilkuletnią tradycją, przybliżenie zawartości książki. Jak sami widzicie (i znowu ten tytuł…), ma być o wywiadzie od Noego po Bonda. I tak właśnie jest. Na początek Kisielewski serwuje nam treści biblijne, z których można wywnioskować, że nawet jeśli w tamtych czasach nie było agencji wywiadowczych, to pewne mechanizmy pozyskiwania i analizy informacji już istniały. Potem na krótki (dla mnie stanowczo zbyt krótki) momencik wpadniemy do antycznego Rzymu, poznamy też średniowieczne, wciąż bardziej amatorskie niż zawodowe szpiegostwo, aż dojdziemy do czasów nam bliższych, gdy zaczęły powstawać instytucje przynajmniej w części swojej działalności przypominające dzisiejszy wywiad. Święte Przymierze (to pierwsze, z 1566 roku) i elżbietańska, dowodzona przez sir Walsinghama odpowiedź na ów watykański wywiad. Opricznina w Rosji Iwana Groźnego. Francuskie tajne służby za czasów kardynałów Richelieu i Mazarina. Gra wywiadów w czasach amerykańskiej wojny o niepodległość oraz, przy okazji, żeby nie skakać po mapie, wojny secesyjnej. Znowu Francja, tym razem czasów Talleyranda, Fouche’a i Vidocqa (ten ostatni miał też udział w ewolucji Scotland Yardu). Polski wywiad w czasach rozbiorów*****. Wywiady Francji, Niemiec, Rosji, Austro-Węgier i Wielkiej Brytanii w czasach od połowy XIX wieku po koniec I wojny światowej. Wieloletnia współpraca wywiadów polskiego i japońskiego. Najszerzej opisane zostały jednak kulisy działania wywiadów w czasie II wojny światowej. Od powstania współczesnych amerykańskich służb wywiadowczych (nasi tam byli!) oraz źródeł powstania służb izraelskich (w tym nasi też maczali palce). Poznamy teorie na temat kilku głównie alianckich akcji wywiadowczych i niewyjaśnionych zgonów (na ten przykład Himmlera) czy działania polskiego wywiadu (w tym cały rozdział poświęcony Krystynie Skarbek). Na koniec Kisielewski przybliża nam protoplastów Jamesa Bonda. Ufff…

Jak na tak krótką (~350 stron) książkę autor serwuje nam naprawdę masę wiadomości. Ale nie bójcie się, robi to w bardzo przystępny sposób, językiem zrozumiałym dla każdego. Udało mu się znaleźć złoty środek między suchymi, encyklopedycznymi informacjami a stosem anegdot******. Dodatkowo umiejętnie posługuje się też humorem, dzięki czemu nie jest to ani sztywne, stricte naukowe opracowanie, ani masowa księgarniana popelina, której autorzy nie zostając komikami, wyraźnie rozminęli się z powołaniem. Zaprawdę powiadam Wam, moi drodzy Szortalowicze, książka jest idealnie wyważona i czyta się ją bardzo dobrze. Owo wyważenie dotyczy też opinii autora. Jeśli ktoś czytał kiedykolwiek książki Wołoszańskiego, to tam zawsze obowiązywała jedna, jedynie słuszna teoria o tym kto co komu i dlaczego. Tutaj tego nie znajdziemy, chyba że dowody są niezbite albo nie da się zaistniałej sytuacji inaczej (i wciąż racjonalnie) wyjaśnić. W bardzo podobny sposób pisał śp. profesor Wieczorkiewicz i myślę sobie, że lepszej rekomendacji Kisielewski w tej materii nie uzyska. I jeszcze jedno – nie boi się odsyłać czytelników do innych autorów, u których można dowiedzieć się czegoś więcej w danej materii.

I gdyby tylko nie drobna wada, „Uwaga, szpieg!” czytałoby się jeszcze lepiej. Przy okazji jednej z poprzednich moich recenzji wspominałem o brzydkim******* zwyczaju cytowania samych siebie przez autorów popularnonaukowych opracowań. Kisielewski okazuje się pod tym względem ewenementem. W drugiej połowie książki są rozdziały, gdzie więcej jest cytatów niż nowej treści. Tragedia. I to straszna tragedia, bo tej maniery cytowania samych siebie (i innych też) nie zauważam u autorów zagranicznych. Czytam sobie w wolnych chwilach, w małych dawkach (bo ciśnienie skacze), najlepszą na świecie historię komunizmu******** i jej autor, Robert Service, mimo posiadania na swoim koncie ździebko większej liczby napisanego materiału, nie autocytuje się ani razu. Cywilizacja?

Moja ocena? 7,5/10. Bez bicia przyznam, że długo się wahałem, ile powinienem dać tej książce. Z jednej strony to arcyciekawe i bardzo merytoryczne opracowanie na temat historii wywiadu, ale z drugiej jest ta doprowadzająca mnie do szału autocytacyjna********* maniera autora. Gdyby nie ona, nie wahałbym się dać książce oceny z dziewiątką z przodu. Polecam „Uwaga, szpieg”, bo trudno na rynku o lepszą polską książkę o tej tematyce. A na koniec  oświadczam, że Kisielewski trafił na moją listę autorów wartych czytania i już się nie mogę doczekać lektury kolejnych jego książek.

Tytuł: Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda
Autor: Tadeusz A. Kisielewski
Wydawca: REBIS
Data wydania: 18.10.2018
Ilość stron: 352 (reklam brak)
ISBN: 978-83-8062-212-8


* Żeby nie powiedzieć „byle jak”.

** Ot, takie popularnonaukowe disko-na-polu.

*** Wszystkich siedmiu. Kupionych, tak jak i ta, przypadkiem, bo ich właściciele byli w książkowo-płytowo-kubkowym markecie po karty prezentowe, ale tytuł i wygląd książki (no i ekspozycja na standzie przy wejściu) normalnie zdrowo chwyciły ich za… I w ogóle.

**** Pierwszy w tej książce powinien być, excusez le mot, że tak pardon my French, pierdziulnięty na ¾ strony gołąb lecący nad falami z podpisem „Tajny szpieg człowieka, który uratował faunę”.

***** No bo gdzie to jest napisane, że jak nie ma jakiegoś państwa na mapie, to nie może ono mieć własnego wywiadu?

****** A tym są właśnie te wszystkie opracowania, z których nabijam się we wstępie niniejszego tekstu.

******* Mam do tego procederu tak jednoznacznie negatywny stosunek, że zamiast słowa „brzydki” chciałem użyć ździebko dosadniejszego określenia. Ale że recenzję można przeczytać nie tylko między 22:00 a 06:00, i mogą to robić także nieletni, więc niech będzie „brzydki”.

******** „Towarzysze. Komunizm od początku do upadku. Historia zbrodniczej ideologii”. Łatwo ją poznać na sklepowych półkach, bo na jej okładce Breżniew z Honeckerem, jak to mówi dzisiejsza młodzież, „sprzedają sobie ślima”.

********* Tekst bez słowotwórstwa jest tekstem zmarnowanym.