Najlepszy dzień

Ocena: 
0
Brak głosów

– SI-a, start. Atmosfera domowa numer dwa. – Przed oczami pojawił mi się najpierw fotel, a potem wczytała się reszta układu mieszkania. Odczekałem chwilę, aż masa subatomowa nabierze odpowiedniej tekstury i przestrzeń wypełni się przedmiotami. Poczułem, jak pod stopami zmaterializował mi się miękki dywan. Nadal wydawał się obcy, chociaż kupiliśmy go prawie pół roku temu… albo rok? Nieważne. Istotne było to, że nadal się do niego nie przyzwyczaiłem.

– Atmosfera domowa numer dwa – powiedziała cicho SI-a głosem Monici Bellucci. Będąc dzieckiem uwielbiałem stare kino, a włoska piękność z początku wieku należała do moich ukochanych aktorek. – Gotowość.

– Dokładnie tak. Światło, plus trzy. Nagranie, start. Tło… Tło… Preludium c–moll, opus 28, 20. Start.

– Nagranie. Gotowość. Tło. Gotowość.

Czekałem, chłonąc idealne dźwięki. Liczyłem na to, że kondensacja formy, faktury i ekspresji geniuszu Chopina w końcu obudzi Mikkego. Tamtego dnia wrócił z jakiejś imprezy studenckiej i odsypiał prawie do południa. Pierwszy kac – uśmiechnąłem się pod nosem. Pierwszy jest zawsze najgorszy.

– Tato. Co to znowu? Spałem…

– Klasyka, dzieciaku. Klasyka – powtórzyłem, ruszając w stronę kuchni. – Głodny?

– Bardzo. SI-a, ścisz.

– SI-a, ani się waż.

– Co będziesz robić?

– To, na co masz ochotę – stwierdziłem i automatycznie sięgnąłem po RE.matowanego banana. Pomyśleć, że jeszcze rok temu nikt nie myślał o materializacji jedzenia. Jałowa, pusta materia nie była problemem, ale składniki odżywcze, smak i zapach stanowiły sporą zagwozdkę dla inżynierów. Przełom kosztował moją firmę dwadzieścia lat kpin ekspertów, a mnie tylko trochę mniej niż PKB Singapuru.

– Na placki z bananem – rzucił ochoczo.

– Nakryjesz do stołu?

– Mamie też?

Wyjmując z lodówki jajka i mleko wywołałem godzinę. Mieliśmy czas, więc dlaczego nie? Możemy obudzić Kej – pomyślałem – i pójść razem do parku. Tak, jak przed wypadkiem. Razem.

– Jasne, dzieciaku. Nakrywaj. SI-a, aktualizuj kalendarz.

– Tato, jak mogę pomóc?

– Na spokojnie, na spokojnie, podaj miskę. Potem zrobimy…

– Tato, jak mogę pomóc?

Spojrzałem na mojego nieżyjącego od dwudziestu lat syna i uświadomiłem sobie, że jego RE.materializacja stoi w miejscu i wykonuje szarpane ruchy, jakby jakaś niewidzialna ręka powstrzymywała go przed pójściem dalej.

RE.materializacja wspomnień się zapętliła – pomyślałem.

– Tato, jak mogę pomóc?

Zapętliła, psując ten idealnie zapowiadający się dzień. Aktualizacja, kurwa mać, niech ją szlag trafi.

– SI-a, RE.memory restart, start. Od początku. Nagranie, start. Tło: Preludium c–moll, opus 28, 20. Start.