Ostat-t-tni raz

Ocena: 
0
Brak głosów

Kość pękła z głuchym trzaskiem, przebijając skórę.

– Nigdy więcej – powiedziała obojętnie do stojącego przed nią mężczyzny. – N-n-nigdy więc-c-c-ej.

 

Wcześniej tego dnia zaliczyła totalny restart po tym, jak dostała w twarz. Nie była pewna, czy na to zasługiwała, ale pani Marla najwyraźniej uznała, że tak. Tak, totalny restart – przed oczami zrobiło się jej ciemno i na chwilę wpadła w jakiś przedziwny rodzaj apatii. Gdzie jest, dokąd pójdzie, co z nią będzie – te kwestie stały się dla niej nieważne. Nie tyle, że jej nie interesowały, co najzwyczajniej nie rozpatrywała ich w kategorii problemu. Odsunęła je od siebie tak, jak robiła to wiele razy wcześniej z mniej błahymi problemami. Gdzieś w najdalsze zakamarki świadomości, w miejsce, gdzie mogły spokojnie zostać skasowane.

– Tak jest łatwiej-j-j – zapewniła ciało leżące u jej stóp. Nie pamiętała, jak się tam znalazło. Nie pamiętała. Najwidoczniej to też od siebie odsunęła. – Łatwiej-j-j.

Umyła umorusane krwią ręce, poprawiła makijaż przed niewielkim lusterkiem, po czym założyła perły, niebieski fartuszek kuchenny i zajęła się przygotowywaniem obiadu.

 

– Piękna, wróciłem! Jesteś…

Minął drzwi kuchni i potknął się o ciało, któremu z rozkruszonej czaszki wypływała różowa miazga.

– Marla? Marla! Co się…

– Już jesteś, kochanie? – Spokojny głos wyrażał zdziwienie. – Co tak wcześnie?

Peter podniósł wzrok znad zimnych już zwłok i spojrzał na AM-i. Bionik, którego kupili przed miesiącem, stała przy zastawionym stole i uśmiechała się z rozradowaniem. Miała na sobie fartuch Marli, jej makijaż oraz biżuterię. Stała nawet w jej pozie, lekko opierając się biodrem o krzesło.

– AM-i, co się stało? Co się stało Marli?!

– Jesteś poddenerwowany, kochany. Usiądź-ź-ź, otworzę piw-w-wo. Zjedz coś.

– Co tu się, kurwa, stało?!

– Nic się nie stało, kochany. Teraz już wszystko będzie dobrze. Tak jest łatwiej-j-j.

Peter wyciągnął rękę, aby wyłączyć bionika, ale nie zdążył. Złapała go mocno nad nadgarstkiem i od niechcenia przekręciła. Kość pękła z głuchym trzaskiem, przebijając skórę.

– Nigdy więcej – powiedziała obojętnie do stojącego przed nią mężczyzny. – N-n-nigdy więc-c-c-ej.