Okaleczony bóg. Szklana pustynia - Steven Erikson

Finał finałów?

Hubert Przybylski

 Prawie dwanaście lat. Tyle upłynęło, odkąd po raz pierwszy zetknąłem się z Malazańską Księgą Poległych. Najbardziej epickim cyklem fantasy, jaki kiedykolwiek powstał. Cyklem, o którym już od jakiegoś czasu mówi się, że na nowo zdefiniował pojęcie militarnej fantasy (poprzednio mówiono tak o „Czarnej Kompanii” Cooka). Cyklem, który właśnie wielkimi krokami zmierza do swojego kresu.

„Okaleczony Bóg. Szklana Pustynia” to pierwszy tom ostatniej części cyklu. Skupia się ona na cudem ocalałych niedobitkach Łowców Kości, którzy wraz z nowymi sojusznikami wkraczają na ostatni etap marszu na wschód, do Kolanse, gdzie czekają na nich Forkrul Assailowie, gdzie jest serce Okaleczonego Boga i gdzie wszystko ma się skończyć. W tym samym czasie Shake’owie i Letheryjczycy usiłują powstrzymać legiony Tiste Liosan, które próbują przebić się przez Światłospad, rozproszeni po całym świecie T’lan Immasowie zbierają się i idą za oszalałym z bólu Onosem T’oolanem, a Tiste Andii, Eleintowie, jednopochwyceni, D’iversi i pradawni bogowie uznali, że „nadeszła wiekopomna chwila” i trzeba się brać do realizacji knutych od setek i tysięcy lat intryg… W tym całym kotle czarownic pojawiają się co chwila i inne znane twarze: Genoes Paran, geniusz finansowy Tehol Beddict z nieodłącznym Buggiem, Shurq Ellale z załogą, maniak seksualny Ublala Pung, Śmiertelny Miecz Trake’a Zrzęda, Mappo i wielu, wielu innych, których spotykaliśmy na kartach wcześniejszych części cyklu.

Styl Eriksona nie uległ zmianie. Znowu otrzymujemy porcję czarnego humoru, który nieco łagodzi bardzo ponure rozważania na tematy etyczno-moralne, które mają wytłumaczyć, a może i usprawiedliwić działania poszczególnych bohaterów. Autor już dawno pokazał, że umie obserwować i opisywać ludzi (i nieludzi) i to w sposób tak emocjonalny, że nie można przejść obok tego obojętnie. I tutaj widać to w dwójnasób, gdyż wszystkie postacie, które przetrwały wcześniejsze dziewięć części cyklu, są tak doświadczone przez los, zaznały tylu cierpień, że nie wiadomo, kto tu jest bardziej okaleczony: tytułowy bóg, czy one. Tym, co mi się u Eriksona zawsze podobało, jest to, że podobnie jak Gemmell, nigdy nie skreśla swoich bohaterów. Nawet tych z przedrostkiem „anty”. Bez względu na ich wcześniejsze dokonania, zawsze są opisani obiektywnie i zawsze mogą liczyć na wybaczenie i miłosierdzie, nie tylko ze strony innych postaci. Naprawdę, bardzo, bardzo niewielu autorów potrafi tak pisać.

Ci, co oczekują wielu krwawych i realistycznie opisanych bitew, mogą poczuć się lekko zawiedzeni. Ale tylko do momentu, gdy uświadomią sobie, że „Szklana Pustynia” to jeden wielki wstęp do co najmniej kilku bitewnych zmagań, do których dojdzie w drugim tomie. I na pewno będzie równie krwawo, może nawet tak, jak to było przy Sznurze Psów Coltaine’a.

Tym razem nie będę się jakoś szczególnie rozpisywał. „Okaleczony Bóg. Szklana Pustynia”, to nie finał finałów. To zaledwie dalszy ciąg wstępu do wielkiego finału i choć akcja przyspiesza coraz bardziej i robi się coraz tłoczniej na arenie, to jednak ciągle jest to tylko wstęp. I jako taki ocenić mogę „jedynie” na 8,5/10.

Tytuł: Okaleczony Bóg. Szklana Pustynia

Autor: Steven Erikson

Wydawca: Wydawnictwo MAG

Data wydania:  kwiecień 2012

Liczba stron: 672

ISBN: 978-83-7480-247-5