O człowieku, który stracił cień – Joyce Carol Oates

Straszna jest ta droga

Aleksander Księżopolski

Po przeczytaniu blurba sięgnięcie po „O człowieku, który stracił cień” nie było dla mnie oczywiste, mimo intrygującego zarysu fabuły. Pierwsze zdanie na tyle okładki to poważne pytania o relacje i miłość, choć zadane w sposób niejako patetyczny. Jej front również nasuwa pewien zestaw skojarzeń – dramatyczno-romantycznych, a fanem romansów nie jestem… Jednak zaryzykowałem. I było warto.

„O człowieku...” to powieść o młodej badaczce, Margot Sharpe, oraz jej życiu naukowym, które nierozerwalnie wiąże się z chorym na amnezję Elihu Hoopes’em – E.H. – który jest bohaterem lub obiektem jej badań i/lub obsesji i/lub miłości. Rozróżnienie w tym miszmaszu kategorii robi się coraz trudniejsze z biegiem stron i lat, które mijają w książce, bo Sharpe jest z jednej strony przedstawiona jako przykładna, fanatycznie wręcz oddana sprawie naukowczyni, ale z drugiej dopuszcza się poważnych nadużyć etycznych wobec badanego i ma romans ze swoim o kilkadziesiąt lat starszym, naukowym ojcem – Miltonem Ferrisem. Trzeba zaznaczyć, że ten romans – i późniejszy również – nie jest główną osią fabularną w książce związki bohaterki. Obecność wszechwiedzącego narratora sprawia, że „O człowieku...” czyta się jak biografię, względnie powieść biograficzną, a nie jak romans. Dzięki temu przełamania narracji za pomocą monologów lub wspomnień Elihu zapisanych kursywą są o wiele ciekawsze, tak samo jak akapity pisane z perspektywy osoby dotkniętej amnezją. Styl prowadzenia historii pozostawia niewiele miejsca na napięcia – niemal na samym początku czytelnik poznaje datę śmierci E.H. i może domyślić się charakteru stosunków, jakie miała z nim Sharpe (bo trudno tu mówić o odwzajemnieniu czegokolwiek). Przez to otwierające książkę zdanie „Unicestwienie nie jest niczym strasznym. Straszna jest ta droga” a także powtarzająca się w ustach E.H. mądrość Buddy nabierają prawdziwego ciężaru.

Wróćmy jednak na moment do aspektu biografii – choć powieść jest napisana bardzo wiarygodnie, aż dziw bierze, że Google nie potwierdza tego, co znajdujemy na jej stronach – nie do końca wiadomo, kto tak naprawdę jest jej bohaterem. Życie Margot jest życiem Elihu Hoopesa, na którego rzeczywistość składa się przeszłość (daleka i jeszcze dalsza) i jego traumy z dzieciństwa (bardzo ciekawy wątek) oraz siedemdziesiątsekundowy wycinek teraźniejszości. Wydaje się, że Margot, anorektyczna pracoholiczka z problemem z alkoholem, zredukowała swoje istnienie do relacji – naukowca, kochanki – z E.H. I nigdy do końca nie wiadomo, która z ról w niej przeważa, a jako badaczka dopuszcza się rzeczy, które niejednego zmuszą do podniesienia brwi.

Bardzo ciekawą i skądinąd przyjemną w odbiorze lekturę (mimo biograficznego stylu język nie jest suchy) psują „potworki z konieczności”, takie jak częste używanie słów amnezjak, neuronauka, neuronaukowcy, które trącą kalką z angielskiego, a także naturalne kalki, takie jak „rezydualna pamięć” czy „rudymentarna fizjologia”. Około strony 280 zdarzył się nawet mały wysyp literówek. Na szczęście nie są to rzeczy, które zabiłyby nieco niepokojący urok tej powieści, lecz trzeba o nich wspomnieć.

„O człowieku, który stracił cień” to powieść o pamięci i o tożsamości, o tym, jak jedno wynika z drugiego, a także o obsesjach, które napędzają życie bohaterów. Narracja prowadzona w chłodny, biograficzny sposób intryguje czytelnika, tak samo jak wybory, przed którymi staje Margot Sharpe, oraz rzadkie i przez to zawsze zawsze interesujące akapity z perspektywy Elihu Hoopesa. Daleko tej książce do patosu, w jaki zdaje się ją wtłaczać okładka, zatem szczerze polecam sięgnięcie po nią każdemu, kogo interesują te zagadnienia i ma ochotę na ciekawą lekturę.

Tytuł: O człowieku, który stracił cień
Tytuł oryginalny: Man Without Shadow
Autor: Joyce Carol Oates
Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2018
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-8062-179-4