Wielkie lanie w Chicago

Ocena: 
0
Brak głosów

„Voice of Chicago” 2013, no. 120, p. 1

 

Jak donosi agencja Colorado Press, pochodzące z Polski smoki niemal całkowicie opanowały południowe Chicago. Historia się powtarza. Gangi niezasymilowanych smoków podobnie jak w poprzednich latach właśnie w okresie Świąt Wielkanocnych dosłownie sparaliżowały południową część miasta. Służby po raz kolejny zawiodły, choć magistrat wyasygnował pokaźne fundusze, aby znane z przeszłości wypadki więcej się nie powtórzyły. Niestety, bezczelne smoki i tym razem przechytrzyły wszystkich.

Zaczęło się jak zwykle niewinnie od wywieszenia w centralnych punktach poszczególnych dzielnic spisów dziewczyn do wywołania. Przyzwyczajeni do poszanowania swojej prywatności Amerykanie, pomni wypadków z ubiegłych lat, na ogół nie reagowali, czekając reakcji władz. Eskalacja nastąpiła w wielkanocny poniedziałek, kiedy to zorganizowane smocze grupy rozpoczęły publiczne recytowanie wierszyków o wadach bądź zaletach panien umieszczonych pierwej na plakatach. Powstawały wielkie zbiegowiska, albowiem smoki mają w zwyczaju recytować owe krotochwile na dachach domów, drzewach, słupach sygnalizacji świetlnej, bądź billboardach reklamowych, które jak wiadomo są dla Amerykanów prawdziwą świętością. Mało tego, mniejszość afroamerykańska uznała te recytacje za przejaw kultury hip hopowej, masowo przyłączając się do zabawy. Na domiar złego część obywateli, a zwłaszcza ludność przyznająca się do polskich, czeskich i litewskich korzeni, podobnie jak co roku rozpoczęła tzw. wykupywanie, wręczając sprytnym smokom nierzadko spore sumy, co oczywiście skarbówka tradycyjnie uznała za prowadzenie nieopodatkowanej działalności gospodarczej, czemu na forach czynnie sprzeciwili się etnografowie, wywołując ogólną dyskusję.

Pandemonium nastąpiło po obiedzie. Rzecz jasna nauczone przeszłością służby podjęły szereg działań w postaci zakleszczania hydrantów oraz doraźnego wstrzymywania dostaw wody do gospodarstw domowych, lecz gadzie elementy i tym razem wystrychnęły wszystkich na dudka, przygotowując zawczasu cysterny. Południowe dzielnice dosłownie spłynęły wodą. Najpierw ofiarą bez wyjątku padły tzw. niewykupione dziewczęta, następnie ich rodziny, próbujące interweniować służby, a tuż po świętach, kiedy urzędy rozpoczęły pracę, skarbówka. Gdy do ogólnego polewania dołączyła młodzież zbuntowanych subkultur, sytuacja wymknęła się spod kontroli.