Ręka umarlaka – George R.R. Martin, John Jos. Miller

Na spółki srają jaskółki

Jagoda Wochlik

Dzisiaj George R.R. Martin jest znany głównie z tego, że napisał „Grę o tron”, na podstawie której HBO nakręciło kultowy już serial. Kojarzymy go przede wszystkim z faktem, że fani całe lata czekają na kolejną odsłonę cyklu, a on wciąż zawodzi ich nadzieje. Jednak twórczość Martina to nie tylko cykl „Pieśń Lodu i Ognia”. Jest znacznie bardziej wszechstronny. Pisał powieści science fiction i scenariusze produkcji telewizyjnych, horrory i space opery. Za swoje książki zdobył liczne nagrody, w tym Hugo i Nebulę.

„Ręka umarlaka” jest siódmym tomem cyklu „Dzikie karty” napisanego przez duet Martin i Miller. Historia toczy się tu wokół śmierci Poczwarki, właścicielki klubu nocnego „Kryształowy Pałac”, która zostaje brutalnie zamordowana. Śledztwo prowadzą równolegle prywatny detektyw, wynajęty przez nią jeszcze za życia oraz dawny przyjaciel i kochanek kobiety, Daniel.

W powieści mamy dwie perspektywy – zarówno detektywa, jak i byłego mordercy, samozwańczego mściciela, którym jest Daniel. Czego dowie się pierwszy, niekoniecznie zostanie odkryte przez drugiego. Śledztwa zaprowadzą ich czasem w zupełnie odmienne rejony, a czasem do tych samych osób. To ciekawy zabieg, pokazujący wydarzenia z różnych punktów widzenia.

Widać, że w „Ręce umarlaka” Martin i Miller bawią się konwencją. Wrzucają do swojej historii masę nawiązań literackich, choćby do „Alicji w Krainie Czarów” czy „Katedry Marii Panny w Paryżu”. Czytelnik posiadający obycie literackie będzie się doskonale bawił, szukając kolejnych odniesień. I właściwie na tym plusy się kończą.

Przede wszystkim historia jest mocno przegadana. Przez dwie trzecie tekstu absolutnie nic się nie dzieje, a czytelnik umiera z nudów. Mimo że mamy tam niby spisek polityczny, zagadkę kryminalną, śledztwo dziennikarskie, kwestie rasowe, a książka łączy w sobie elementy powieści sensacyjnej, kryminału, romansu i thrillera politycznego, to autorzy wyraźnie nie potrafią wykorzystać potencjału, który tkwił w wymyślonej przez nich historii. Niszczą ją, każąc swoim bohaterom dosłownie snuć się od punktu „a” do punktu „b”. Na dodatek otrzymujemy sztampowe postaci – zmęczonego życiem prywatnego detektywa z tendencją do pakowania się w kłopoty i łucznika-zabójcę, współczesnego Robin Hooda z własnym kompasem moralnym, który nie widzi niczego złego w wymierzaniu sprawiedliwości na własną rękę.

„Ręka umarlaka” jest na dodatek siódmą częścią cyklu. Choć stanowi zamkniętą historię i, teoretycznie, można ją czytać w oderwaniu od pozostałych, to niezorientowanemu czytelnikowi trudno odnaleźć się w świecie przedstawionym.  Egzystują w nim asowie, dżokery, kosmici i natole, ale co oznacza przynależność do którejś z tych ras i jak to się stało, że świat zmienił się w ten właśnie sposób? Tego autorzy nam nie wyjaśniają. Dlatego dla niezorientowanych „Ręka umarlaka” to dość ciężka lektura.

Wspomnieć należy także, że wydawnictwo nie postarało się w kwestii korekty. W tekście znajduje się bardzo dużo literówek. Często brakuje też kropek na końcu zdań. Widać, że wydanie zostało przygotowane niechlujnie, co działa na niekorzyść książki.

„Ręka umarlaka” to nic specjalnego. Można ją przeczytać, choć nie ma w niej nic, co sprawi, że ją zapamiętacie. Wszystko w tej powieści jest nijakie. Nijacy bohaterowie, nijaki świat, nijaka intryga, nijako poprowadzona akcja. Osobom, które zaczynają swoją przygodę z gatunkiem, może się podobać. Natomiast starzy wyjadacze szybko zorientują się, że wszystko to już gdzieś czytali, nierzadko lepiej przedstawione, i poczują się rozczarowani, bowiem spodziewamy się po Martinie znacznie więcej niż poprawnie skonstruowanej, ale sztampowej książki.


Autor: George R.R. Martin, John Jos. Miller
Tytuł: „Ręka umarlaka”
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tytuł oryginału: Dead Man's Hand
Data wydania: 13 listopada 2017
Liczba stron: 440
ISBN: 9788381161947