Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa – Umberto Eco

Anna Parot

Książka budziła we mnie sprzeczne skojarzenia na długo przed rozpoczęciem lektury. Z jednej strony czekałam na podobnie dowcipny zbiór jak „Zapiski na pudełku od zapałek”, również składający się z osławionych felietonów z „L'Espresso”. Z drugiej był tytułowy cytat z „Boskiej Komedii” Dantego – tajemnicze zdanie wykrzykiwane u wrót piekielnych. Czy przeklina tych, co dalej iść się nie boją? Do tego „płynne społeczeństwo” w podtytule; nawiązanie do Zygmunta Baumana nadawało mojemu oczekiwaniu gorzki smak.

Otwarłam paczkę z książką, artykuły z ostatnich 15 lat życia autora (2000–2015), a tam feeria bollywoodzkich barw. Pomarańcze i róże. Ani trochę nie zmniejszyło to wewnętrznego rozdźwięku. Spojrzałam na książki Baumana na półce – czarno i szaro. Wyruszyłam w podróż po lekturze „Pape” z lekką konfuzją, ale i wielką ciekawością.

Zamieszczane w kultowym włoskim tygodniku teksty Eco w założeniu miały być krótkie i zwięzłe. Jak pociągnięcia pędzla wprawnego portrecisty. Dzięki tej formule czytelnik otrzymuje esencję treści zwieńczoną szybką, precyzyjną puentą. To lektura dla ludzi lubiących błyskotliwe, ironiczne szkice. Stajemy się uczestnikiem barwnego dialogu prowadzonego przez uczonego ze współczesnością.

Chronologia nie była kluczem do zebrania zapisków. Autor uporządkował je tematycznie. Zastrzegł na wstępie, że założony przez niego porządek jest pokrętny i dość płynny – podobnie jak tematyka woluminu. Przeskakujemy od wszechogarniającej potrzeby bycia widocznym, przez starość, do refleksji nad miejscem telefonu komórkowego w życiu. Za kilka stron trafimy na rozdział poświęcony wielu postaciom dyskryminacji. Tuż za rogiem pojawia się temat religii i filozofii, który płynnie przechodzi w artykuły o książkach. Za moment dotkniemy ważkich tematów politycznych, po drodze zahaczając o edukację. A kończymy na głupocie wymieszanej z szaleństwem. Przypomina to przeskakiwanie z kanału na kanał w telewizji. Sport, reklama, film sensacyjny, pogoda, pokaz mody, wiadomości, lwy na sawannie. Najwyraźniej jestem dzieckiem swoich czasów, bo zupełnie mi to nie przeszkadza. Zapping mam we krwi.

Jaki jest wspólny mianownik dla felietonów z tak wielu lat zebranych w jednej książce? Nie znalazłam jednej spójnej teorii filozoficznej. Myślę, że najmocniej utkwił mi w pamięci motyw postępu, któremu zawsze towarzyszy regres. Przesuwamy się niby do przodu, a  rakiem. Nie mamy tu jednak konsekwentnego wykładu, umacniania tezy. To raczej wrażenie, że przemycono w treści wiadomość, która miała trafić do nas stopniowo i niepostrzeżenie. Mocniej zaznacza się w książce spójna osobowość autora. Powtarzające się wątki, przewijające się te same osoby albo sytuacje, poglądy, które ewoluują w czasie, ale ich trzon pozostaje niezmienny w płynnym świecie. Pisarz nie obserwuje rzeczywistości z fotela bujanego. Korzysta intensywnie z Internetu. Kupuje ebooki. Ja mu ufam, kiedy pisze: „nie jestem staroświecki”.

Nie widzę tu starca potępiającego świat ani obrażonego na upływ czasu filozofa, który ogranicza się do kontestacji. Tak, owszem – ocenia współczesną rzeczywistość. Zdolność do zatracenia się w erze stałego kontaktu i nieustannej obecności; zmianę mediów spowodowaną nieustannym dostępem wielu ludzi do rozmaitych, niepotwierdzonych niczym informacji; utratę kontroli, nie tyle nad cenzurą, ile nad warsztatem informacyjnym oraz umową społeczną. Proroczo, w felietonie z 2000 roku, pisze o zalewie fałszywymi newsami:

„Zarówno dzienniki, jak i rozkłady jazdy zawiązują ze swoimi użytkownikami rodzaj niepisanego paktu o prawdziwości, który nie może zostać naruszony pod groźbą zerwania pewnej umowy społecznej. A jeśli podstawowe narzędzie komunikacji nowego milenium nie będzie mogło ustanowić i dotrzymać tego rodzaju umowy?”

Punktuje miałkość kultury, jej ludyczność. Polityków, którzy stali się wyizolowaną od reszty kraju kastą, którzy rządzą i którzy go nie rozumieją. W artykułach mocno osadzonych w życiu politycznym i kulturowym Włoch dostrzegam wiele analogii do współczesnej Polski. Nie tak daleko nam do wielu włoskich przywar.

Wiek autora przekłada się na wielość doświadczeń oraz dostępną mu skalę porównawczą. Na mądrość osądu. Nie na litanię narzekań i wspomnień, że za jego czasów to było wszystko lepiej. Docenia zdobycze techniki, analizuje, jak zmieniają naszą percepcję. Pisze o słabej edukacji, która kształci nieodporną na świat młodzież. Pisze jednocześnie o inicjatywie młodych organizujących szalenie popularne festiwale literackie, o których nie pomyśleliby dorośli.

Nie dostajemy książki, która byłaby jednoznaczną diagnozą. To raczej wielowątkowa refleksja człowieka nad otaczającym światem. W długiej, piętnastoletniej perspektywie, jak w świetle rozszczepionym przez pryzmat, widać drobiazgi składające się na zmianę społeczną jakiej doświadczamy. Której zdajemy się nie dostrzegać w ogólnym pędzie. Nie zajmują się nią – choć powinni – filozofowie, edukatorzy, ludzie władzy. Zmiana ta wymagać będzie przewartościowania relacji międzyludzkich, układów sił i siatki społecznych powiązań. To dla mnie najważniejsze przesłanie tego zbioru. Zatrzymajmy się na chwilę, żeby zobaczyć, czy wiemy, gdzie gnamy dalej. Czy przypadkiem nie w krąg piekielny.

Seria: X-Varia
Tytuł: Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa
Autor: Umberto Eco
Tłumaczenie: Alicja Bruś
Tytuł oryginału: Pape Satàn aleppe. Cronache diuna società liquida
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Wydawca oryginału: Teseo Editore
Data wydania: 2017-09-26
Liczba stron: 536
Oprawa: całopapierowa z obwolutą
Papier:
Format: 142x202
Wydanie: pierwsze
ISBN: 978-83-8062-051-3