Potwór z Szafy

Autor: 
Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)

Dom wypełniały dźwięki. W salonie gadał telewizor. W kuchni, w garnku bulgotała woda. W łazience krople wody skapywały z kranu w równych odstępach.

Szafę w korytarzu wypełniał cichy szloch schowanego w niej chłopca.

A w sypialni rodziców jego ojciec wybijał siekierą swój własny rytm.

 

Szafa była ogromna. Miała przesuwane drzwi. Chłopiec bał się ją otwierać. Wszystko przez te gorejące czerwienią oczy widziane w głębokiej ciemności, gdy szedł nocą do łazienki. Przez te pazury wystające zza framugi przesuwanych drzwi.

Teraz nie miał jednak wyjścia. Tylko w szafie mógł się schować. Nie musiałby się chować, gdyby nie wyrządził tacie psikusa. To miał być niewinny psikus. Chłopiec schował mu leki. Te od głowy.

A teraz tata wyżywał się siekierą na meblach, gdy już skończył ćwiartować mamę.

 

Chłopiec przeklinał człowieka, który wymyślił prima aprilis.

 

Nadchodził korytarzem. Wkrótce przesunie drzwi szafy. Te na lewo, za którymi była poprzeczna rura z wieszakami. Uśmiechnie się. Zrobi swoje. Zamknie szafę i pójdzie się uspokoić. Wrócą mu zdrowe zmysły i zobaczy, co zrobił.

  Jego syn szykował się na to wszystko. Z ust wydobył mu się ochrypły krzyk. Zakrył je dłonią, ale było już za późno.

 

Mężczyzna wyciągnął rękę do drzwi szafy.

 

Twarda łapa dotknęła ostrożnie ramienia chłopca. Teoretycznie nie mogła tego zrobić. Za plecami chłopca była ściana szafy. Właściciel łapy musiał być ostrożny. Każdy z trzech długich palców zakończony był ostrym, zakrzywionym szponem.

  Tylko panika w swoim skrajnym punkcie może dać tę obojętność, jaka spłynęła na chłopca. Oto znalazł się między młotem a kowadłem. Wybierać mógł między dżumą a cholerą. Kto wie, być może nawet wpadł z deszczu pod rynnę.

 

Potem wszystko potoczyło się szybko. Było tak:

Bestia przemknęła obok niego i naparła na drzwi, które z okropnym hałasem przeleciały w poprzek korytarza, po drodze trafiając chorego mężczyznę. Wypuścił siekierę i upadł na kolana, a potem na twarz. Z rozcięcia na jego skroni spłynęła krew.

Jej zapach sprawił, że bestia ryknęła. Rzuciła się na nieprzytomne ciało.

 

Tego wieczoru potwór z szafy nie zasypiał głodny w zaciszu swej pieczary. Obok niego, z szeroko otwartymi oczami, ssąc własny kciuk, leżał chłopiec.

Znalazł się w innym wymiarze.

 

Minęły lata. Chłopiec odebrał dobre wychowanie. Okazał się świetnym potworem z szafy. Wprawdzie nie zdołał sobie wyhodować kłów ani pazurów, ale nadrabiał te braki entuzjazmem i kreatywnością.

Czasem, zamiast straszyć, przemykał z szafy nawiedzanego przez siebie mieszkania do kuchni, gdzie podkradał jedzenie. Nie osądzajcie go pochopnie. Musiał przecież się czymś żywić, a nigdy nie przekonał się do krwi i szpiku wysysanego z kości.

Okradani właściciele myśleli, że to ich syn podjada wieczorami albo karmi swojego kota. Potwór z szafy, który sam kiedyś był czyimś synem, dbał o niego jak tylko umiał. Jedzenie jedzeniem, ale tak naprawdę przy życiu podtrzymywała go tylko i wyłącznie siła dziecięcej wyobraźni.