Gaga

Ocena: 
0
Brak głosów

Z cyklu: "Juliusza Dantona przypadki"

To zdarzyło się z całą pewnością w trzeciej dekadzie lipca 1987 roku. Zapadał zmierzch, ale dogasający dzień jeszcze całkiem wyraźnie oświetlał zarówno podwórze stuletniej czynszówki, jak i naszą kuchnię. Siedzieliśmy w siódemkę przy kolacji. Ja z całą pewnością tyłem do okna. Nasz cioteczny braciszek szwendał się po całym mieszkaniu. Panowała przejmująca cisza, zwłaszcza że telewizor umilkł kilka tygodni temu.

- Teraz opowiem wam więcej o Gadze – podjęła ciotka. Temat wałkowaliśmy już długo, lecz nadal nikt nie wiedział, czym jest właściwie ta Gaga, ani jakie kształty przybiera. W każdym razie cioteczny braciszek bardzo się Gagi bał. – Gaga straszy dzieci do lat trzech – ciotka spojrzała przenikliwie na swego synka, który dopiero w marcu skończył dwa lata. – Wychodzi o zmierzchu z pieca, okręca się wokół ramion dziecka i wciąga je do wnętrza. A stamtąd wiadomymi sobie drogami porywa do piekła i wrzuca dzieci w ogień nieugaszony!

- No, wiesz co! Marylko! – zawołała babcia.

Wszystkim zrobiło się jakoś nieswojo. Zaległo kłopotliwe milczenie.

Przerwane piskliwym okrzykiem przerażenia!

- Gdzie dziecko?! – krzyknął ktoś z nas.

Zerwałem się pierwszy i skoczyłem na prawo do większego pokoju. Panował w nim półmrok, bowiem jedyne okno znajdowało się w narożnej wnęce, przesłoniętej zresztą pnączami doniczkowych roślin.

- Ga… Ga… Ga… – usłyszałem spod stołu. Dzieciak kulił się za nogą, wskazując zielony piec w rogu pokoju. Spojrzałem w rzeczonym kierunku. I zmartwiałem!

Pod drzwiczkami podskakiwał niewielki kłąb brudnych szmat. Środek wyraźnie formował się w głowę, a rogi rozjeżdżały niczym macki. Podskoki naraz ustały i stwór począł pełznąć w kierunku stołu. Próbowałem wyciągnąć dzieciaka, jednak ów przywarł tylko mocniej do nogi i nie dawał się ruszyć.

- Idź precz, siło nieczysta! – wrzasnąłem mym głębokim basem, a grube mury i wysokie ściany spotęgowały efekt.

- Czego się, drzesz, Juliuszu? – odkrzyknął z kuchni dziadek. – Nie życzę sobie takich zachowań w moim domu!

Gaga (czy cokolwiek to było) przemieszczała się jednak ku kryjówce, ale już ruchem nie tak płynnym, jakby z wahaniem. Porwałem krzesło i przygwoździłem kłąb do dywanu.

Stukot przywabił dziadka do salonu.

- Cóż ty wyprawiasz, chłopcze?! – Dziadek najwyraźniej nie dostrzegał powagi sytuacji.

- Tu, pod krzesłem – wskazałem rozpłaszczone szmaty. Jeszcze drgały, ale słabo.

- Ze szczurkami trzeba inaczej – uśmiechnął się dziadek. Zawołał zięcia i kazał mu przynieść pudełko tudzież rękawice, schowane pod łóżkiem w sypialni.

Tymczasem chłopiec pozwolił się wyprowadzić spod stołu. Płaczącego zaniosłem do kuchni. – Tam jest Gaga – rzekłem poważnie.

- Oj, tam, Julek. Wyobraźnia cię ponosi – zadrwiła ciotka.

- Najpierw ciocię, teraz mnie – odparowałem i wróciłem do salonu, skąd dobiegały podekscytowane głosy wuja i dziadka.

Ujrzałem, jak kłąb szmat wyskakuje spod pudełka i pełznie pośpiesznie ku piecowi. Wuj usiłował go przydusić szczotką, lecz nie trafił. Gaga zręcznie wślizgnęła się w szczelinę między piecem a ścianą i zniknęła.

- Przynieś latarkę. Jest w schowku przy garnkach – polecił dziadek.

Jakimś cudem szybko ją znalazłem, choć oczywiście leżała zupełnie gdzie indziej. Wspomagani dodatkowo wątłym blaskiem sufitowej lampy oglądaliśmy przestrzeń za piecem. W końcu wuj wypatrzył  w ścianie otwór dziesięciocentymetrowej średnicy.

- Tam się ukrył! – wyrzekł przez zaciśnięte zęby.

Potem w ruch poszły kombinerki, którymi z dziury wyciągnięto szmaty. Bynajmniej nie podrygiwały, lecz na wszelki wypadek trafiły w ogień pod czajnikiem. Dziadek szybko rozrobił gips i zaklajstrował dziurę, choć nie było łatwo operować w ciasnej przestrzeni.

A następnego dnia kupił trutkę na szczury, której zresztą nigdy nie użył.

Gaga najwyraźniej zapomniała o nas i pognała szukać innych ofiar, jednak dyskusji o niej wciąż nie było końca.

Każdy z nas przyjął własną wersję wydarzeń, choć nikt przecież nie miał stuprocentowej pewności, co to właściwie było.

A teraz… Cóż myślę o tym teraz, po upływie blisko ćwierć wieku?...

Teraz przynajmniej dziadek, babcia i wuj z całą pewnością znają prawdę o Gadze, albowiem sami są już duchami.

___________

5 marca 2012