Liber Horrorum: Księga Grozy – Michał Cetnarowski, Marcin Kułakowski

Uważaj, co czytasz

Maciej Rybicki

Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy mamy do czynienia z dobrą passą komiksu w Polsce. Nie dość, że na fali popularności trykociarstwa rośnie liczba dostepnych tytułów, to powstają także nowe wydawnictwa. Coraz większe nasycenie rynku paradoksalnie powoduje jednak, że więcej jest miejsca na to, co nieco inne od mainstreamu – w tym na dzieła debiutantów. W przypadku „Liber Horrorum: Księgi Grozy” mamy do czynienia z debiutem potrójnym! Przynajmniej w pewnym zakresie. Album ten jest bowiem wkroczeniem w komiksowe medium tak dla wydawnictwa, jak dla rysownika i scenarzysty – nawet jeśli wszyscy to w zasadzie stare wygi w świecie mediów.

Zacznijmy więc od Michała Cetnarowskiego, czyli prawdziwego człowieka orkiestry. Redaktor, twórca kilku antologii, felietonista, pisarz, gawędziarz… stał się wreszcie i komiksiarzem. Czasami porównuje się go do jego poprzednika na stanowisku szefa działu prozy polskiej w „Nowej Fantastyce” – Macieja Parowskiego, można więc mieć nadzieję, że „Liber Horrorum” okaże się jego „Funky Kovalem”. Z „NFką” związany jest zresztą także i Marcin Kułakowski, który od lat z sukcesami ilustruje teksty wydawane na łamach tego szacownego magazynu. Wspominani panowie postanowili połączyć swoje siły pod egidą wydawnictwa Genius Creations, fundując czytelnikom rzecz mieszającą różne konwencje – od klasycznego poszukiwania tajemnic, przez grozę, historię… aż po science fiction.

„Księga Grozy” dotyczy grupy znajomych prowadzących agencję handlującą nietypowymi dziełami sztuki, amuletami, księgami itp. I jak to często bywa w przypadku zapaleńców, pasja wplątuje ich w wydarzenia co najmniej niezwykłe. Podążanie tropem rzadkiej księgi wiąże się z niecodziennie dużą liczbą sytuacji dziwnych i niepokojących. To jednak tylko fragment skomplikowanej układanki. Cetnarowski przeplata plan współczesny ze scenerią siedemnastowiecznego Lublina – areny wydarzeń opisanych w tytułowym woluminie. Czuć tu sporo ducha Mignolowskiego „Hellboya”, nieco „Dylana Doga”, ciut klimatu diabelskich opowiadań Jacka Komudy czy też więcej niż szczyptę „Klubu Dumas” Péreza-Revertego. Wyraźnie eksploatowany jest więc archetyp historii antykwariusza/badacza tajemnic, który podczas poszukiwań odkrywa znacznie więcej, niż mógłby się spodziewać. Zresztą cała trójka głównych bohaterów nieźle wpisuje się w nakreślony przez konwencję schemat: Kozioł, Chuda i Wojtuś prezentują wyraźnie różne postawy, tworzą jednak zgraną drużynę, która potrafi radzić sobie w trudnych sytuacjach. Sama fabuła płynie wartko, między innymi dzięki przeplataniu kilku planów historycznych i umiejętnemu budowaniu napięcia. Może trochę brakuje momentów wyciszenia, wprowadzenia „ciszy przed burzą”, ale momenty intensywnej akcji przykuwają uwagę nader skutecznie. Klimat zaś w znacznym stopniu tworzą świetne rysunki.

Co do oprawy graficznej: przede wszystkim brawa należą się autorom za decyzję o wydaniu „Liber Horrorum” w czerni i bieli. Ten bynajmniej nie oczywisty wybór w ogromnej mierze przyczynia się do budowania mrocznej, tajemniczej atmosfery. Pozwala to zresztą wyeksponować istotne elementy stylu Kułakowskiego – wykorzystanie konturu, kapitalne posługiwanie się perspektywą, a także umiejętną grę plamami czerni i bieli. Uzupełniają to sympatyczne i charakterystyczne projekty postaci – nie tylko głównych bohaterów, ale także osób  z dalszych planów. W praktyce plansze wyglądają „gęsto”, ale są bardzo czytelne, przejrzyste i miłe dla oka.

Sporo jest też sympatycznych smaczków – od pojawiających się tu i ówdzie lovecraftowskich macek (popatrzcie choćby na ilustrację zdobiącą tylną część okładki – ten rysunek wręcz ocieka Mignolą), przez obowiązkowych dresiarzy, kilka charakterystycznych lokacji czy choćby Fiata Multiplę, chyba najbardziej kuriozalne auto, które mogło pojawić się w kontekście, w jakim się pojawia. Ot, drobnostki czyniące lekturę nieco bogatszą.

Cieszy mnie, że Genius Creations, stosunkowo młoda oficyna skupiająca się dotychczas na polskiej fantastyce, rozszerzyła swoją ofertę o komiks. Tym bardziej, że ich pierwszy tytuł należy uznać za udany. Sięgnięcie po sprawdzone nazwiska (nawet jeśli technicznie rzecz biorąc, autorzy pierwszy raz brali się za bary z komiksową materią w pełnometrażowej formie) zaskutkowało niezłym otwarciem. Jest tu wszystko to, czego możemy oczekiwać po solidnym tasiemcu – wyraziści bohaterowie, setting pozwalający na kreowanie zamkniętych i niezależnych historii, wreszcie wielka tajemnica, która choć pewnie długo pozostanie nierozwiązana, da czytelnikowi szansę na odkrywanie jej kawałek po kawałku. Mam więc nadzieję, że duet Cetnarowski&Kułakowski nie spocznie na laurach i wkrótce dostaniemy kolejną odsłonę „Liber Horrorum”.

Tytuł: Liber Horrorum: Księga Grozy
Seria: Liber Horrorum
Tom: 1
Scenariusz: Michał Cetnarowski
Rysunki: Marcin Kułakowski
Wydawnictwo: Genius Creations
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 56
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: offset
Format: A4
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7995-117-8