Miracleman. Złota Era – Neil Gaiman, Mark Buckingham

O ludziach i bogach


Maciej Rybicki


„Miracleman” Allana Moore’a do dziś uchodzi za jedno z najważniejszych dzieł w historii anglosaskiego komiksu i jedną z pozycji, które w znacznym stopniu wpłynęły na zjawisko zwane obecnie „Mroczną Erą Komiksu”. Moore wyszedł poza ramy konwencji superbohaterskiej, a nawet więcej: dokonał jej dekonstrukcji. W odważnej, prowokacyjnej historii Michaela Morana przełamywał tabu, wyśmiewał klisze, ale także dał popis swojej niezwykłej wyobraźni. Dzieło jednego z najwybitniejszych scenarzystów komiksowych wszech czasów przejął jednak autor cieszący się nie mniejszą (a z perspektywy kulturowego mainstreamu, pewnie nawet większą) renomą. Neil Gaiman – bo o nim mowa – podjął opowieść, jednak jej dalszy ciąg jest nieco odmienny od legendarnej serii Moore’a.


Scenografia, z jakiej korzysta Gaiman, to bezpośrednia konsekwencja dramatycznego zakończenia „Księgi Trzeciej” – przejęcia przez Miraclemana i jego rodzinę władzy nad światem, a także wybudowania w środku zdewastowanego Londynu ogromnej wieży, z której ten nowy świat jest rządzony. Muszę przyznać, że ten specyficznie brytyjski, dystopijny sznyt w dużym stopniu buduje klimat „Złotej Ery”. Ma to tym większe znaczenie, że autor „Sandmana” i „Amerykańskich bogów” skupia się nie tyle na potężnych istotach, ile na ludziach żyjących pod ich panowaniem. Dostajemy więc kilka mniej lub bardziej rozbudowanych, względnie niezależnych opowieści – od pielgrzymów chcących stanąć przed obliczem Miraclemana, przez dzieciaki zafascynowane postacią Johnny’ego Batesa, ludzi starających się po prostu przeżyć w tym świecie kolejny dzień, po osoby, które, chcąc nie chcąc, związane są z nowymi bogami. Gaiman jest nieco subtelniejszy od Moore’a, nie epatuje tak dosadnymi rozwiązaniami, jak jego rodak. Nie znaczy to jednak, że brak tu poruszających momentów. Wręcz przeciwnie. Wstrząsa przede wszystkim opowieść byłej żony Miraclemana, ale nie tylko. Gaiman przyjmuje bardzo różne perspektywy, lecz motywem obecnym praktycznie we wszystkich zawartych tu historiach jest konfrontacja pierwiastka ludzkiego, zwyczajnego, z odrealnionym, zupełnie już nie ludzkim (mimo pozorów), Miraclemanem, innymi członkami „cudownego” rodu i światem przez nich stworzonym. Opowieść o małości, ułomności człowieka względem żyjących na Ziemi bogów wysuwa się więc na pierwszy plan. Widzimy całą gamę reakcji i emocji, jakie wzbudza Miracleman – od niemal religijnego zachwytu i wiary, przez niechęć, po strach i niezrozumienie. Na drugim planie, ale równie ważny, jest świat przedstawiony – pod płaszczykiem porządku i ładu wręcz przerażający tym, co stało się z międzyludzkimi relacjami. Sami nowi bogowie są więc raczej elementem tła (może z wyjątkiem Mist i Winter – córek Miraclemana) niż pełnoprawnymi bohaterami. Zresztą scenariusz, jako taki, także nie wydaje się kluczowym elementem tego albumu. Znacznie ważniejszy jest klimat oraz wizja artystyczna Gaimana i Buckinghama.


Trzeba przyznać, że brytyjski rysownik wykonał w „Złotej erze” absolutnie fenomenalną robotę. Buckingham – debiutujący tymi pracami na rynku amerykańskim – udowodnił, że jest twórcą nie tylko uzdolnionym, ale także niezwykle wszechstronnym. Rozmaitość technik, stylu, czy też zmiany charakteru rysunków z opowieści na opowieść robią duże wrażenie i budują interesujący efekt artystyczny. W zasadzie trudno się zorientować, że niemal cała strona graficzna tego albumu (poza kolorowaniem w wykonaniu D’Israelego) wyszła spod ręki jednej osoby.


W ogólnym rozrachunku „Złota era” wydaje się godną kontynuacją „Miraclemana” w interpretacji Alana Moore’a. Neil Gaiman i Mark Buckingham wykorzystali fundament stworzony przez legendarnego scenarzystę z Northampton, lecz przyjęli odmienną perspektywę. Zamiast dekonstrukcji superbohaterskiej konwencji, poszli raczej w stronę krótszych opowieści o dystopijnym świecie i ludziach w nim żyjących. Jest to jak najbardziej trafny wybór . Myślę, że wszyscy ci, którzy doceniają klasyczną serię, będą usatysfakcjonowani także „Złotą erą”. Nie tylko popycha ona historię do przodu i rozbudowuje świat przedstawiony, ale czyni to w sposób wzbogacający  oryginał o nowe perspektywy i konteksty.


Tytuł: Miracleman. Złota Era
Scenariusz: Neil Gaiman
Rysunki: Mark Buckingham
Kolor: D’Israeli
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Miracleman by Gaiman & Buckingham #1-6
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 192
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-61319-93-1