Bad Mommy. Zła mama – Tarryn Fisher

Podglądaczka


Justyna Madan


Dział marketingu wydawnictwa SQN powinien dostać jakąś specjalną nagrodę. Wykonali świetną robotę i kupili mnie w dwie sekundy. Reklama nowej książki Tarryn Fisher w mediach społecznościowych zadziałała na mnie tak, że koniecznie musiałam zdobyć Bad Mommy. Miałam obłęd w oczach i gotowa byłam gryźć i szarpać, by dostać w swoje ręce świeżutką, pachnącą nowością powieść.

W tym momencie spodziewacie się pewnie opisu, jak to skakałam z radości, kiedy kurier przyniósł mi książkę i jak niecierpliwie zaczęłam ją czytać tylko po to, żeby się rozczarować. Zawiodę Was. Nie będę budowała napięcia, tak jak napięcie nie rośnie w Złej mamie. Czytało się ją świetnie, naprawdę. Jednak zabrakło mi tego... czegoś.

Zacznijmy od początku. Książka ma trzech głównych bohaterów i składa się z trzech części; każda z nich przedstawia sytuację widzianą oczami poszczególnych postaci. Najpierw poznajemy historię Fig, która zauważa w parku młodą kobietę z małą córeczką i nagle zaczyna pragnąć jej życia. Na tyle, że przeprowadza się do domu obok i robi wszystko, by się z nią zaprzyjaźnić. Właśnie tutaj zaczyna się cała zabawa.

W dwóch kolejnych częściach książki narracja jest prowadzona z perspektywy Dariusa i Jolene – prześladowanej pary. Tylko czy na pewno są prześladowani? Tego musicie się dowiedzieć, czytając książkę. Rozdziały są bardzo krótkie i cała historia generalnie trzyma w napięciu. Łatwo wyobrazić sobie szaleństwo Fig. Jednak osobiście oczekiwałam czegoś więcej. Zwrotów akcji, porwań, szantaży, morderstw, choroba wie, czego jeszcze. Dlaczego? Tak właśnie zadziałała na mnie reklama tej książki. Spodziewałam się po niej mrożącego krew w żyłach thrillera, a dostałam psychologiczne studium pogłębiającej się psychozy.

Wciąż mam niedosyt po tym tekście, bo kiedy emocje sięgnęły zenitu – zamiast wybuchnąć, rozpłynęły się w powietrzu. Czułam autentyczne zagrożenie czytając jedynie kilkanaście stron, a później cały czas czekałam na coś szalonego, mocnego, jakiś akcent, który postawiłby kropkę nad i. Jako nagrodę pocieszenia dostałam jedną bardzo zaskakującą sytuację. Jeden z bohaterów, który wydawał się święty, okazał się równie szalony jak Fig. I to zmusiło mnie do refleksji, aby nigdy nie oceniać nikogo po pozorach. Bo wygląd to nie wszystko.

I chociaż po wszystkim co napisałam myślicie pewnie, że nie warto sięgać po tę książkę, tutaj też muszę Was zaskoczyć. Czyta się ją się naprawdę przyjemnie. I wbrew pozorom jest na tyle ciekawa, że chce się ją skończyć, nawet jeśli nie ma w niej żadnego skoku ze spadochronem. Część z Was może nawet zacząć patrzeć z podejrzliwością na swoich sąsiadów. Może nigdy więcej nie zostawicie swoich dzieci pod opieką ludzi, których dobrze nie znacie. Przezorny zawsze ubezpieczony. A na letnie popołudnie Bad Mommy będzie w sam raz. Dam jej 7/10. Zaskoczeni, że tak wysoko? Sprawdźcie sami, dlaczego!

Tytuł: Bad Mommy. Zła mama.

Tytuł oryginału: Bad Mommy.

Autor: Tarryn Fisher

Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

Wydawnictwo: SQN

Data wydania: 14 czerwca 2017

Liczba stron: 320

ISBN 978-83-65836-08-3