Jeszcze raz się odezwiesz i wracasz na kasę

Ocena: 
9.5
Average: 9.5 (2 votes)

Magister Skwarek uśmiechał się pogardliwie. Ani sterczące, dziewczęce piersi, ani nawet pełne, kuszące usta nie potrafiły zatrzeć wrażenia, że Antoni Krupa jest najszpetniejszym mężczyzną, jaki kiedykolwiek pozował Skwarkowi do aktu. Bujnie owłosiony tors, krzywe, chude łydki i liczne, nawiązujące do pogańskich tradycji tatuaże dopełniały wrażenia totalnego bezładu i cielesnego chaosu.

– Aniela, skąd wytrzasnęłaś tę parodię mężczyzny?– krzyknął w kierunku na pół otwartej zamrażarki, w której przed chwilą zniknęła jego asystentka w poszukiwaniu ostatniej paczki lodów o smaku sezamków z bakaliami.

– Była w Tesco! – dobiegł przytłumiony stosami filetów z mintaja dziewczęcy, nieco zachrypnięty głos.

– Na wyprzedaży? – zapytał Skwarek, nie do końca przytomnie, szkicował bowiem zaciekle, skupiając się na nietypowych szczegółach anatomii Antoniego Krupy. Przed chwilą polecił wypiąć się modelowi w kierunku sztalug jego czterema spiczastymi pośladkami i nie potrafił pojąć ich zadziwiającej, niemal nieziemskiej geometrii.

– Nie, magistrze, na kasie!

– Aniela, jesteś moim aniołem. Masz te lody?

W tej samej chwili pośladki Krupy napięły się niepokojąco, potem zaś rozwarły w szerokim, sarkastycznym uśmiechu i wyrzuciły z wnętrzności modela chmurę tęczowych, wonnych kropelek, które rozpierzchły się po studiu, jak różnobarwne motyle. Publiczność szalała z zachwytu, choć w absolutnej ciszy, zgodnie zresztą z umową, którą każdy z nich podpisał przy zakupie biletu.

– Czy to lody o smaku sezamków tak pachną? – zapytał model, puściwszy oko do Skwarka. Trzymał je w zębach od dłuższego czasu i powoli zaczynały drętwieć mu usta. Oko potoczyło się w kierunku malarza i mrugnęło znacząco dolną powieką.

– Jeszcze raz się odezwiesz i wracasz na kasę! – To Aniela wyłoniła się z czeluści zamrażarki, dzierżąc w oszronionej dłoni paczkę w kształcie fistaszka. – Nie widzieliście gdzieś mojego otwieracza do konserw?

– Tylko nie otwieracz, błagam – jęknął Krupa i skulił się na taborecie.

– Ostrzegałam cię, gnido! – warknęła dziewczyna, lecz Skwarek powstrzymał ją władczym gestem.

– Zostaw go. Nie uchwyciłem jeszcze sutków, ani tej zadziwiającej prostaty.

– Przepraszam, magistrze. Oto pańskie lody. – Szadź na czole Anieli zdążyła stopnieć, zamieniając jej brwi w bezładną plątaninę miedzianych drucików.

– Już to widziałem – zamruczał do siebie Skwarek. – To już kiedyś było.

– Lody? –zamruczała jowiszowym basem asystentka, zrzucając z ramion pelerynę, uszytą zeszłej zimy z przeciwrozmrożeniowych toreb, ukradkiem wynoszonych od miesięcy z okolicznych hipermarketów.

– Nie, peleryna.

– Zdjęłam ją dla pana w pociągu do Włodawy. To był nasz pierwszy raz. Nie działało ogrzewanie. Pamięta pan?

– Prawdę mówiąc, to nie pamiętam – Skwarek uwielbiał pogardliwe, cięte riposty, podobnie, jak jego asystentka, która na dźwięk tych podłych słów jęknęła i przeciągnęła się lubieżnie. Publiczność zastygła w podnieconym oczekiwaniu.

– Nazwał mnie pan wtedy bestią. Pasażerowie wzywali nawet konduktora.

– Zawsze uważałem, że twoje pochrząkiwanie w tych szczególnych, podniosłych chwilach jest krępujące. Wręcz niestosowne. Zwłaszcza, kiedy w przedziale siedzą dzieci – karcący głos Skwarka nie potrafił ostudzić rozpalonej już do granic asystentki. Para dobywała się nie tylko z jej pach i pachwin, ale również nozdrzy i małżowin usznych. Wrzała.

– Anielciu, nie teraz, proszę. Mam wreszcie te sutki – jęknął ledwo słyszalnie Skwarek.

Na próżno.

Bestia powarkując ruszyła w jego kierunku.