Nie ta liga

Autor: 
Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)

Piłki do kosza odbiły się od szafek, rzucone z obrzydzeniem buty uderzyły o podłogę, a pienista plwocina splamiła ściany. Kolumna umundurowanych weteranów wkroczyła do pomieszczenia. Niektórzy mamrotali, inni narzekali, niechybny znak kolejnej porażki. Pomieszczenie momentalnie wypełnił smród brudnych skarpet i potu kosmicznych sportowców.

Prawdopodobnie by zmienić nastrój, jeden z nich zaczął omawiać zagrywki, machając rękoma.

‒ Trzeba o tym zapomnieć ‒ zawołał optymistycznie Saturn. ‒ Chodźmy gdzieś, znajdziemy jakieś miejscowe asteroidy gotowe na ostry rytuał płodności. Co wy na to?

Odpowiedział mu szereg malowniczych przekleństw. Nikt nie był w nastroju do imprezowania. Do chwili, gdy malutki Merkury przybył z naprawdę złymi wieściami, pomieszczenie ucichło. Większość zdjęła koszulki i dawno wyszła spod pryszniców. Mars zauważył, że zazwyczaj pełen wigoru napastnik prezentował się wyjątkowo ponuro.

‒ Co się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczył czarną dziurę.

‒ Słyszeliście, co się stało z Plutonem? ‒ zadał pytanie wszystkim, którzy znajdowali się w szatni. ‒ Wywalili go.

‒ Co? ‒ Mars uderzył pięścią w ścianę. ‒ Wiedziałem, że coś się święci.

‒ Jesteś pewien? ‒ spytał Jowisz, drapiąc się po przerośniętej głowie tłustymi paluchami.

‒ Ano ‒ odpowiedział Merkury. ‒ Gada teraz z kierownictwem. Słyszałem, że degradują go do ligi karlej.

‒ Założę się, że to wina Ziemniaka ‒ gderał Mars. ‒ Nic tylko miesza. Nie chcę wiedzieć, co nagadał zarządowi za plecami Plutona.

‒ Cóż, Pluton zawsze był trochę niekonsekwentny ‒ stwierdził Saturn, który właśnie co wyszedł spod prysznica i zaczął obwieszać się swoimi błyskotkami. ‒ Najszybszy w galaktyce to on też nie jest.

‒ Może ‒ zgodził się Mars. ‒ Ale zadziorny z niego kurdupel i był z nami zawsze, eon za eonem.

Jowisz wstał, rozciągnął swe masywne ramiona i ziewnął.

‒ Będę tęsknił za małym.

‒ Ciekawe jaki to będzie miało wpływ na chemię w zespole? ‒ zastanawiał się Wenus.

‒ Zarząd ma gdzieś chemię ‒ zrzędził Mars. ‒ Ich obchodzi tylko astronomia.

‒ Powinniśmy powiadomić resztę, zanim Pluton tu przyjdzie ‒ zasugerował Wenus.

‒ Pójdę po Neptuna, jeszcze się myje – zaoferował Saturn.

‒ Na to wychodzi ‒ odpowiedział Mars. ‒ Jak już tam będziesz, weź Urana za łeb.

Zanim Saturn wrócił, do szatni wpadł podekscytowany Ziemia.

‒ Hej, chłopaki! Słyszeliście, co z Plutonem?

Marsowi to wystarczyło. Chwycił Ziemię za koszulkę i trzasnął nim o kolumnę szafek.

‒ Co narobiłeś, ty geocentryczny, wymoczkowaty, zawszony...

Jowisz i Merkury rzucili się, żeby ich rozdzielić.

‒ Co ty im nagadałeś? ‒ wrzeszczał Mars, przytrzymywany przez Jowisza.

‒ O co ci chodzi? ‒ Ziemia wydawał się zaszokowany atakiem.

‒ Według Marsa to przez ciebie degradują Plutona ‒ wyjaśnił Wenus.

‒ Co? Nie miałem z tym nic wspólnego! Jak bym mógł? I po co by mi to było?

Nim Mars był w stanie kontynuować swą diatrybę, pojawił się Pluton. Ubrany był już w codzienne ciuchy, ale i tak ruszył prosto do swojej szafki. Wszyscy w szatni momentalnie ucichli i zaczęli udawać, że wszystko w porządku. Lecz gdy Pluton zaczął opróżniać szafkę, Merkury położył rękę na jego ramieniu.

‒ Przykro mi, młody. Wszyscy już wiedzą. To jakiś przekręt.

Pluton wzruszył ramionami.

‒ Tak to już jest. Nie wywiązałem się z umowy ‒ stwierdził, po czym siląc się na brawurę, odwrócił się do zebranych i dodał: ‒ Jeszcze wrócę, spokojna głowa. Upadnę, pozbieram się i wtedy wrócę. To zwykły kryzys. Zobaczycie, zaraz będę z powrotem.

Jowisz skinął ogromną głową i rozległ się jego przypominający dźwięk fagotu głos:

‒ Racja. Wrócisz, nim się obejrzymy. Daj im tam popalić, Pluton, ziomie.

‒ Właśnie ‒ zawołało kilka już nie tak entuzjastycznych głosów.

Nie będący w stanie powstrzymać łez Wenus odwrócił się. Mars wyglądał, jak gdyby chciał coś rozwalić.

Szukając w przepastnej czaszce czegoś więcej, czegoś inspirującego, Jowisz wygłosił:

‒ Ale pamiętaj. Rekordy są to, by je bić.

‒ Ta, jasne. Dzięki, Jow ‒ odpowiedział Pluton. Znał wielkoluda wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że kolega nie zastanawia się zbytnio nad tym, co mówi.

Ale Jowisz jeszcze nie skończył.

‒ Czy mówiłem ci kiedyś, jak mogłem zostać gwiazdą?

Wenus uciszył go gestem.

‒ Nie teraz, Jupiterze.

Pluton skończył pakować rzeczy i ruszył w stronę wyjścia. Na drodze stanął mu Ziemia i uścisnął mu dłoń.

‒ Powodzenia, Pluton.

‒ Właśnie ‒ powiedział Merkury. ‒ Skop im tam tyłki.

Pluton wyglądał, jak gdyby chciał coś dodać, ale nie potrafił wydobyć z siebie słów. Zamiast tego odwrócił wzrok i wyszedł.

Merkury spojrzał na Jowisza.

‒ Ale z ciebie gazowór, wiesz? „Rekordy ustanowiono po to, aby je bić”? Idiotyczniej już nie mogłeś?

Jowisz wzruszył gigantycznymi ramionami. Jakby w grawitacyjnym skutku tego ruchu Saturn wrócił spod prysznica z orbitującymi Neptunem i Uranem.

‒ Co się stało? ‒ spytał wciąż ociekający wodą Neptun.

‒ Wywalili Plutona. Odszedł.

‒ Wywalili go? Czemu?

‒ A jak myślisz? ‒ odpowiedział Mars, nie powstrzymując sarkazmu. ‒ Nie mógł doorbitować do ich oczekiwań.

‒ Nieważne czemu ‒ zauważył Merkury. Ważne kto z nas będzie następny…

Przełożyła Małgorzata Gwara