Ewentualne Konsekwencje Niszczenia Wszechświata

Autor: 
Ocena: 
9
Average: 9 (2 votes)

– Nienawidzę tej roboty! – Wojna splunęła pod nogi i dodała jeszcze pod nosem przekleństwo.

Ziemia była twarda i sztywna niczym trup, którego nie ma kto pochować. Ponad jej powierzchnią unosiła się kilkucentymetrowa warstewka mgły i białych oparów niewiadomego pochodzenia. Wojna kucnęła obok Głodu i szturchnięciem wybudziła go z letargu. Ten charknął i przewrócił się na plecy.

– No, chyba należy nam się premia. Perfekcyjnie odwalona robota, co nie? – zagadnęła, lecz jako odpowiedź otrzymała tylko głośne beknięcie. Ale trzeba to było Głodowi darować. Przecież właśnie przed chwilą pochłonął tysiące istnień. – Spójrz tylko na ten krajobraz, czyż nie jest przepiękny?

Głód otworzył mimowolnie oczy, ale po chwili znowu je zamknął. Ze wszystkich stron zalewało go morze bieli, szczypiąc w oczy blaskiem i nie pozwalając się rozejrzeć. Zawył przeraźliwie z bólu. Rzeczywiście wykonali swoją robotę jak należy. Nie zostało kompletnie nic, oprócz wszechogarniającej pustki niemającej końca. A być może także początku? W gruncie rzeczy, teraz nie dało się już tego ustalić. Głód czuł się jakby zamknięty na dwuwymiarowej kartce papieru, jak rysunek zniewolony przez jakiegoś piekielnego artystę.

Ale mimo wszystko był szczęśliwy. Całe swoje życie przygotowywał się do tego dnia. Sądnego dnia. Wszyscy oni, we czwórkę, byli do tego przecież stworzeni. Do siania Apokalipsy! A teraz, gdy ona wreszcie nastąpiła i nawet prochy zgliszcz zostały zmiecione z powierzchni ziemi, czuł się spełniony.

Jednak coś cały czas nie dawało mu spokoju. Jedno, bardzo ważne w kontekście najbliższych dni pytanie, którego nie dało się w tej chwili nie zadać.

Co teraz?

Całe to niszczenie to bardzo ciekawa rzecz, ale co dalej? Rozejrzał się dookoła. Zewsząd wiało nudą o zapachu jałowego popiołu.

I nic… Tylko tyle…

Nic.

– Macie może coś, w co moglibyśmy zagrać? – zagadnął. Spojrzał najpierw na Zarazę, ta jednak nie zwróciła na niego uwagi, bo zajęta była wycieraniem nosa w chusteczkę. Zwrócił się więc do Śmierci: – Może chociaż kości?

– Nie no, rozkaz był wyraźny. Zniszczyć wszystko. Bez wyjątku – odpowiedziała mu rozkładająca się na boku Zaraza.

– Reguły są po to, żeby je łamać – szczeknęła Wojna i wyjęła zza pazuchy zatłuszczoną talię papierowych kart. – Ktoś chętny na partyjkę wojny?

W tym momencie Śmierć podniosła się z miejsca i rzuciła na dzierżoną przez Wojnę talię. Gdy tylko dotknęła jej swoim długim, kościstym palcem, ta rozsypała się w drobny mak i odfrunęła z najbliższym podmuchem wiatru. Wojna ze złością błyskawicznie wydobyła z pochwy miecz i skierowała się w stronę Śmierci, przykładając ostrze do jej gardła. Po chwili jednak zdała sobie sprawę ze swojej głupoty. Przecież Śmierć i tak już nie żyje.

Usiadła na wilgotniej ziemi i ukryła twarz w dłoniach.

– Teraz nie mamy już nic – wysyczała przez zęby.

Głód wbił wzrok w cholewy butów. Zapadła niezręczna, głucha cisza.

– To co robimy? – Ktoś musiał zadać to głupie pytanie.

– Nie wiem. Możemy poczekać na stworzenie nowego świata – stęknęła Zaraza.

– Aha, poczekać.

Czekać…

Czekać… Czekać…

W sumie to nic trudnego. Przecież całe życie czekali.

Czekać…

Ale czasu też już nie było…

Odpowiedzi

Super tekst. Daje do myślenia. Faktycznie, jak już wszystko się skończy, to co będzie dalej?