Bez przebaczenia

Ocena: 
3
Average: 3 (1 vote)

– Ostatniej niedzieli fałszywie oskarżyłem sąsiada mojego, Wieczoraka Jerzego, a mianowicie, że niby on, że w polu robił – mówiący to chłop przełknął ślinę.

Proboszcz skinął głową na wikarego. Ten podszedł do klęczącego, zabrał trzymany przez niego mieszek i przyniósł go do złoconego tronu. Proboszcz jednym ruchem wysypał na dłoń monety. Od razu widać było, że same miedziaki, do tego oberżnięte.

Cisnął je z nieskrywaną niechęcią w stronę północnego wyjścia. Na ten znak do chłopa od razu podbiegło trzech rosłych ministrantów. Jeden z nich zręcznym kopniakiem zamknął mu usta, by tamten nie zdążył nawet nic powiedzieć.

Wywlekli go ze świątyni w ślad za jego miedziakami. Na drogę i dalej, na rozstaje, skąd już dobrze słychać było odgłosy przycinania desek i wbijania gwoździ. Szpaler krzyży, stawianych w regularnych dwunastokrokowych odstępach, sięgał już prawie do sąsiedniej wsi.

Cywilizacja regionu postępowała.

© by Soulless, sobota, 26 lipca 2008