Cegły, jeśli są już dojrzałe

Ocena: 
0
Brak głosów

– Majorze, mamy to.

– Dawajcie, zanim dorwą się do tego pismaki. Cholerne przecieki.

Podałem wydruk majorowi. Wiedziałem, że jest bardzo czuły na punkcie hierarchii, pierwszeństwa i takich tam bzdur. Już po trzecim dniu jego szefowania przerobiliśmy oprogramowanie tak, żeby drukowało treść odebranego sygnału od razu do koperty. Nasz dowódca musiał być pierwszy.

Zanim zaczął czytać, podniósł jeszcze na mnie wzrok.

– Jesteście pewni?

– Tak. Przechwyciliśmy ten sygnał z Alfy Centaura. Udało się go rozkodować, pan będzie pierwszy, który go przeczyta.

Pochylił z powrotem głowę, a ja czekałem. Po minucie wpatrywania się w jego usta, mamroczące kolejne litery depeszy poczułem, że brakuje mi powietrza - ze zdenerwowania wstrzymałem oddech i pewnie bym się udusił, gdyby nie podniósł na mnie wzroku

– Co - to - ma - być? – wycedził przez zaciśnięte zęby.

– Pierwszy na świecie odebrany komunikat interstelarny. Dowód istnienia pozaziemskich cywilizacji i ich przyjaznego nastawienia do nas – odpowiedziałem tak pewnie, jak tylko umiałem, chociaż zimny pot spływał mi po plecach.

– To właśnie odebraliście?

– Tak, panie majorze.

– Zweryfikowaliście?

– Tak, panie majorze – przytakiwałem, choć nie wiedziałem, co ma na myśli.

Czyżbyśmy znowu przechwycili przypadkiem nielegalnego satelitę religijnego? Po ostatniej wpadce wprowadziliśmy na listę falsyfikacyjną Koran, Biblię, a nawet całe „Gwiezdne Wojny”, ale nie mogłem wykluczyć, że powstała od tego czasu jakaś nowa sekta z hojnym sponsorem. Jeśli tak było, miałem przechlapane.

Podał mi arkusz, na którym wydrukowano komunikat. Mimo przerażenia, poczułem się podniośle. Byłem druga osobą na świecie, która pozna przełożoną na angielski treść depeszy.

Odetchnąłem głęboko i spojrzałem na wydruk. Raz kozie śmierć.

Trzy kiszone matoły nie wystarczą. Sos nie chce się wznieść, ciągle się przypala. Gdzie położyłaś <niezrozumiałe>? Zaraz przychodzi prezydent, a ja ciągle w tynku. I kup jeszcze cegły, jeśli będą dojrzałe. Nienawidzę cię zaciekle, grubasku.

Podniosłem oczy. Major trwał niewzruszony, a ja zastanawiałem się, gdzie spędzę resztę życia. Mój dowódca pozbawiony był inteligencji, uroku osobistego i empatii, miał za to kontakty, chody, i plecy. Mogłem pewnie trafić nawet do Polski, widziałem ostatnio reportaż.

– To nie może wyjść na jaw – wysyczał major.

– Ale zwołał pan konferencję prasową – broniłem się. – Zaczyna się za godzinę.

– Niech pan coś wymyśli. Inaczej resztę życia spędzi pan w Polsce.

Nie wymyśliłem.

 

Kiedy rok później wezwano mnie do dowództwa regionalnego w Wootch, czy jak się ta dziura nazywa, nie zdążyłem nawet się ogolić, ani znaleźć paska od munduru. Musiałem przytrzymać spodnie ręką, bo schudłem dziesięć kilo. Nawet steków tam nie mają.

– Wracacie do domu – powiedział sierżant, patrząc gdzieś nad moim czołem.

– Coś się stało?

Sięgnął do szuflady i wręczył mi kopertę.

W środku znalazłem formularz przydziału i krótką notatkę:

Przechwyciliśmy drugi komunikat. Major podał się do dymisji. Zanim wyszedł, powiedział, że nigdy jeszcze nie czuł się tak zlekceważony.

Całą drogę powrotną przesiedziałem, jak na szpilkach. Nie tylko steków nie mogłem się doczekać. Co takiego chłopaki przechwycili, zastanawiałem się, prześlizgując bezmyślnie wzrokiem po szpaltach gazet.

Do biura pojechałem prosto z lotniska, chociaż była niedziela. Nie zawiodłem się. Do korkowej tablicy przypięto pożółkłą już nieco kartkę:

Cegły strasznie drogie, pewnie słabe plony były. Nienawidzę cię też, zaciekle.

PS. Przejdź na szyfrowany, bo mam wrażenie, że ktoś nas podsłuchuje.

Pięknie, pomyślałem.