Słoiki

Ocena: 
7
Average: 7 (2 votes)

Spojrzałam na zegarek: ósma trzydzieści, a narada jeszcze się nie rozpoczęła. Czekaliśmy na dyrektor finansową, utknęła w korku na Marszałkowskiej. Upiłam łyk kawy, niedobrze, na czczo zakwaszała mi żołądek.

– Przepraszam was bardzo, cholerne słoiki, jak ich tak będzie przybywać, to zacznę sypiać w biurze… a do domu wpadać na weekendy.

„Napływowi”, pomyślałam i uśmiechnęłam się.

– Z czego się śmiejesz – zapytał administracyjny.

– Jestem szczecinianką – odpowiedziałam.

– Ja z Łodzi! – wykrzyknął.

– Białystok!

– Rzeszów!

– Gdańsk!

Ryknęliśmy śmiechem, dołączył do nas piskliwy chichot finansowej. Opanowała się po dłuższej chwili: – Urodziłam się w Chinach, w Warszawie mieszkam od dwóch lat – wyznała. – Boże, jak to miasto wsysa!